Mariana skinęła głową.
Teresa uśmiechnęła się. „Dobrze. Zatrzymaj broń”.
Po raz pierwszy od kilku dni Mariana się roześmiała.
Julian zadzwonił później tego wieczoru. Często rozmawiali, głównie o aktualnościach prawnych, dokumentach i dziwnym żalu po rozpadzie małżeństw, które rozpadły się, zanim którekolwiek z nich się do tego przyznało.
„Jak się trzymasz?” zapytał.
Mariana spojrzała na pudełka wokół siebie. „Oddałem kostium żony”.
Julian milczał przez chwilę. Potem powiedział: „Ja
Wyrzuciłam album rocznicowy”.
Skrzywiła się. „Brzmi to boleśnie”.
„Było. Ale połowa dat w nim zawartych to kłamstwa”.
Mariana usiadła na podłodze, opierając się plecami o szafkę. „Czy zastanawiałaś się kiedyś, ile w twoim małżeństwie było prawdziwego?”
„Cały czas”.
„Jaką odpowiedź otrzymujesz?”
Julian westchnął. „Że moja miłość była prawdziwa. Jej nie była szczera. To dwie różne rzeczy”.
Mariana zamknęła oczy.
Ta odpowiedź pomogła.
Rozwody szły naprzód niczym burze z papierkową robotą.
Aleksander próbował kilku strategii. Najpierw przeprosiny. Potem gniew. Potem poczucie winy. Potem nostalgia. Wysłał Marianie zdjęcie z ich podróży poślubnej w Charleston z wiadomością: Kiedyś byliśmy szczęśliwi.
Długo się w nie wpatrywała.
Potem odpowiedziała: Miałam nadzieję. To nie to samo.
Po tym przestał wysyłać zdjęcia.
Renata próbowała odzyskać Juliana łzami, a potem oskarżyła go o okrucieństwo, gdy odmówił. Twierdziła, że Aleksander nią manipulował. Potem Aleksander twierdził, że Renata manipulowała nim. Ich romans, niegdyś tajemniczy i ekscytujący, przerodził się w prawną batalię w momencie, gdy nadeszły konsekwencje.
Julian powiedział Marianie przy kawie: „Najwyraźniej ich bratnia dusza nie obejmuje wspólnej odpowiedzialności”.
Mariana o mało się nie udławiła ze śmiechu.
Zaczęli spotykać się w każdy czwartek rano w małej kawiarni nad rzeką, ponieważ oboje mieli w pobliżu umówione spotkania z prawnikiem. Na początku przynosili teczki. Potem mniej teczek. Pewnego ranka Mariana uświadomiła sobie, że spędziła godzinę rozmawiając z Julianem o książkach, dzieciństwie, ulubionych kiepskich filmach i tym, że robił okropne naleśniki, ale pyszną kawę.
To ją przeraziło.
Wycofała się na dwa tygodnie.
Julian zauważył to, ale nie ruszył jej na ratunek.
Kiedy w końcu przyznała, dlaczego, skinął głową.
„Też się boję” – powiedział.
„Nie udawaj przestraszonej”.
„Jestem księgowym. Strach w moich ludziach wygląda jak arkusze kalkulacyjne”.
Zaśmiała się wbrew sobie.
Spoważniał. „Mariana, nie chcę stać się mężczyzną, którego wykorzystujesz, żeby przetrwać z innym mężczyzną. I nie chcę, żebyś ty też nim była dla mnie”.
Ścisnęło ją w gardle. „Więc kim jesteśmy?”
„Dwie osoby wychodzą z płonących domów jednocześnie” – powiedział. „Może nie powinniśmy niczego budować, dopóki nie przestaniemy czuć dymu”.
W tym momencie zaczęła mu ufać.
Nie dlatego, że jej pragnął.
Bo nie próbował jej porwać.
Minęły miesiące. Dochodzenie w firmie dobiegło końca. Alexander zgodził się na ugodę ze swoim byłym pracodawcą, aby uniknąć publicznego procesu, choć szepty krążyły wokół niego. Renata straciła stanowisko, reputację w branży i większość przyjaciół, którzy kiedyś podziwiali jej „pewność siebie”.
Mariana otrzymała odszkodowanie za rozwód po tym, jak Rachel ujawniła ukryte konta. Tymczasowo zatrzymała dom, a potem go sprzedała, bo każdy pokój był zbyt zajęty. Za swój udział kupiła mniejszy dom w Oak Park z werandą, małym ogrodem i bez formalnej jadalni.