„Koc księżycowy?”
„Tak”.
To była Sadie. Uwielbiała planety, gwiazdy, dinozaury i drobne ciekawostki o kosmosie.
Kiedy Harlan dotarł do domu, wszystko wyglądało idealnie z zewnątrz. Przystrzyżony trawnik. Lampy na ganku. Czysty podjazd. Bezpiecznie wyglądający dom.
Ale wiedział, że w bezpiecznie wyglądających domach mogą kryć się straszne rzeczy.
Użył zapasowego klucza i wszedł do środka.
Powietrze było za ciepłe.
Termostat był ustawiony na tryb wakacyjny.
Dom przygotowany na ludzi, których nie ma w domu.
Nie dla chorego dziecka na górze.
Zrobił zdjęcie.
Potem poszedł do kuchni.
Na blacie leżały lekarstwa na gorączkę dla dzieci, krakersy, kubeczek z dozownikiem i złożona pastelowa karteczka.
Pisanie Maren było staranne i okrągłe.
W karteczce napisano, żeby Sadie wzięła jedną dawkę przed snem, przestała robić sceny, nie dzwoniła do sąsiadów, chyba że to „naprawdę nagły wypadek”, i żeby Carter nie czuł się winny z powodu swojej urodzinowej wycieczki.
Harlan przeczytał ją dwa razy.
Za pierwszym razem zobaczył okrucieństwo.
Za drugim razem zobaczył planowanie.
To nie była panika. To nie było zapominanie.
To była instrukcja dla chorego dziecka, że potrzeba pomocy jest niedogodnością.
Potem znalazł termometr.
Nacisnął przycisk pamięci.
103.7.
Sprawdzili.
Wiedzieli.
I tak wyszli.
Harlan sfotografował notatkę, termometr i termostat.
Potem Sadie wyszeptała do telefonu:
„Dziadku?”
„Już idę” – powiedział.
CZĘŚĆ 3
W pokoju Sadie było gorąco i ciemno.
Leżała skulona pod żółtym, księżycowym kocem, z mokrymi włosami przy czole, zarumienionymi policzkami i suchymi ustami.
Kiedy zobaczyła Harlana, spróbowała się poruszyć.
„Nie” – powiedział delikatnie. „Stój spokojnie”.
„Przepraszam” – wyszeptała ponownie.
Dotknął jej czoła.
Płonęła gorączką.
Po drugiej stronie pokoju, na komodzie, stał kubek z wodą, pełny i nietknięty.
Za daleko, żeby mogła dosięgnąć.
„Próbowałam po niego sięgnąć” – powiedziała Sadie. „Ale podłoga się poruszyła, kiedy wstałam”.
Harlan spojrzał na kubek, a potem pomyślał o lekarstwach na dole i liście w kieszeni.
Wszystko było jasne.