„12 400 000 reali” – odpowiedziała Lina z lekkim, zadowolonym uśmiechem.
Przez chwilę Beatriz pomyślała, że usłyszała dobre wieści.
Potem zobaczyła walizki.
A jej żołądek się ścisnął.
„Gdzie teraz zamieszkasz?”
W salonie zapadła cisza.
Wentylator sufitowy nagle wydał się zbyt głośny.
Tomasz unikał wzroku matki.
„Chcieliśmy tu zostać na chwilę. Tylko do czasu, aż się ogarniemy”.
Beatriz poczuła, jak coś w niej pęka.
„A co z pieniędzmi?”
Lina westchnęła zirytowana.
Jakby rozmowa o pieniądzach po sprzedaży domu wartego miliony była pytaniem wulgarnym.
„Mieliśmy wydatki.”
„Jakie wydatki?”
Lina zaczęła wymieniać zakupy z niemal obraźliwą nonszalancją.
Luksusowe podróże.
Torebki od projektantów.
Nowy samochód dla mamy.
Zegarki.
Przyjęcia.
Podejrzane inwestycje w butik znajomego.
Potem padło zdanie, które wstrząsnęło światem Beatriz.
„Zainwestowałam 6 000 000 reali w projekt Camili.”
Następna cisza była ciężka jak beton.
„Sześć milionów… w sklepie, który nawet nie należy do ciebie?”
„Ambitni ludzie podejmują ryzyko, Beatriz. Nie każdy myśli na małą skalę.”
Beatriz zwróciła wzrok na syna.
Czekała, aż powie, że to wszystko kłamstwo.
Przyzna, że nim manipulowano.
Aby w końcu się obudził.
Ale Tomás po prostu przetarł twarz dłońmi, zanim wyszeptał:
„Teraz potrzebujemy jakiegoś miejsca, gdzie moglibyśmy się zatrzymać”.
I właśnie w tym momencie coś w sercu Beatriz przestało dawać o sobie znać.
„Nie”.
To słowo wyszło prosto z ust.
Ale uderzyło w pokój niczym eksplozja.
Tomás natychmiast podniósł wzrok.