Rogelio ostrzegał, że ktokolwiek nam pomoże, straci z nim kontrakty.
Następnego dnia poszłam go szukać do warsztatu.
Uklękłam przed bramą, a jego pracownicy obserwowali mnie z daleka.
„Daj mi pieniądze na operację mamy” – błagałam.
„O nic więcej cię nie poproszę”.
Wyszedł, trzymając Raquel pod rękę.
„Zostań tam, dopóki nie zrozumiesz, że godność wymaga również posłuszeństwa”.
Znowu zaczął padać deszcz.
Kolana paliły mnie od cementu.
Ciągle powtarzałam imię mamy, żeby nie upaść.
Wtedy usłyszałam hamowanie ciężarówki.
Za mną rozległ się męski głos, ochrypły i wściekły:
„Wstawaj, Mariano. Jeśli tym człowiekiem jest Rogelio Montes, to nie tylko zniszczył twoją rodzinę… ale i doprowadził do mojej śmierci”.