Sophie pomogła im zorganizować sobie kilka dni w innym miejscu, w prostym mieszkaniu niedaleko szpitala, bez skomplikowanych schodów, bez wspomnień w każdym pokoju.
Dom wymagał sprzątania.
Parkiet wymagał umycia.
Zamek został naprawiony.
Ale to nie uszkodzone drewno przerażało Camille.
To była myśl o ponownym odnalezieniu haka przy wejściu.
Dokładnie w tym miejscu, gdzie klucze tyle razy znikały.
W dniu powrotu Thomas niósł dwa foteliki samochodowe, a Camille powoli szła za nim.
Na stoliku w przedpokoju Sophie położyła nową skrytkę na klucz.
Nieładną.
Niedyskretną.
Ale solidną.
Camille długo się w nią wpatrywała.
Potem westchnęła.
Niespodziewanie zaśmiała się cicho, nerwowo, niemal zawstydzona.
Thomas spojrzał na nią.
„Co?”
„Nic. Nigdy nie sądziłem, że będę płakał przed skrytką na klucz”.
Opuścił siedzenia, a potem delikatnie przyciągnął ją do siebie, uważając, żeby nie uciskać jej wciąż bolącego brzucha.
„Nikt ci ich już nie odbierze”.
To zdanie nie naprawiło nocy.
Ale wyznaczyło granicę.
Françoise kilkakrotnie próbowała się z nią skontaktować.
Najpierw z oburzonymi wiadomościami.
Następnie z bolesnymi wiadomościami.
Następnie z…
Wiadomości, które mówiły tylko o dzieciach, jakby Camille zniknęła z opowieści.
„Chcę zobaczyć wnuki”.
„Nie da się wymazać babci”.
„Działam z miłości”.
Camille przeczytała tę ostatnią wiadomość, siedząc przy małym kuchennym stole, z jednym dzieckiem przyciśniętym do ramienia, a drugim śpiącym w huśtawce.
Myślała o sypialni.
Zimnych deskach podłogi.
Kluczach w różowej kieszeni.
Telefonie rzuconym na fotel.
Miłość nie zamyka drzwi przed rodzącą kobietą.
Nie odpisała.
Thomas w końcu wysłał dłuższą wiadomość.
Napisał, że kontakt zostanie zawieszony.
Że wszelkie wizyty będą musiały zostać wcześniej omówione.
Że dzieci nigdy nie zostaną powierzone komuś, kto naraził ich matkę na niebezpieczeństwo.
Że sfałszowany dokument został zachowany.
Że dalsza komunikacja będzie odbywać się pisemnie.
Przeczytał wiadomość trzy razy, zanim ją wysłał.
Drżały mu ręce.
Camille położyła dłoń na jego nadgarstku.
„Możesz jeszcze zmienić jedno zdanie”.
Pokręcił głową.
„Nie. Pierwszy raz piszę to, co myślę”.
Nacisnął „Wyślij”.
Odpowiedź Françoise nadeszła po czterech minutach.
„Nie jesteś już moim synem”.
Thomas spojrzał na ekran.
Po czym odłożył słuchawkę.