Umiejętnie wykorzystał jej gorzką zazdrość, przekonując ją, że nastawiam Donalda przeciwko niej.
Zaczął sprzedawać jej rozkruszone tabletki immunosupresyjne za trzy tysiące dolarów miesięcznie.
Rachel płaciła za nie pieniędzmi z kieszonkowego, które sama hojnie dawałam jej na osobiste wydatki.
Rzeczywistość była znacznie bardziej wynaturzona, niż mogłam sobie wyobrazić.
Agustin wykorzystał domową urazę mojej teściowej jak otwarte drzwi prowadzące prosto do naszego domu.
Później tego popołudnia przyszła kolejna wiadomość.
Zawierała konkretny adres prowadzący do opuszczonego magazynu przemysłowego na obrzeżach Tucson.
Wiadomość wyraźnie żądała, żebym przyjechała sama, jeśli chcę odzyskać ukryte dokumenty, które moja matka schowała przed dziesięcioleciami.
Detektyw Qualls natychmiast zorganizował akcję taktyczną i założył mi pod płaszcz ukryty mikrofon.
Donald błagał policję, żeby pozwoliła mu dołączyć do zespołu.
Dowódca stanowczo odmówił ze względów bezpieczeństwa.
— Jeśli Agustin zobaczy konwój policyjny albo dodatkowe cywilne samochody, zniknie na pustyni i stracimy go na zawsze — ostrzegł detektyw Qualls.
Przed wyjazdem zawieźliśmy Danielle do silnie chronionego mieszkania Charlene w mieście.
Przy każdym wyjściu stali policjanci po cywilnemu.
Uklękłam w korytarzu i delikatnie wzięłam małe dłonie córki w swoje.
— Obiecaj mi, że pod żadnym pozorem nie otworzysz drzwi nikomu — wyszeptałam.
— Naprawdę do mnie wrócisz, mamusiu? — zapytała Danielle drżącym głosem.
— Zawsze do ciebie wrócę, bez względu na wszystko — obiecałam, całując ją w czoło przed odejściem.
Magazyn był ogromny, ciemny i wypełniony duszącym zapachem rdzy oraz rozkładających się chemikaliów.
Agustin powoli wyłonił się z cienia w tylnej części budynku.
Jego twarz była zniszczona przez dziesięciolecia obsesyjnej nienawiści.
— Masz dokładnie takie same oczy jak twoja matka, Madison — zakpił, rzucając srebrną bransoletkę Danielle na zardzewiały metalowy stół obok wyblakłej teczki.
— Czego naprawdę chcesz od mojej rodziny po tylu latach? — zapytałam stanowczo, pilnując, żeby mikrofon pod kołnierzem dobrze zbierał mój głos.
— Twoja matka ukradła wewnętrzne dokumenty, a potem spanikowała i zbyt długo zwlekała z przekazaniem ich władzom — wypluł Agustin z jadem. — Gdyby oddała je od razu, wadliwa partia zostałaby wycofana, a mój mały syn nie umarłby przez zatruty lek.
Stałam nieruchomo, kiedy opowiadał, jak jego siedmioletni syn doznał śmiertelnej reakcji toksycznej na nielegalne leki z fabryki.
Według Agustina moja matka wiedziała o oszustwie od miesięcy, ale ze strachu przed utratą pracy zatrzymała dowody dla siebie.
Kiedy wreszcie przemówiła, leki były już na rynku.
— Wybrała własne wygodne życie, pozwalając umrzeć mojemu niewinnemu dziecku! — wrzasnął Agustin, wskazując na mnie drżącym palcem. — Dlatego uznałem, że zasługujesz na to, żeby patrzeć, jak ktoś, kogo kochasz, powoli gnije od środka!
— Więc twoim chorym pomysłem na sprawiedliwość było otrucie małej dziewczynki, której nawet nie było na świecie, kiedy to wszystko się wydarzyło? — odpowiedziałam ostro.
— Grzechy przechodzą przez krew, Madison. A długi trzeba spłacić w całości — oznajmił chłodno.
Po raz pierwszy od początku całego koszmaru nie czułam strachu.
Czułam absolutną jasność.
— Krew nie dziedziczy winy, Agustin — powiedziałam prosto. — Straciłeś syna przez skorumpowanych ludzi produkujących toksyczne leki i być może również przez własne nielegalne decyzje, gdy pomagałeś ich chronić. Moja matka mogła popełnić straszne błędy ze strachu, ale to nie czyni mojej ośmioletniej córki odpowiedzialną. Jedyne, co zrobiłeś, to sam stałeś się dokładnie takim potworem, jakiego rzekomo nienawidzisz.
Twarz Agustina wykrzywiła się z wściekłości.
Wyciągnął z kieszeni płaszcza małą szklaną fiolkę wypełnioną ciemnym płynem.
— Wiesz, jak łatwo było przekonać Rachel, żeby cię truła? — zaśmiał się złowrogo. — Wystarczyło mniej niż pięć minut rozmowy. Tak bardzo chciała znowu czuć się potrzebna. Byliśmy idealnym zespołem.
— Rachel dokonała własnych złych wyborów. Ty również — odpowiedziałam, celowo podtrzymując rozmowę, żeby policyjny zespół taktyczny miał pełne nagranie.
Nagle telefon Agustina głośno zawibrował w kieszeni.
Spojrzał na ekran.
Na jego twarzy pojawił się ciemny uśmiech.
— Wygląda na to, że mój partner właśnie uruchomił Plan B w mieszkaniu twojej przyjaciółki.
Serce mi stanęło.
Lodowate przerażenie zalało całe ciało.
Detektyw Qualls i uzbrojony zespół taktyczny wyważyli ciężkie drzwi magazynu i wtargnęli do środka.
Agustin gwałtownie rozbił fiolkę o beton.
W powietrze wzbiła się chmura oślepiającego gazu łzawiącego.
Funkcjonariu
sze szybko wyciągnęli mnie bocznym wyjściem awaryjnym, a medycy natychmiast sprawdzili mój oddech.
Detektyw Qualls pobiegł do radiowozu.
Przez głośnik policyjnego radia zabrzmiało pilne zgłoszenie.
— Trwa próba włamania do apartamentowca. Podejrzany podszywa się pod pracownika technicznego — meldował dyspozytor.
Donald i ja ruszyliśmy przez miasto bezpośrednio za policyjną eskortą.