Głos Rodriga się podniósł.
„Co to znaczy, Camila?”
Spojrzała na niego uważnie.
„To znaczy, że zanim poprosisz mnie o poświęcenie czegokolwiek dla twojej nowej rodziny, powinnaś się upewnić, że to naprawdę twoja rodzina”.
Rodrigo wpatrywał się w nią.
Tym razem geniusz sali sądowej nie odpowiedział.
Wyszedł pięć minut później bez kwiatów.
Camila źle spała, ale spała.
Do rana Rodrigo dzwonił siedem razy. Evelyn dzwoniła dwanaście. Daniela zadzwoniła kiedyś ze szpitala, a potem wysłała wiadomość: „Jesteś rozgoryczona, bo mnie wybrał. Nie karz mojego dziecka”.
Camila wpatrywała się w tę wiadomość, pijąc kawę w kuchni.
Jej pierwszym odruchem było rzucenie telefonem.
Drugim – zapisanie zrzutu ekranu.
Wybrała to drugie.
Stan Danieli w pracy pogorszył się w ciągu nocy. Wyciek płynu ustabilizował się, ale ciśnienie krwi rosło i dziecko wymagało dalszego monitorowania. Camila poprosiła innego lekarza prowadzącego o przejęcie podstawowej opieki zdrowotnej, aby uniknąć konfliktu interesów, ale pozostała w zespole, ponieważ w szpitalu St. Mercy brakowało personelu, a Daniela była już przyjęta na oddział w trakcie wstępnej oceny.
Tego ranka Evelyn Salazar pojawiła się niczym burza pereł.
Przeszła przez oddział położniczy z Rodrigo za sobą, ubrana w kremowy, designerski płaszcz i niosąc torebkę, która prawdopodobnie kosztowała więcej niż miesięczna pensja pielęgniarki. Zatrzymała się na dyżurce pielęgniarskiej i zażądała, żeby zobaczyć „swoją synową”.
Pielęgniarka zapytała o nazwisko pacjentki.
„Daniela Salazar” – powiedziała Evelyn.
Camila, stojąca nieopodal, odwróciła się.
Rodrigo zobaczył ją i zamarł.
Evelyn nie.
„Gdzie jest lekarz?” – warknęła Evelyn. „Moja wnuczka jest w niebezpieczeństwie, a nikt tutaj nie wydaje się kompetentny”.
Camila zrobiła krok naprzód.
„Jestem dr Whitaker”.
Evelyn spojrzała na swoją odznakę.
Potem jej twarz się skrzywiła.
„Ty”.
Camila uśmiechnęła się profesjonalnie.
„Dzień dobry, Evelyn”.
Wzrok Evelyn przesunął się po białym fartuchu, szpitalnym identyfikatorze i spokojnej twarzy.
„Więc to teraz robisz? Bawisz się w lekarza, podczas gdy moja prawdziwa rodzina cierpi?”
Kilka pielęgniarek podniosło wzrok.
Rodrigo szepnął: „Mamo, nie tutaj”.
Ale Evelyn nigdy nie rozumiała wartości powściągliwości, gdy w grę wchodziło okrucieństwo.
„Nie mogła dać mojemu synowi dziecka” – powiedziała głośno Evelyn – „a teraz krąży wokół kobiety, która może. Jakie to wygodne”.
Camila poczuła, jak wzrok z korytarza pada na nią.
Latami to zdanie złamałoby jej kręgosłup.
Już nie.
„Evelyn” – powiedziała Camila – „to szpital. Jeśli będziesz nękać personel, ochrona cię usunie”.
Evelyn się roześmiała.
„Personel? Na papierze nadal jesteś żoną mojego syna, bo nie pozwalasz mu być szczęśliwym”.
Głos Camili się nie zmienił.
„Właściwie to twój syn przyszedł wczoraj wieczorem do mojego mieszkania, żeby omówić warunki rozwodu. Mój adwokat był obecny”.