Mina Nory była ponura.
„Poruszyła ręką”.
Ten szczegół stał się jedyną rzeczą, jaką Leo mógł utrzymać.
Sophia poruszyła ręką.
Żyje.
Nie jest bezpieczna. Nie została znaleziona. Ale żyje.
Kolejny trop pochodził od Maddie.
Leo wrócił do szpitala około północy. Spodziewał się, że będzie spała, ale siedziała obok kołyski Hope z nieotwartą książką z obrazkami na kolanach.
„Znowu ją przenieśli, prawda?” zapytała.
Leo zatrzymał się w drzwiach.
„Skąd wiedziałeś?”
„Twoja twarz”.
Usiadł obok niej.
„Tak”.
Maddie skinęła głową, jakby coś sobie przypominała.
„Mężczyzna z blizną powiedział coś tamtej nocy. Kiedy kłócili się przy furgonetce. Zapomniałam, bo dziecko płakało. Ale przypomniałam sobie, jak pielęgniarka powiedziała „North Pier”.
„Jakie słowo?”
„Calumet”.
Leo spojrzał na nią ostro.
„Jesteś pewna?”
„Powiedział: »Jeśli coś pójdzie nie tak, zabierzemy ją do Calumet«. Victoria odpowiedziała: »Nie, to miejsce łączy się z moim ojcem«”.
Leo wstał i zawołał Norę.
W ciągu kilku minut poszukiwania przeniosły się na południe, w kierunku korytarza przemysłowego rzeki Calumet, gdzie stare magazyny, złomowiska i opuszczone biura wysyłkowe leżały nad wodą tak czarną, że pochłaniała światła reflektorów.
Więź z ojcem Victorii miała znaczenie. Charles Bellamy dorobił się swojej pierwszej fortuny, kupując zaniedbane nieruchomości nad rzeką po zamknięciu fabryk. Leo słyszał historie o tamtych wczesnych latach, opowiadane na przyjęciach jako dowód determinacji. Mężczyźni tacy jak Charles zawsze nazywali to determinacją, kiedy czerpali zyski z miejsc, które inni byli zmuszeni porzucić.
Jedna nieruchomość nigdy nie została sprzedana: Bellamy Cold Storage, nieczynny magazyn mięsny nad rzeką.
Policja się przeniosła, ale Owen też.
O 1:38 Leo otrzymał SMS-a z nieznanego numeru.
Przyjedź sam, jeśli chcesz, żeby twoja siostra odetchnęła.
Potem podano lokalizację.
Leo natychmiast pokazał Norze, ponieważ w końcu zrozumiał, że miłość bez osądu może być bronią. Nora zaaranżowała kontrolowaną odpowiedź, ale nie skłamała.
„Jeśli Owen zobaczy policję zbyt wcześnie, może spanikować”.
„Więc co zrobimy?”
„Wykorzystamy to, o co prosił” – powiedziała. „Ale zrobimy to mądrze”.
Leo założył pod płaszczem drut i pojechał sam w kierunku chłodni Bellamy, podczas gdy jednostki taktyczne podążały za nim w pewnej odległości, bez świateł. Miasto wokół niego przerzedzało się. Szklane wieże ustępowały miejsca magazynom, siatkowym ogrodzeniom i szkieletowym sylwetkom dźwigów nad rzeką.
Jego umysł próbował rozbić się na różne możliwości.
Sophia nie żyje.
Sophia żyje, ale jest złamana.
Sophia go obwinia.
Sophia nigdy mu nie wybaczy.
Dopuszczał każdą możliwość, z wyjątkiem zatrzymania się.
W środku magazynu najpierw uderzył mróz. Pachniało rdzą, wodą z rzeki i starym mięsem, które istniało teraz tylko jako wspomnienie wsiąknięte w beton.
W pobliżu środka paliła się pojedyncza lampa robocza.
Owen Slate stał obok z pistoletem w ręku.
Sophia siedziała na krześle za nim.
Przez sekundę Leo nie widział siniaków, kajdanek, ogolonego miejsca przy skroni, gdzie kroplówka była zbyt długo przyklejona. Widział tylko oczy siostry.
Otwarte.
Żywe.
„Soph” – wyszeptał.
Jej usta się poruszyły.
„Leo”.
Ten dźwięk niemal go złamał.
Owen uniósł pistolet.
„Przestań.”
Leo zatrzymał się.
Owen wyglądał gorzej, niż Leo zapamiętał. Wypolerowany konsultant ds. bezpieczeństwa zniknął. Miał nieogoloną twarz, przekrwione oczy, bliznę na brodzie widoczną w świetle lampy.
„Przyprowadziłeś gliny?” – zapytał Owen.
„Nie.”
To było kłamstwo, ale konieczne.
Owen się roześmiał.
„Bogaci chłopcy zawsze kłamią okropnie.”
„Czego chcesz?”
„Wyjścia.”
„To ją puść.”
„Puściłem ją, jestem martwy”.
