Daniel spojrzał na Irene.
„Wiedziałaś?”
Za długo zwlekała z odpowiedzią.
„Leonel powiedział, że jeśli wypiszą Camilę i przeniosą ją do innego szpitala, zbiórka funduszy straci impet. Powiedział też, że potrzebujemy jeszcze kilku tygodni, żeby zebrać wystarczająco dużo pieniędzy”.
„Na co?”
„Na spłatę długów” – wyszeptała. „Był winien pieniądze”. Brendzie też. Ja… Ja wykorzystałam część na spłatę kredytu hipotecznego.
Daniel na chwilę zamknął oczy. Camila została doprowadzona do ostatecznego terminu płatności.
„Kiedy lekarze nalegali po raz drugi, co zrobiłaś?”
Leonel uderzył pięścią w stół.
„Nie jesteśmy lekarzami! Nikt nie może udowodnić, że zmiana by ją uratowała”.
„Ale wiedzieli, że mogę dać jej szansę”.
Nikt nie odpowiedział.
Daniel wyjął zegarek z kieszeni i położył go obok Capitána.
„Słyszała, jak cieszyłeś się, kiedy jej się pogorszyło”.
Irene zaczęła kręcić głową.
„Nie cieszyliśmy się z jej bólu”.
lub.
„Mówiłeś, że nowe przyjęcie do szpitala posłuży do »reaktywacji donacji«”.
„Byłem zdesperowany”.
„Camila też była zdesperowana. A ty przekonałeś ją, żeby milczała, żebym się nie rozchorował”.
Irene zakryła twarz.
Leonel wstał.
„Dość tego. Nie masz prawa tu przychodzić i oskarżać nas, jakbyśmy kogoś zabili”.
Daniel wpatrywał się w niego bez ruchu.
„Moja córka stała się dla ciebie niebezpieczna, bo zrozumiała oszustwo”.
Leonel otworzył usta i, ogarnięty wściekłością, zapadł się w sobie.
„Oczywiście, że stanowiła zagrożenie! Gdyby rozmawiała z pracownikiem socjalnym albo pokazała te nagrania, wszyscy wylądowalibyśmy w więzieniu. Co chciałeś, żebyśmy zrobili?”
W ukrytej słuchawce Daniel usłyszał głos Nory:
„Dość tego. Wynoś się stamtąd”.
Daniel ruszył w stronę drzwi. Leonel próbował go powstrzymać, ale w tym momencie rozległo się głośne pukanie. Agenci prokuratury weszli z nakazem przeszukania. Irene zamarła. Leonel zażądał adwokata i zaczął twierdzić, że to tylko rodzinny spór.
Zabezpieczono telefony, komputery, wyciągi bankowe i teczki. Na laptopie znaleziono kartkę zatytułowaną „Kalendarz Wpływów”, w której Leonel planował posty w oparciu o nawroty choroby Camili. „Przyjęcie do szpitala”, „zdjęcie z tlenem”, „zrozpaczona matka”, „ostatnia szansa”. Każdy etap miał cel związany ze zbiórką funduszy.
Znaleźli również wiadomości od Brendy.
„Opublikuj mocniejsze zdjęcie. Upewnij się, że wygląda na szczupłą”.
„Daniel nie może dowiedzieć się o kontach”.
„Jeśli zmienią leczenie i jej stan się poprawi, stracimy wszystko”.
Najbardziej okrutne sformułowanie pojawiło się w wiadomości audio wysłanej przez Brendę:
„Dopóki ona żyje, pieniądze wciąż mogą napływać. Możemy też zorganizować ostatnią zbiórkę po pogrzebie”.
Brendę aresztowano dwa dni później w oddziale banku w San Nicolás, gdy próbowała wypłacić dużą sumę pieniędzy. Nie poszła na cmentarz. Nie przyniosła kwiatów. Poszła po pieniądze.
Śledztwo zostało rozszerzone. Prokuratura namierzyła konta, strony internetowe i fałszywe pokwitowania. Odkryto, że Camila nie była jedyną ofiarą. Leonel brał udział w innych akcjach na rzecz chorych dzieci, zbierając ukryte „prowizje” i przekierowując darowizny. Wykorzystywał autentyczne dokumenty, aby uwiarygodnić sfabrykowane metody leczenia.
W przypadku Camili biegli porównali oryginalne raporty z kopiami przekazanymi Danielowi. Potwierdzili zmiany w datach, zaleceniach i podpisach. Dwa pilne wnioski o ocenę zostały wstrzymane. Ponadto z konta e-mail zarządzanego przez Leonela odwołano spotkanie ze specjalistycznym zespołem.
Lekarze byli ostrożni: nikt nie mógł zagwarantować, że Camila przeżyje. Zgodzili się jednak, że opóźnienie ograniczyło możliwości leczenia i pozwoliło guzowi rozwijać się bez niezbędnej reakcji.
Dla Daniela ten wniosek był drugą śmiercią.
Miesiącami budził się z myślą, że poniósł porażkę. Wyrzucał sobie, że nie sprawdził wszystkich dokumentów, że nie był podejrzliwy, że nie zrozumiał pytań Camili.
Don Jesús, jego kierownik zmiany, zastał go pewnego ranka siedzącego przed wyłączonym kompresorem.
„Martínez, gapisz się na ten sam orzech przez dwadzieścia minut”.
„Powinienem był zauważyć, Don Chuy”.
Mężczyzna wyjął wykałaczkę, którą zawsze żuł, i usiadł obok niego.