I przez chwilę wydawało mi się, że widzę strach w jego oczach.
Prawdziwy strach.
Potem mruknął:
„Tutaj jest bezpieczniej”.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, odjechał.
Samochód zniknął w oddali.
A ja zostałem sam.
„Pierwsze kilka dni było dziwne.
Dom wydawał się zatrzymany w czasie.
Każdy pokój był nieskazitelnie czysty.
Jakby Gérard coś przygotował przed śmiercią.
Znalazłem nawet świeże konserwy, nowe baterie, latarki.
Jak w bunkrze.
Szóstego dnia usłyszałem hałas w piwnicy.
Metaliczny brzęk.
Natychmiast zszedłem na dół.
Ale nikogo tam nie było.
Tylko te ogromne stalowe drzwi z tyłu piwnicy.
Ten niesławny sejf.
Położyłem na nim rękę.
Zimne.
Ogromne.
Niemożliwe do otwarcia bez kodu.
” I nagle…
Zauważyłem coś dyskretnie wygrawerowanego na metalu.
**„Nigdy im nie ufaj.”**
Zaparło mi dech w piersiach.