„Możemy iść do domu?”
Claire wstała.
„Tak”.
Kelner podszedł, wyraźnie zawstydzony.
„Proszę pani, nadal mogę przynieść pełne posiłki dziewczynkom”.
„Dziękuję, ale zjemy kolację gdzie indziej”.
Marc delikatnie ujął Claire za nadgarstek.
„Porozmawiamy w domu”.
Spojrzała na jego dłoń, aż ją cofnął.
„Problem w tym, Marc, że chcesz rozmawiać tylko tam, gdzie nikt nie usłyszy prawdy”.
Antoine z trudem wstał.
„Claire, zaczekaj”.
Odwróciła się.
„Przepraszam. Za ciebie, za Lilę i za Emmę”.
Spojrzał na swoją najstarszą córkę.
„Mogłaś jeść krewetki, jeśli chciałaś”.
Prostota tego zdania wzruszyła Lilę do łez.
„Dziękuję, dziadku”.
Claire wyszła z salonu z córkami. Na zewnątrz Emma natychmiast zapytała:
„Czy jesteśmy karane?”
Claire przykucnęła pomimo sukienki.
„Nie. Emocje babci nie są twoją odpowiedzialnością”.
„Prosiłam tylko o krewetki” – wyszeptała Lila.
„Wiem”.
Czyjś głos je zatrzymał. Viviane, młodsza siostra Antoine’a, właśnie wyszła z restauracji.
„Claire, przepraszam. Powinnam była się odezwać”.
„Tak” – odpowiedziała Claire.
Viviane przyjęła wiadomość bez wahania. Potem wsunęła złożoną serwetkę w dłoń.
Widniało tam imię i nazwisko oraz numer: Marguerite Lenoir.
„Kim ona jest?”
Viviane obejrzała się za siebie.
„Zapytaj Antoine’a. Nie Marca. Zapytaj Antoine’a”.
Pospiesznie wróciła do środka.
Claire zabrała dziewczyny do brasserie, która wciąż była otwarta. Przy naleśnikach i gorącej czekoladzie Lila zapytała, czy mogłaby zjeść krewetki innego dnia. Kelnerka odpowiedziała:
„Kochanie, możesz zamówić krewetki, naleśniki albo cały księżyc, o ile mama się zgodzi”.
Emma wybuchnęła śmiechem.
Telefon Claire zawibrował. Marc napisał: „Musimy to wyjaśnić, zanim tata zrobi coś głupiego”.
Nie zanim zrobi sobie krzywdę. Nie zanim dziewczyny pomyślą, że ich nie kocha. Zanim Antoine cokolwiek zrobi.
Potem zadzwonił Antoine.
„Czy dziewczyny są z tobą?”
„Tak”.
„Dobrze”. Przyjdźcie jutro o 10:00. Wszyscy troje. Przynieście dokumenty.
Claire dotknęła teczki w swojej torbie.
„Chodzi o Marguerite Lenoir?”
Zapadła cisza.
„Kto ci dał to nazwisko?”
„Viviane”.
„Nie mów Marcowi. Nie wcześniej niż jutro”.
„Dlaczego nie?”
„Bo muszę wiedzieć, co ci powiedział o domu, o firmie i dlaczego Hélène tak bardzo chce, żeby wszyscy uwierzyli, że nas ratuje”.
Kiedy wrócili, Marc czekał w kuchni. Emma schowała się za matką. Czekał, aż dziewczyny pójdą na górę.
„Nie powinnaś była tego robić przy wszystkich”.
„Czy to naprawdę twoje pierwsze zdanie?”
„Staram się nie dopuścić, żeby ta rodzina się rozpadła”.
„Nie. Próbujesz nie dopuścić, żeby inni zobaczyli, że już się rozpadła”.
Wyjaśnił, że Hélène dorastała w rodzinie, w której liczyli się tylko chłopcy. Po jego narodzinach uczyniła go dowodem swojej wartości i powierzyła mu zadanie ratowania firmy, domu i nazwiska rodziny.