Telefon Santiago zawibrował na stole. Potem telefon Renaty. Potem kolejny i kolejny.
To były alerty bankowe.
Konta zablokowane.
Dostęp zablokowany.
Karty anulowane.
Renata spojrzała na Elenę z czystą nienawiścią.
„Ty nędzna staruszko” – wyszeptała. „Pożałujesz tego”.
Doña Elena wzięła czystą serwetkę i otarła resztki sosu z szyi.
„Nie, Renato” – odpowiedziała. „Żałuję, że tak długo czekałam”.
Potem księgowy otworzył laptopa i wyświetlił na telewizorze w jadalni plik zawierający e-maile, faktury, podpisy i prywatne wiadomości.
Na ekranie pojawiła się rozmowa, która sprawiła, że Santiago wybuchnął płaczem, zanim ktokolwiek zdążył ją przeczytać.
A to był dopiero pierwszy dowód.
CZĘŚĆ 3
Pierwsza wiadomość wyświetlona na ekranie była od Renaty.
„Nie martw się o staruszkę. Kiedy mój tata zainwestuje, ogłosimy ją ubezwłasnowolnioną i przeniesiemy wszystko, zanim się zorientuje”.
Drugie było od Santiago.
„Moja mama nigdy dokładnie nie sprawdza. Tylko jej nie prowokuj, zanim sfinalizujesz umowę z Arturo”.
Doña Elena przez kilka sekund nie oddychała.
Obelga była okrutna, owszem. Upokorzenie miało miejsce publicznie. Zdrada finansowa była poważna. Ale przeczytanie, że jej własny syn planował wykorzystać ją jako tymczasową przeszkodę, było raną innego rodzaju, taką, która nie krwawiła na zewnątrz.
Santiago wstał i zapłakał.
„Mamo, nie miałem tego na myśli. Byłem zdesperowany. Renata na mnie naciskała. Wszystko wymknęło się spod kontroli”.
Elena spojrzała na niego ze znajomym smutkiem.
„Mężczyzna, który obwinia żonę za swój podpis, nadal nie rozumie, co zrobił”.
Renata uderzyła pięścią w stół obiema rękami.
„Dość! Santiago, powiedz jej, żeby odeszła. Ten dom też jest nasz. Mieszkamy tu od trzech lat”.
Adwokat Marisol odpowiedziała przed nim.
„Zajmowanie domu zależało od stosunku pracy pana Santiago z funduszem powierniczym. Stosunek ten został zawieszony”.
„Będą mieli 14 dni na opuszczenie lokalu, chyba że władze na podstawie śledztwa ustalą inny sposób postępowania”.
Renata otworzyła usta, ale po raz pierwszy nie potrafiła znaleźć grzecznego sposobu na ratowanie się.
Don Arturo powoli zdjął okulary.
„Miałem zamiar zainwestować, bo wierzyłem, że Santiago to solidny biznesmen. I dlatego, że moja córka przysięgła mi, że jej teściowa to zniedołężniała kobieta, która naraża nasze aktywa”.
Doña Patricia wybuchnęła płaczem.
„Renato… czy ty też kłamałaś w tej sprawie?”
Renata odwróciła się do niej gniewnie.
„Zrobiłam to dla swojej przyszłości! Czy chcieli, żebym żyła licząc grosze? Czy chcieli, żebym była zależna od kobiety, która wciąż chwali się swoimi starymi garnkami z sąsiedztwa?”
Doña Elena poczuła coś nieoczekiwanego. Nie furię. Nie chęć krzyku. Czuła za nich wstyd