„Pani matka również próbowała złożyć doniesienie na pani żonę. Zaniedbanie, niestabilność, narażanie dziecka na niebezpieczeństwo”.
Julien poczuł ucisk w żołądku.
„Chciała Léo”.
„Chciała móc powiedzieć, że Claire nie jest już w stanie się nim opiekować” – odpowiedział śledczy. „A dzięki środkom uspokajającym mogła w końcu uwiarygodnić to kłamstwo”.
Tego wieczoru Julien wrócił do szpitala. Claire siedziała przy łóżku Leo, opierając palce na małej rączce syna. Pod oczami miała cienie, ale już nie drżała.
„Przepraszam” – powiedział Julien.
Nie odebrała. Nie od razu.
Potem mruknęła:
„Na początku dzwoniłam do ciebie kilka razy. Twoja matka odbierała mój telefon. Powiedziała, że masz dość mojego narzekania”.
Julien zamknął oczy.
„Nie wiedziałem”.
„Wiem”.
Te dwa słowa były gorsze niż oskarżenie. Bo zawierały wszystko: samotność, wymówki, które już dla niego miała, miłość, której nigdy nie przestała czuć, nawet gdy nie była już pewna, czy zostanie wysłuchana.
„Claire, wszystko naprawię”.
Odwróciła do niego bladą twarz.
„Nie. Nie naprawisz tego. Niektóre rzeczy nigdy nie wracają do normy”. Ale teraz możesz wybrać, kogo będziesz chronić.
Julien wziął ją za rękę z niemal niezdarną delikatnością.
„Wybieram ciebie i Leo. Przed wszystkimi. Przed nią. Przed wymiarem sprawiedliwości”.
Kilka dni później Monique, przebywająca w areszcie domowym u siostry po omdleniu w areszcie policyjnym, zażądała, aby rodzina zebrała się „na osobności, żeby wyprać brudy”. Udało jej się przekonać wujków, kuzynów i wieloletnich sąsiadów, aby przyszli do pokoju wspólnego w małym budynku mieszkalnym, w którym mieszkała jej siostra.
Julien się zgodził.
Przyszedł z Claire. Miała na sobie białą bluzkę z długim rękawem. Włosy miała związane. Szła powoli, ale prosto. Obok niej Julien trzymał w kieszeni pendrive’a.
Monique siedziała już na środku pokoju, otoczona przez tych, którzy wciąż wierzyli, że padła ofiarą manipulującej synowej.
„W końcu opamiętałeś się” – powiedziała do Juliena. „Musimy sprzedać dom, spłacić długi Damiena, a potem się rozwieść. Ta dziewczyna zniszczyła naszą rodzinę”.
Claire pozostała nieruchoma. Julien poczuł, jak zmienia mu się oddech.
„Nasza rodzina?” zapytał.
Monique uniosła brodę.
„Krew, Julien. Krew jest najważniejsza”.
Wyjął pendrive.
„Spójrz, co krew zrobiła”.
Na ekranie zamontowanym na ścianie pojawiły się obrazy domu. Monique zamykająca szafkę z zakupami. Monique wyrywająca puszkę mleka modyfikowanego z rąk Claire. Monique popychająca Claire do zlewu. Monique wchodzi do sypialni, otwiera szufladę z biżuterią i wsuwa pierścionek do kieszeni. Monique daje Damienowi akt własności.
Nikt się nie odezwał.
Potem z głośników dobiegł głos Monique, wyraźny i szorstki:
„Jeśli będziesz dalej marudzić, powiem Julienowi, że nie jesteś w stanie zająć się dzieckiem. Wyczerpana matka może łatwo stracić prawo do opieki”.
Ciocia zakryła usta dłonią. Wujek wstał.
„Monique… coś ty zrobiła?”
Monique zbladła, a potem spróbowała się roześmiać.
„Obrazy wyrwane z kontekstu. Claire mnie prowokowała. Nie wiesz, jaka ona jest, kiedy nikt nie patrzy.”
Claire zrobiła krok naprzód.
„Dokładnie. Teraz wiedzą, jaka jesteś, kiedy nikt nie patrzy.”
Zdanie padło bezgłośnie, bez drżenia. I to właśnie ten spokój sprawił, że Monique się cofnęła.
W tym momencie zadzwonił telefon Juliena. Odebrał na oczach wszystkich. To była
Policjant prowadzący sprawę.
„Panie Morel” – powiedział głos po drugiej stronie linii – „pożyczkodawca chce się z panem spotkać jutro. Uważa, że jest pan skłonny negocjować, aby uniknąć zajęcia”.
Julien spojrzał na Claire. Zrozumiała.
„Zrób to” – wyszeptała. „Ale nie idź sam”.
Spotkanie odbyło się następnego dnia w zapleczu dyskretnej restauracji niedaleko dworca kolejowego w Nantes. Policja zaplanowała operację. Julien miał pod koszulą mikrofon. W jego skórzanej teczce znajdowały się fałszywe banknoty pod cienką warstwą prawdziwych, wystarczająco dużo, by stworzyć iluzję płatności.
Kiedy wszedł, Damien już tam był, blady, z wilgotnymi dłońmi. Monique stała obok niego, sztywna jak posąg. Naprzeciwko nich mężczyzna z siwiejącymi skroniami, ubrany w ciemny garnitur i z zimnym uśmiechem, położył na stole teczkę.
„Panie Morel” – powiedział. Zapłacisz dzisiaj, albo w poniedziałek rano rozpocznie się postępowanie w sprawie zajęcia mienia.
Julien usiadł.
„Chcę znać prawdę, zanim zapłacę”.
Mężczyzna prychnął.
„Nie masz prawa stawiać warunków”.
„W takim razie wychodzę”.
Damien natychmiast wpadł w panikę.
„Nie! Czekaj, Julien. Nie rób tego”.
Julien wpatrywał się w kuzyna.
„Gdzie podziały się pieniądze, które dała ci moja matka?”
Damien z trudem przełknął ślinę.
„Przegrałem. Najpierw w zakładach sportowych. Potem w kasynie Saint-Herblain. Myślałem, że wszystko odzyskam. Pożyczałem, raz po raz. Stopy procentowe gwałtownie wzrosły”.
Monique zacisnęła zęby.
„Zamknij się”.