Roztrzaskało się jak szkło rzucone o ścianę.
„E… Elise…?”
Mój głos nie był już głosem.
To była rana.
Zamarła.
Jej oczy szukały mojej twarzy w cieniu.
Podszedłem na kolanach, nie mogąc ustać.
„Elise… moja kochana… to ja. To Adrien.”
Przez chwilę nie oddychała.
Potem talerz wypadł jej z rąk.
Resztki rozlały się na betonie.
Lucas przestał płakać.
Elise zakryła usta dłonią.
„Nie…”
Pokręciła głową.
„Nie… to niemożliwe…”
Już płakałam.
„To ja. Weszłam.”
Wydała z siebie stłumiony krzyk, krzyk, który nie brzmiał jak radość, ale jak ból, który w końcu wyrwał się z głębi jej duszy.
Potem rzuciła się na mnie z Lucasem w ramionach.
Trzymałam ich oboje mocno.
Nie czułam zapachu śmieci.