– Bence wyjechał za granicę do pracy przez ciebie.
Wyjęłam wydrukowaną umowę najmu i pokazałam jej ją.
– To dlaczego wynajął kawalerkę z inną kobietą?
Twarz Erzsébet zesztywniała.
Tímea wyrwała mi papier z ręki.
– To pewnie chodzi o zakwaterowanie w firmie.
– Umowy o zakwaterowanie w firmie zazwyczaj nie zawierają sformułowania „wspólne gospodarstwo domowe”.
– Flora to tylko koleżanka z pracy – warknęła Erzsébet.
W tym momencie za mną odezwał się Boglárka.
– Mamy dwa bilety lotnicze, wspólną umowę najmu, rachunki hotelowe i przelewy bankowe za kilka miesięcy. Która część dotyczy współpracowników?
Erzsébet zauważyła, że Boglárka nagrywa rozmowę.
– Filmujesz mnie?
– Tak – powiedziała Boglárka. – Zwłaszcza ta część, w której grozi kobiecie, która od lat utrzymuje swoją rodzinę.
Erzsébet natychmiast odzyskała głos.
– Przyszłam tylko pogadać.
– Rozmawialiśmy – odpowiedziałam. – A teraz idź.
Następnego dnia w biurze Kingi przejrzeliśmy ruchy na kontach z ostatnich dwóch lat.
Bence regularnie przelewał drobne kwoty na konto powiązane z nazwiskiem Flory. Żadne z nich nie było zauważalne. Kursy językowe, bilety lotnicze, rezerwacje w restauracjach, sklep jubilerski, weekend wellness.
Największą pozycją było polecenie przelewu na dziewiętnaście milionów osiemset tysięcy forintów. Przygotował je na kaucję za mieszkanie we Frankfurcie i pierwszy sześciomiesięczny czynsz.
– Jeszcze tego nie zrobili – powiedziała Kinga. – Przelew miał być jutro.
– Dlatego spanikował.
– Nie tylko to.
Kinga wręczyła mi kolejny dokument.
Dział kadrowy pracodawcy Bence’a potwierdził na piśmie, że Bence nie został wysłany na czteroletni projekt do Niemiec.
Złożył wniosek o cztery lata bezpłatnego urlopu.
Podpisał sześciomiesięczny kontrakt konsultingowy na okres próbny z frankfurckim ośrodkiem badawczym, z pensją znacznie niższą niż ta, którą zarabiał w domu.
„Więc z czego chciał żyć?” – zapytałam, choć już znałam odpowiedź.
Kinga wskazała na historię konta.
„Twoje”.
Tego wieczoru zadzwoniła poczta głosowa z nieznanego niemieckiego numeru.
To była Flóra.
W tle słychać było komunikat z lotniska i dźwięk toczących się walizek.
„Emese, nie mam pojęcia, co Bence ci powiedział, ale mnie oszukał. Twierdził, że jesteście małżeństwem tylko na papierze. Powiedział, że pieniądze są wspólne i że zgodziłaś się pozwolić mu rozpocząć nowe życie w Niemczech.
Zatrzymał się na chwilę, po czym kontynuował bardziej nerwowo:
– Teraz stoimy w recepcji hotelu, żadna z jego kart nie działa, a on obwinia mnie. Mówi, że przyjechaliśmy tu przeze mnie. Ale obiecał przelać tu swoje oszczędności za cztery lata, a potem się z tobą rozwieść. Powiedział też, że sprzedasz mieszkanie i kupisz za te pieniądze dom pod Frankfurtem.
Pod koniec wiadomości głosowej słychać było krzyki Bence’a.
– Floro, z kim rozmawiasz?
Wiadomość została przerwana.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Flóra wysłała kolejne zrzuty ekranu.
Były wiadomości Bence’a.
„Emese nigdy nie patrzy na rachunek.”
„Mieszkanie też jest na moje nazwisko, mogę je sprzedać w każdej chwili.”
„Moja mama każe mu to podpisać.”
„Za cztery lata wszystko będzie w Niemczech”.
Ostatnia wiadomość została napisana trzy tygodnie wcześniej.
„Do tego czasu Emese będzie spłacać kredyt hipoteczny, moich rodziców i samochód Tímei. Jest do tego przyzwyczajona”.
Długo wpatrywałam się w to jedno zdanie.
Nie chodziło o to, że mnie zdradził.
Chodziło o to, że nie myślał o mnie jak o osobie, ale jak o automatycznie działającym koncie bankowym.
Flóra przyleciała do domu następnego dnia. Nie dlatego, że współczuła żonie, ale dlatego, że bez pieniędzy Bence nie był już dla niej bezpieczeństwem.
Bence przyjechał za nią dwa dni później.
Nie wrócił z Niemiec po czterech latach.
Ale po czterdziestu ośmiu godzinach.
Spotkanie odbyło się w biurze Kingi. Bence przyszedł w pogniecionej koszuli, nieogolony, a za nim Erzsébet.
Kiedy mnie zobaczyła, miałam natychmiast wstać, ale Kinga położyła mi rękę na ramieniu.
– Proszę siedzieć.
Bence usiadł naprzeciwko mnie.
– Emese, Flóra kłamie.
– O co chodziło? O wspólne mieszkanie, o bilet lotniczy czy o to, że chciałaś sprzedać nasz dom?
– Nic się nie wydarzyło między… nas.
Przesunął rachunki hotelowe przed Kingę.
– Trzynaście rezerwacji pokoi wieloosobowych w ciągu dwóch lat. Każda była dwuosobowa i w pokoju dwuosobowym.
Bence nie tknął papierów.
– To była praca.
– Czy biżuteria też była pracą? – zapytałem. – Weekend w Hévíz? Wspólne niemieckie mieszkanie?
Erzsébet przerwała.