„Czy ty kompletnie oszalałaś?!”. krzyknęła. „Moje przyjęcie zaręczynowe jest w ten weekend! Do Riverside Grill przyjdzie osiemdziesiąt osób! Kosztuje sześć tysięcy dwieście dolarów, Sabrino! Nie możesz wszystkiego zniszczyć przez jakieś głupie urodziny!”
„To nie twoje pieniądze, Megan” – powiedziałam chłodno, w końcu zmuszając się do konfrontacji z rzeczywistością. „Należy do dziadka. A jako wykonawca testamentu Nolan Estate Trust mam pełne prawo do wstrzymania wypłat uznaniowych, jeśli beneficjenci marnują majątek. Wydanie sześciu tysięcy na imprezę, kiedy nie ma się nawet pracy, zdecydowanie kwalifikuje się jako marnotrawstwo”.
„Ty zazdrosna, wredna suko” – warknęła moja matka, podchodząc bliżej, aż jej twarz znalazła się o centymetry od mojej. Jej oczy patrzyły dziko. Niebezpiecznie. „Uwolnisz te fundusze natychmiast albo przysięgam, że będę cię ciągnąć przez sąd spadkowy, aż zostaniesz bez grosza”.
„Więc mnie pozwać” – odpowiedziałam bez mrugnięcia okiem. „Ale dopóki sędzia nie zarządzi inaczej, pieniądze się tu zatrzymają. Lepiej wymyśl, jak zapłacić za twoją imprezę, Megan. Bo fundusz nie pokryje ani jednego dolara”.
Otworzyłam drzwi wejściowe i wskazałam na zewnątrz.
„A teraz wyjdź z mojego domu, zanim wezwę policję”.
Wybiegły z domu, krzycząc przekleństwa i groźby w wieczorne powietrze. Patrzyłam, jak ich wynajęty Mercedes znika w oddali, a moje serce waliło mi jak młotem. Wiedziałam, że są zdesperowani.
Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo są urojeni.
Zakładałam, że Megan odwoła imprezę. Zakładałam, że w końcu do nich dotrze rzeczywistość.
Zamiast tego, trzy noce później zadzwonił telefon z nieznanego numeru.
„Halo, czy to Sabrina Nolan?” – zapytał zestresowany męski głos. „Nazywam się Marcus. Jestem dyrektorem generalnym Riverside Grill. Twoja matka i siostra są tu z osiemdziesięcioma gośćmi i upierają się, że przyjeżdżasz z książeczką czekową, żeby zapłacić rachunek. Jedziesz?”
Część 3
„Zdecydowanie nie przyjdę zapłacić tego rachunku, Marcus” – odpowiedziałam, uśmiechając się chłodno. „Ale przyjdę i wyjaśnię to zamieszanie”.
Złapałam płaszcz i pojechałam przez miasto do Riverside Grill.
W chwili, gdy przekroczyłam próg sali bankietowej, cała ta scena przyprawiała mnie o mdłości. Szampan lał się strumieniami pod kryształowymi żyrandolami. Kwartet jazzowy grał cicho w kącie, podczas gdy osiemdziesięciu gości śmiało się i świętowało wokół wystawnych kompozycji kwiatowych. Megan stała pośrodku sali w przepięknej białej sukni koktajlowej, otulona swoim narzeczonym Gregiem – mężczyzną całkowicie przekonanym, że żeni się z kimś, kto zdobędzie ogromny majątek.
Mama natychmiast mnie zauważyła.
Na jej twarzy pojawił się zadowolony z siebie, zwycięski uśmiech, gdy podeszła i chwyciła mnie za ramię, odciągając od gości.
„Wiedziałam, że wrócisz na kolanach” – wyszeptała ostro, z oddechem gęstym od wina. „Idź i autoryzuj kartę majątkową, zanim nas zawstydzisz”.
„Nie przyszedłem tu płacić, mamo” – powiedziałem głośno.
Muzyka ucichła.