—Unikaj także mleka wieczorem.
-Dobry.
—Nie lubi zbyt suchego mięsa.
Spojrzałem na niego.
—Ethan.
-To?
—Mogę się uczyć.
Jego wyraz twarzy się nie zmienił.
-Mam taką nadzieję.
Kolacja była niezręczna.
Noe wciąż zadawał pytania.
—Jakie jedzenie lubisz?
—Jaki kolor?
—Czy masz zwierzęta?
—Czy umiesz pływać?
—Lubisz dinozaury?
Odpowiedziałem na wszystko.
Ja także go o coś pytałem.
Jego ulubionym kolorem był zielony.
Lubił pociągi.
Nienawidził burz.
Spała przy zapalonej lampie.
Gdy był zdenerwowany, miał trudności z wymówieniem niektórych słów.
Chciał być jednocześnie astronautą, lekarzem i kierowcą autobusu.
Ethan obserwował rozmowę.
Interweniowała, gdy Noe przesadził.
—Nie masz sześciu pociągów.
—Mam pięć i jeden jest zepsuty.
—Złamane się nie liczy.
—Tak, to się liczy, bo to nadal jest pociąg.
Zaśmiałem się.
Ethan spojrzał na mnie.
Na sekundę coś się zmieniło w jej oczach.
Uznanie.
Być może pamięć.
Potem znów się zamknęło.
Po kolacji Noe wyjął notatnik.
Wewnątrz znajdowały się rysunki.
W prawie wszystkich z nich pojawiały się dwie postacie.
On i Ethan.
Na niektórych stronach pojawiała się trzecia, bezosobowa postać.
„Kto tam?” zapytałem.
—Moja wyimaginowana mama.
Nie mogłem oddychać.
—Czasami miał żółte włosy.
—Czasami czerwony.
—Kiedyś byłem astronautą.
-A teraz?
Noe wziął ołówek.
Spojrzał na mnie.
Następnie narysował ciemne włosy.
Dodał wielkie oczy.
I po raz pierwszy dał jej twarz.
—Teraz twoja kolej.
Ethan wstał i poszedł w kierunku kuchni.
Myślałem, że chce dać nam przestrzeń.
Ale gdy przechodziłem obok, zobaczyłem, że trzymał się krawędzi zlewu.
Jego ramiona były napięte.
„Wszystko w porządku?” zapytałem.
-Tak.
—Nie wydaje się.
-Nie ma to znaczenia.
—Oczywiście, że ma to znaczenie.
Odwrócił się.
—Nie udawaj, że cokolwiek o mnie wiesz.
-Ja nie.
—To nie pytaj.
—Nie musisz być okrutny.
-Okrutny?
Wydał z siebie suchy śmiech.
—Przychodzisz po pięciu latach, a on pewnej nocy nazywa cię mamą.
—Nie pojawiłem się. Przyszedłeś do mnie do domu.
—Ponieważ potrzebowałem odpowiedzi.
—Dla niego czy dla ciebie?
Jego spojrzenie stało się stwardniałe.
—Nie wprowadzaj zamieszania.
—Jakie rzeczy?
—Co się wydarzyło między nami i twoją relacją z Noahem.
—Niczego nie mylę.
-Dobry.
Podszedł.
—Więc zrozum, że nie masz automatycznego prawa wkraczać w jej życie.
—Nie prosiłem o automatyczne prawa.
—Obiecałeś jej, że nie znikniesz.
—Bo nie zrobię tego.
—Nie wiesz, czy dasz radę.
-Dlaczego nie?
—Bo twoje życie jest tutaj. Twoja praca. Twoje związki.
—Potrafię się dostosować.
—Słowa są łatwe.
—Czego ode mnie chcesz?
Ethan milczał.
—Powiedz to.
—Chcę wiedzieć, dlaczego mnie nie poznałeś w biurze.
Jego pytanie mnie zaskoczyło.
—Rozpoznałem cię.
-Ja nie.
-To?
—Nie poznałem cię.
To wyznanie mnie zamurowało.
—Ale spojrzałeś na mnie.
—Wiedziałem, że twoja twarz wygląda znajomo.
—Nie pamiętałem skąd.
—Jak to możliwe?
Ethan odwrócił wzrok.
—Leczenie.
—Jakie leczenie?
—Kiedy zabrali mnie za granicę, mój stan się pogorszył.
—Przez kilka tygodni byłem w śpiączce.
—Potem doznałem częściowej utraty pamięci.
Pozostałem nieruchomy.
—Nie pamiętasz tych dwóch miesięcy?
-Paprochy.
—Które fragmenty?
Jego wzrok padł na mnie.
—Twoje włosy na poduszce.
—Mała blizna na ramieniu.
Instynktownie położyłem rękę na ramieniu.
—Dźwięk twojego oddechu, gdy starałaś się nie płakać.
Atmosfera między nami uległa zmianie.
-To wszystko?
-NIE.
—Co jeszcze?
Ethan zacisnął szczękę.
—Pamiętam, że cię nienawidziłem.
To zdanie zrobiło na mnie duże wrażenie.
-Ja?
—Do sytuacji.
—Do mojej matki.
—Do siebie.
—Ale byłeś tam.
—Więc łatwiej było cię nienawidzić.
Powoli skinąłem głową.
-Rozumiem.
—Nie powinieneś.
—Ja też siebie nienawidziłem.
Ethan spojrzał na mnie.
—Za przyjęcie?
-Tak.
—Żałujesz tego?
Pomyślałam o Noahu siedzącym w salonie i rysującym nasze twarze.
-NIE.
-Nigdy?
