CZĘŚĆ 3
Ryk odrzutowca przerwał kwartet smyczkowy w chwili, gdy sędzia cywilny poprosił parę młodą o podejście. Goście podnieśli głowy. Samolot wylądował na prywatnym pasie startowym przylegającym do hacjendy i kołował, aż znalazł się przed ogrodem, w którym odbywała się ceremonia.
Alonso zbladł.
Zaprosił Valerię, by dyskretnie zobaczyła, jak wchodzi bocznymi drzwiami, pokonana i samotna. Chciał przedstawić ją jako pełną urazy byłą żonę, która porzuciła rodzinę dla ambicji. Nie wyobrażał sobie, że drzwi samolotu się otworzą i pojawi się w ciemnoniebieskiej sukni, a za nimi Camila, Renata i Sebastián Mendoza.
Valeria szła środkowym przejściem bez pośpiechu. Po obu stronach stali bankierzy, główni inwestorzy firmy budowlanej, dziennikarze towarzyscy i urzędnicy, których Alonso wezwał, by pokazać, że wciąż jest wpływowym mężczyzną.
„Co ty tu robisz?” wyjąkał. „Psujesz mi ślub”.
„Zaprosiłeś mnie” – odpowiedziała Valeria. „Mówiłeś, że chcesz mi pokazać początek swojej nowej dynastii”.
Cecilia zrobiła krok naprzód, trzymając się za ogromny brzuch.
„Zabierz ją stąd! Ta kobieta jest zazdrosna, bo nigdy nie będzie mogła mu dać dziecka”.
Valeria uśmiechnęła się i uniosła grubą kopertę.
„Nie przyszłam, żeby z tobą konkurować, Cecilio. Przyszłam, żeby powstrzymać tych wszystkich gości przed dalszym finansowaniem oszustwa”.
Sebastián dał znak. Na ekranach, na których kilka minut wcześniej pojawiły się romantyczne zdjęcia, pojawiło się zdjęcie USG, które Cecilia dała Alonso. Następnie pojawiła się strona internetowa, z której zostało pobrane, z tą samą datą, tymi samymi cieniami i tym samym numerem pliku.
W ogrodzie rozległy się szmery.
„To niczego nie dowodzi” – krzyknęła Cecilia.
Następny slajd przedstawiał fakturę za silikonowy brzuch ciążowy, wysłaną do jej mieszkania, zdjęcia zrobione przez detektywa, kiedy wychodziła bez niego, oraz kilka wiadomości wymienionych z Rodrigo.
„Kiedy przeleje ostatnią ratę, wychodzimy”.
„Niech dalej wierzy, że to chłopiec”.
„Ten idiota podpisze wszystko, żeby poczuć się jak patriarcha”.
Alonso spojrzał na swoją narzeczoną, jakby widział ją po raz pierwszy.
„Powiedz, że to oszustwo”.
Cecilia cofnęła się.
„Valeria wszystkim manipulowała”.
„Więc zdejmij sukienkę i natychmiast pozwól lekarzowi cię zbadać” – odpowiedziała Valeria. „W sąsiednim pokoju czeka lekarz i notariusz. Sam zgodziłeś się na ten warunek w intercyzie, którą podpisałeś, otrzymując udziały w spółce”.
Cecilia milczała. Jej twarz stwardniała. Nie wyglądała już jak obrażona panna młoda, lecz jak ktoś, kto obmyśla drogę ucieczki.
Rodrigo próbował przemknąć się między kelnerami, ale dwóch agentów Policji Śledczej zatrzymało go przy wyjściu. W tym momencie zadzwoniło kilka telefonów. Inwestorzy otrzymywali powiadomienia o nieprawidłowych transakcjach i zamrożonych kontach.
Sebastián przejął mikrofon.
„Alcázar Construction zgromadził długi zabezpieczone akcjami, maszynami i…”
Nieruchomości. Płatności były zaległe, a sąd zatwierdził zajęcie nieruchomości. Mój fundusz legalnie przejął te pożyczki. Od dziś rano Alonso nie ma już kontroli nad firmą ani majątkiem.
Urzędnik sądowy w towarzystwie prawników przeszedł przez ogród i doręczył zawiadomienie. Alonso przeczytał kilka pierwszych linijek; strony zaczęły drżeć mu w palcach.
„Nie możesz mi tego zrobić. Moje nazwisko zbudowało tę firmę”.
Valeria zeznawała.
„Twój ojciec zapewnił kapitał. Ja zaprojektowałam projekty, które pozwoliły jej się rozwijać. Ty nauczyłeś się tylko pozować przed nimi”.
Wyciągnęła z koperty przelewy bankowe, faktury za nieistniejącą stal i umowy z fikcyjnymi firmami. Rodrigo i Cecilia przywłaszczyli ponad siedemdziesiąt milionów pesos. Alonso podpisał wszystkie upoważnienia, niczego nie sprawdzając, przekonany, że ciąża zapewni mu dziedzictwo.
„Mówiłeś mi, że to moje dziecko” – wyszeptał.
Cecilia gorzko się zaśmiała.
„Nigdy cię nie kochałem”. Byłeś zdesperowanym mężczyzną, gotowym oddać wszystko, byle tylko usłyszeć słowo „mężczyzna”. Nawet nie zapytałeś, co czuję; mówiłeś tylko o nazwisku, dziedzicu i pokoju, który będzie nosił twój herb.
„Dałem ci wszystko”.
„Nie. Próbowałeś kupić syna. Wykorzystałem tylko cenę, którą byłeś gotów zapłacić”.