Wyciągnął do mnie rękę.
„Ciociu Maggie, prawie północ” – odpowiedziała półprzytomnym głosem.
„Muszę porozmawiać. O Richardzie”.
Opowiedziałam jej wszystko. Komplementy na temat mojego domu. Pytania o moje oszczędności. Sposób, w jaki jego wzrok błądził po restauracjach. Maleńkie, półsekundowe zmiany w jego wyrazie twarzy, ilekroć w rozmowie pojawiał się temat pieniędzy.
Zapadła długa cisza po drugiej stronie.
„Ciociu Maggie, kocham cię. Ale już się tak bardzo sparzyłaś”.
„Może i tak” – powiedziałam. „Dlatego potrzebuję pomocy, żeby się upewnić”.
„Co to znaczy?”
„Chcę go sprawdzić. Raz. Jedną kawę. I wtedy będę wiedziała”.
„Jak go sprawdzić?”
„Powiem mu, że mam córkę, o której nigdy nie wspominałam. Ma dwadzieścia pięć lat. Chcę, żebyś była nią”.
Naprawdę się roześmiała.
„Chcesz, żebym udawała twoje dziecko?”
„Chociaż przez godzinę. Mów mi mamo. Usiądź z nami. Obserwuj go. Powiedz mi, co widzisz.”
Jej śmiech ucichł.
„Dobrze. Ale ciociu Maggie, kiedy to nic nie da, musisz mi obiecać, że pozwolisz sobie być szczęśliwą.”
Powiedziałam Richardowi następnego wieczoru, przy drugiej lampce wina w salonie. Zniżyłam głos, niemal zawstydzona.
„Jest coś, czego ci nigdy nie powiedziałam. Wcześniej
Pobierzemy się, musisz wiedzieć. Mam córkę”.
Coś przemknęło mu przez twarz – tylko na mgnienie oka. Uśmiech zamarł, oczy znieruchomiały, a potem wszystko wróciło na swoje miejsce jak opadająca kurtyna.
„Córka? Maggie, dlaczego to ukrywasz?”
„Ma 25 lat. Pokłóciliśmy się lata temu. Teraz znowu rozmawiamy”.
Opuścił ramiona o pół cala – obserwowałam, jak to się dzieje.
„Co było przyczyną tego konfliktu?”
„To skomplikowane. Stare rany. Wolałabym dziś w to nie wchodzić”.
„A czy ona wie o mnie? O nas?”
„Trochę. Jeszcze nie wszystko”.
„Jak ma na imię?”
„Chloe” – powiedziałam.
„Chloe”. Ostrożnie sprawdził imię. „Dwadzieścia pięć” – powtórzył prawie pod nosem. „Więc dorosła. Niezależna”.
„Tak”.
„No cóż”. Uśmiechnął się szeroko. „To wspaniała wiadomość. Bardzo chętnie bym ją poznał”.
Nalałam sobie wina, żeby zająć czymś ręce.
„A może sobota? Kawa. Tylko we troje”.
W tę sobotę siedziałam w samochodzie na parkingu kawiarni przez całe dziesięć minut, zanim w końcu udało mi się zmusić do wyjścia. Przez okno obserwowałam, jak Richard wchodzi, rozgląda się po sali i wybiera stolik z tyłu. Dwukrotnie wygładził kołnierzyk.
Samochód Chloe podjechał obok mojego. Zapukała w moją szybę.
„Gotowa?”
Nie byłam. Ale i tak skinęłam głową.
„Cokolwiek się tam wydarzy” – powiedziałam cicho – „to albo mnie uratuje, albo uwolni”.
Ścisnęła mnie za ramię i czekała, aż wejdę pierwszy.
Siedziałam tam jeszcze chwilę, ściskając kierownicę i szepcząc do siebie, że zaraz dowiem się, z kim prawie się ożeniłem.
Kilka minut później Chloe weszła przez drzwi jak na zawołanie, z rozpuszczonymi włosami na ramionach i delikatnym uśmiechem na twarzy. Przeszła przez kawiarnię i pochyliła się, żeby mnie przytulić.
Richard wstał tak szybko, że krzesło zaskrzypiało o podłogę. Coś zaświeciło mu się w oczach i inna wersja niego zrobiła krok naprzód.
„Richard, to jest Chloe”.
„Musisz być tą sławną córką” – powiedział, sam odsuwając jej krzesło. „Twoja matka nie mówiła mi, że jesteś taka śliczna”.
Chloe zaśmiała się uprzejmie i usiadła. Próbowałam spojrzeć jej w oczy, ale Richard już nachylił się ku niej, opierając łokcie na stole, odwrócony ode mnie.
„Co robisz, Chloe? Twoja matka jest taka tajemnicza w twoim temacie”.
„Pracuję w marketingu” – powiedziała.
„Marketing. Mądra dziewczyna. Założę się, że jesteś w tym świetna”.
„Richard, opowiadałam Chloe, jak poznaliśmy się na tej gali”.
„Mhm” – mruknął, wciąż patrząc jej w oczy. Potem, jakby mimochodem, wyciągnął rękę i ścisnął mój nadgarstek. „Wydawałaś się zmęczona w tym tygodniu, prawda, kochanie? Ciągle jej powtarzam, że praca zaczyna być dla niej zbyt ciężka”. Odwrócił się do Chloe, nie czekając na moją odpowiedź. „Chloe, powiedz mi, mieszkasz w pobliżu? Często widujesz się z mamą?”
„Dość często” – powiedziała ostrożnie.
Powoli skinął głową, jakby właśnie dała mu coś pożytecznego.