„Z polecenia prezesa!”
„Za część pieniędzy kupiłeś dom nad Balatonem”.
Nora otworzyła usta ze zdumienia.
Gábor zwrócił się do mnie.
„Skąd o tym wiesz?”
„Akt własności jest publiczny.
Dom został zarejestrowany na nazwisko siostry Nory, ale zaliczka została wpłacona tego samego dnia, w którym firma konsultingowa otrzymała największy przelew korporacyjny.
Wyciąg bankowy głosił:
„Pierwszy dom naszej wspólnej przyszłości”.
„To niejednoznaczne” – powiedział Gábor.
„Rzeczywiście” – odpowiedziałem. „Szczególnie dla twojej żony”.
Ochroniarze poprosili o służbowy telefon i laptopa Gábora.
Nie chciał ich oddać.
„Zawierają poufne dane firmy”.
„Właśnie dlatego muszą być zabezpieczone” – powiedział Tamás.
„Zadzwonię do swojego prawnika”.
„Możesz do niego zadzwonić. Ale najpierw połóż narzędzia na stole”.
Gábor spojrzał na mnie.
„Czy pozwolisz, żeby traktowano mnie jak przestępcę?”
„Pozwolisz, żeby traktowano mnie jak przedmiot”.
Nóra nagle podniosła torebkę.
„Wychodzę”.
Júlia stanęła przed drzwiami.
„Możesz wyjść, jak tylko oddasz służbowy telefon i kartę dostępu”.
„Nie jestem aresztowana”.
„Nie. Ale nie możesz zabrać ze sobą własności firmy”.
Nóra drżącymi rękami wyjęła telefon.
– Moje prywatne wiadomości też tam są.
– Ograniczamy kopię zapasową danych firmowych tylko do danych firmowych. Zostanie sporządzony raport w tej sprawie.
– Gábor, powiedz coś!
Mój mąż na niego nie spojrzał.
W tym momencie oboje zrozumieli, że ich związek będzie trwał tak długo, jak będzie to korzystne.
Nóra odezwała się pierwsza.
– To był jej pomysł.
Gábor powoli odwrócił głowę w jej stronę.
– Masz?
– Powiedziała, że Eszter i tak nie może wrócić do firmy. Wymyśliła też pełnomocnictwo.
– Przyprowadziłeś prawnika!
– Bo powiedziałeś, że to będzie legalne rozwiązanie!
– Prosiłeś o to, żeby część akcji trafiła do ciebie!
– Tylko dlatego, że obiecałeś je wziąć!
Kilka sekund wcześniej czule się przytulali.
Teraz krzyczeli na siebie o to, kto dostał jaki dokument, kto zatwierdził który transfer i kto spotkał się z szefem prywatnego instytutu.
W międzyczasie Júlia cicho włączyła nagrywarkę w telefonie.
– Mów dalej – powiedziała.
Oboje zamilkli.
Tej nocy Gábor nie został w domu.
Ochroniarze czekali, aż spakuje ubrania. Wyszedł z sypialni z dwiema walizkami.
– Gdzie mam spać? – zapytał.
– Może znajdzie się miejsce w twoim domu nad Balatonem.
– Eszter, nie rób tego.
– Co?
– Nie wyrzucaj mnie, jakby nasze małżeństwo nic nie znaczyło.
– Kilka minut temu na kanapie powiedziałeś, że ślub ze mną to nieszczęście.
– Byłem zły.
– Nie na mnie. Na to, że nadal potrzebujesz mojego podpisu.
Podszedł bliżej.
– Kochałem cię.
– Kiedy?
– Dawno temu.
– Zanim oślepłem, czy zanim zdałeś sobie sprawę, że możesz wykorzystać moją ślepotę przeciwko mnie?
Nie odpowiedział.
Odwrócił się ponownie w drzwiach.
– Jeśli to zrobisz, zrujnujesz firmę.
– Firma przetrwała trzy lata beze mnie. Przetrwa i bez ciebie.
Następnego ranka po raz pierwszy od wypadku osobiście uczestniczyłem w posiedzeniu zarządu.
Nie jeździłem na wózku inwalidzkim.
Używałem laski, bo nogi nadal szybko się męczyły, ale wszedłem sam.
Członkowie wstali.
Niektórzy ze wstydem spuścili wzrok.
To oni przez lata akceptowali wyjaśnienia Gábora, że nie chcę uczestniczyć w zebraniach.
„Chciałbym przeprosić” – powiedział jeden z dyrektorów. – Wierzyliśmy, że się wycofałeś.
– Czy mnie pytałeś?
Nie odpowiedział.
– To nie mów, że mi uwierzyłeś. Mówią, że wygodniej było nie pytać.
Tamás Rácz odczytał proponowane uchwały.
Natychmiastowe zawieszenie Gábora.