„Wiktoria cię nie uratuje”.
Na te słowa twarz Owena się skrzywiła.
„Nadal myślisz, że ona jest górą?”
Leo znieruchomiał.
Otóż to było, coś głębszego.
Tylko dla ilustracji
Cień za Wiktorią.
Owen nachylił się bliżej, jakby chciał komuś powiedzieć, zanim prawda umrze razem z nim.
„Wiktoria jest okrutna, ale nie jest oryginalna. Nauczyła się od taty. Briar Glen był jego. Przenoszenie pacjentów, fikcyjne organizacje charytatywne, sędziowie na prywatnych kolacjach, policjanci, którzy odwracali wzrok. Wiktoria chciała twoich pieniędzy. Charles Bellamy chciał twoich szpitali”.
Leo zachował opanowany wyraz twarzy, choć każde słowo miało znaczenie.
„Moje szpitale?”
„Whitmore Health ma oddziały neonatologiczne, oddziały psychiatryczne, schroniska dla kobiet, kliniki leczenia uzależnień. Wiesz, co to znaczy dla takich ludzi jak Bellamy? Inwentarz”. Owen wypluł to słowo. „Sophia znalazła księgi. Victoria spanikowała. Charles kazał mi to posprzątać”.
Sophia uniosła głowę z widocznym wysiłkiem.
„Leo” – wyszeptała. „Akta… Chatka taty”.
Owen uderzył ją tak mocno, że Leo rzucił się, zanim zdążył się powstrzymać.
Pistolet wycelował w niego.
„Ruszaj się jeszcze raz, a skończę z tym”.
Leo zamarł, trzęsąc się z zimna.
Owen się rozpadał. To czyniło go niebezpiecznym, ale też rozmownym. Nora słyszałaby wszystko przez drut.
„Po co trzymać Sophię przy życiu?” zapytał Leo.
Owen zacisnął usta.
„Bo dziecko urodziło się przedwcześnie. Bo Sophia dwa razy zachorowała. Bo jestem draniem, a nie rzeźnikiem”.
„Zostawiłeś Hope na śmierć”.
Owen się wzdrygnął.
„Nie zrobiłem tego”.
Leo wpatrywał się w niego.
„Co?”
Owen przełknął ślinę.
„Victoria zrobiła to. Położyłem dziecko przy wyjściu ewakuacyjnym. Victoria przeniosła je do śmietnika, kiedy wróciłem do furgonetki. Przysięgam, że myślałem, że ktoś szybko ją znajdzie”.
„To ma ci pomóc?”
„Nie”. Głos Owena załamał się. „Nic nie poprawia mi nastroju”.
Przez chwilę Leo dostrzegł nie tyle wyrzuty sumienia, co wyczerpanie człowieka, który tyle razy źle wybrał, że droga powrotna zniknęła.
Owen sięgnął do kieszeni kurtki i rzucił telefon na podłogę.
„Wszystko tam jest. Trasy. Płatności. Polecenia Bellamy’ego. Sędziowie. Lekarze. Policjanci. Wszystko.”
„Więc się poddaj.”
„Nie mogę.”
„Tak, możesz.”
Owen zaśmiał się gorzko.
„Nadal myślisz, że tacy ludzie jak Bellamy pozwalają świadkom zeznawać?”
Z drugiego końca magazynu dobiegł jakiś dźwięk.
Nie policja.
Kolejne otwarcie drzwi.
Owen się odwrócił.
Wystrzał rozległ się, zanim Leo zrozumiał, co się dzieje.
Owen szarpnął się do tyłu i upadł.
Z cieni wyszli mężczyźni, nie w mundurach. Prywatna ochrona. Ludzie Bellamy’ego.
Leo rzucił się za betonowy filar, gdy kule uderzały w metalowe stojaki nad nim. Sophia krzyczała jego imię. Czerwone i niebieskie światła migotały przez wybite okna, gdy taktyczny zespół Nory nadchodził zza ogrodzenia.
W magazynie zapanował chaos.
Rozkazy. Strzały. Tłuczone szkło. Wiatr znad rzeki wdzierający się przez otwarte drzwi załadunkowe.
Leo czołgał się w kierunku Sophii, bo jego myśli skupiły się na jednym instynkcie: wyciągnij ją stamtąd.
Strażnik Bellamy’ego złapał krzesło Sophii i próbował zaciągnąć ją w stronę tylnego wyjścia. Leo uderzył go nisko, wbijając ich oboje w beton. Ból przeszył ramię Leo. Mężczyzna zamachnął się pałką, trafiając Leo nad okiem, ale Leo trzymał się, bo wściekłość stała się celem, a cel był silniejszy niż ból.
Wtedy pojawiła się Nora.
„Policja! Zostaw to!”
Strażnik sięgnął po broń.
Nora strzeliła raz.
Upadł.
Leo podszedł do Sophii, drżącymi rękami rozcinając więzy.
„Przepraszam” – powtarzał bez przerwy. „Soph, przepraszam”.