Ten poranek wydawał się początkiem wszystkiego.
Nie miałam pojęcia, jak szybko życie może się zmienić.
Kiedy wszystko się rozpadło
Trzy miesiące później Steve dostał bólu głowy, który nie chciał ustąpić.
Na początku wydawał się niegroźny.
Potem pojawiły się zawroty głowy.
A potem niepamięć.
Pewnego wieczoru upuścił szklankę w kuchni.
„Moja ręka na chwilę zapomniała, co robi” – zażartował.
Od razu nalegałam, żeby poszedł do lekarza.
Pocałował mnie w czoło.
„Zaczynasz się apodyktycznie zachowywać”.
„Jestem w ciąży. Zwal hormony”.
Ale to, co wydawało się błahe, okazało się druzgocące.
Niezdiagnozowana choroba mózgu.
Powikłania.
Diagnoza, która pojawiła się zdecydowanie za późno.
W jednym miesiącu Steve malował pokój naszej córki i zastanawiał się, czy żółta farba nie jest zbyt wesoła.
W następnym siedziałam przy jego szpitalnym łóżku, będąc w dwudziestym szóstym tygodniu ciąży, błagając go, żeby mnie nie zostawiał.
Ludzie nie rozumieją tego:
Walczył.
Walczył ze wszystkich sił.
Ostatnie słowa, które do mnie wypowiedział, brzmiały:
„Kocham ciebie i ją, w tym życiu i w następnym”.
Potem odszedł.
Zanim zdążył poznać naszą córkę.
Przetrwać bez niego
Reszta ciąży minęła mi jak we mgle.
Jadłam, bo ludzie mi o tym przypominali.
Uczęszczałam na wizyty, bo nie miałam wyboru.
Kupowałam pieluchy, pajacyki i fotelik samochodowy, czując się, jakbym żyła w czyimś koszmarze.
Moi rodzice pomagali.
Moi przyjaciele pomagali.
Moja teściowa, Eileen, nie.
Na początku była zdystansowana.
Potem stała się okrutna.
„Może gdybyś zauważyła coś wcześniej, on by jeszcze żył”.
„Byłaś z nim codziennie. Jak mogłaś nie wiedzieć?”
„Miałaś czas na własne wizyty u lekarza”.
Każde oskarżenie raniło głębiej niż poprzednie.
Jakbym i ja go nie straciła.
Na pogrzebie ledwo mnie zauważyła.
Kiedy na mnie spojrzała, w jej oczach malowało się zimne oskarżenie.
W końcu przestałam próbować.
Byłam wyczerpana.
Złamane serce.
I noszenie dziecka Steve’a.
Tylko dla przykładu
Narodziny naszej córki
Trzy tygodnie po pogrzebie Steve’a zaczęłam rodzić.
Eileen nigdy nie przyszła.
Ani podczas porodu.
Ani po porodzie.
Nawet nie zwykła wiadomość z pytaniem, czy dziecko jest zdrowe.
Mówiłam sobie, że mnie to nie obchodzi.
Ale w głębi duszy miałam nadzieję, że się pojawi.
To dziecko było jej wnuczką.
Jedyną żywą cząstką Steve’a na świecie.
Myślałam, że jej widok może coś w niej poruszy.
Myliłam się.
Rano po porodzie siedziałam sama w szpitalnej sali.
Moja córka, Ivy, spała spokojnie obok mnie.
Miała już usta Steve’a.
Ten znajomy kształt w kącikach, który zawsze wyglądał jak uśmiech, który czekał na swój moment.
Za każdym razem, gdy na nią patrzyłam, łzy napływały mi do oczu.
Nie dlatego, że nie byłam szczęśliwa.
Byłam.
Ale szczęście zmieszane z żalem jest ostre.
To boli i leczy jednocześnie.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
Czarne balony
Weszła pielęgniarka z pękiem czarnych balonów.
Natychmiast zmarszczyłam brwi.
Czarne balony wyglądały zupełnie nie na miejscu na oddziale położniczym.
Dołączone do nich było małe czarne pudełko prezentowe i biała koperta.
„To zostało dostarczone dla ciebie” – powiedziała pielęgniarka.
Ścisnął mi się żołądek.
Po wieczorze