—Żałuję, że tak się stało.
—Gdybym nie mógł wybrać.
—Gdybym tego nie niósł.
—Gdybym odszedł.
—Ale nie to, że istnieje.
Jej oczy złagodniały.
-Ja też nie.
Noe pojawił się w drzwiach.
Czy oni walczą?
Rozstaliśmy się.
—Nie —powiedziałem.
Ethan odpowiedział w tym samym czasie:
-Tak.
Noe westchnął.
—Dorośli zawsze kłamią, kiedy mówią, że się nie kłócą.
Przykucnąłem.
—Nie kłóciliśmy się. Po prostu głośno rozmawialiśmy.
—To jest walka.
—Może trochę.
—Czy będą się nienawidzić?
To pytanie nas uciszyło.
Ethan uklęknął przed nim.
-NIE.
-Jasne?
-Jasne.
Noe spojrzał na mnie.
-Ty też?
—Nie nienawidzę twojego taty.
Ethan spojrzał mi w oczy.
To była prawda.
Nie nienawidziłam go.
Przez pięć lat czułam strach, wstyd i zagubienie.
Ale ja nigdy nie nienawidzę.
Wizyty zaczęły się powtarzać.
Najpierw dwa razy w tygodniu.
A potem trzy.
Noah zaczął spędzać ze mną popołudnia.
Poznałem ich zwyczaje.
Jego inhalator musiał cały czas mieć w plecaku.
Nie mogłam jeść truskawek, kiedy brałam pewne leki.
Musiała usłyszeć jakąś historię przed pójściem spać, chociaż twierdziła, że jest już dorosła.
Miałem koszmary, kiedy padał deszcz.
Pierwszy raz, gdy Ethan został na noc, spał na kanapie.
„Nie potrzebuję nadzoru” – powiedziałem.
—Nie nadzoruję cię.
—Dlaczego więc zostajesz?
—Dla niego.
Noe pojawił się z poduszką.
—Tata śpi tutaj, bo ci nie ufa.
Ethan zamknął oczy.
—Noe.
-To prawda.
Uśmiechnąłem się.
-W porządku.
Przygotowałem sofę.
O północy Noe obudził się z krzykiem.
Pobiegłem do jego pokoju.
Ethan przybył w tym samym czasie.
Dziecko płakało.
—Nie idź.
Usiadłem obok niego.
—Nie wychodzę.
—Obiecaj mi.
-Obiecuję.
Ethan został przy drzwiach.
Noah trzymał mnie za rękę.
—Zostań, aż zaśnie.
Zostałem.
Kiedy wychodziłem, Ethan nadal nie spał.
—Dziękuję—powiedział.
—Nie musisz mi dziękować.
-Tak.
Siedzieliśmy na przeciwległych końcach sofy.
—Czy zawsze śnią ci się koszmary?
—Mniej niż wcześniej.
—Co je powoduje?
-Porzucenie.
Słowo pozostało między nami.
—Nie miałem takiego zamiaru.
-Ja wiem.
—Ale nie on.
—Teraz zaczyna się o tym przekonywać.
Ethan przeczesał włosy dłonią.
—Kiedy moja matka umarła, znalazłem pudełko.
—Co tam było?
—Twoje listy.
Moje serce się zatrzymało.
-Wszystko?
-Siedemnaście.
—Wysłałem dwadzieścia trzy.
—Być może niektórych brakowało.
—Czy je przeczytałeś?
-Tak.
—A Noe?
-NIE.
-Ponieważ?
—Były dla niego, ale mówiły też o nas.
—Nie chciałem go dezorientować.
—Co mówili?
Ethan spojrzał na mnie.
—Że obudzisz się i będziesz się zastanawiać, czy odziedziczyłaś moje oczy.
—Że na każde urodziny kupowałeś mały tort, nawet jeśli nie wiedziałeś, gdzie on jest.
Łzy napłynęły mi do oczu.
—Że zachowałaś pierwszą parę skarpetek, którą mu kupiłaś.
— Nadal je mam.
-Ja wiem.
-Jak?
—Ty to napisałeś.
Cisza stała się intymna.
—Napisałeś też, że mnie nienawidzisz.
-Czasami.
—A że innym razem śniłem ci się.
Zesztywniałem.
—Nie powinieneś tego czytać.
—Było w pudełku.
—To nie było dla ciebie.
—Pojawiło się moje nazwisko.
—To nie dało ci prawa.
-Masz rację.
Nie spodziewałam się, że to przyzna.
—Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że je znalazłeś?
—Bo nie wiedziałem jak.
—Możesz zacząć od prawdy.
—Prawdą było, że moja matka zbudowała całe moje życie na kłamstwach.
Jej głos stał się cichszy.
—Powiedział mi, że nie chcesz tego dziecka.
—Pytałeś tylko o pieniądze.
—Że próbowałeś mnie wykorzystać zanim zostałem wysłany za granicę.
—Jak cię wykorzystać?
—Zapewniając cię, że obiecałem ci związek.
Zaśmiałem się gorzko.
—Nigdy mi niczego nie obiecałeś.
—Teraz już wiem.
—Dlaczego więc przyszedłeś do firmy?
—Kupiłem go sześć miesięcy temu.
—Nie wiedziałem, że tam pracujesz.
—A kiedy widziałeś mój plik?
—Zobaczyłem go dopiero po prezentacji.
—Dlatego przyszłaś do mojego domu?
-Częściowo.
—A jaka była druga część?
Spojrzał w stronę korytarza, gdzie spał Noah.
—Widział twoje zdjęcie w wewnętrznym pliku.
—Jakie zdjęcie?