Emiliano nie odpowiedział. Po prostu pozostał sztywny, z nieobecnym wzrokiem.
Później, gdy zasnął w kącie łóżka, Mariana zeszła do kuchni. Była tam Nina, służąca, która pracowała w domu od lat, zmywająca naczynia drżącymi rękami.
Kiedy ją zobaczyła, Nina upuściła szklankę, którą trzymała.
„Pani Mariano…”
„Powiedz mi prawdę” – błagała cicho Mariana. „Co się stało z moim synem?”
Nina zerknęła w stronę salonu, gdzie Teresa i Paulina rozmawiały.
„Proszę mi wybaczyć, proszę pani. Próbowałam pomóc, ale grozili mi zwolnieniem. Odkąd pani odeszła, panno…”
Paulina zaczęła dochodzić do siebie. Potem została. Pani Teresa miała obsesję na punkcie swojego syna, Bruna. Zamykali Emiliana w pokoju dla służby, kiedy płakał. Mówili, że jest nie do zniesienia. Potem przestali mu pozwalać jeść. Rzucali mu chlebem, resztkami… jak psu.
Mariana poczuła, jak nogi się pod nią uginają.
„Czy Rodrigo wiedział?”
Nina spuściła wzrok.
„To on wydał rozkaz, żeby nie pozwalać mu zbliżać się do Bruna”.
Odpowiedź przeszyła ją na wylot.
Tej nocy, przy kolacji, Teresa ogłosiła nowe zasady.
„Będziesz spał w pokoju gościnnym. Sypialnia główna jest dla Rodriga i Pauliny. Twój syn nie może schodzić na dół, gdy są goście. I nie chcę żadnych scen”.
Paulina uniosła szklankę wody mineralnej.
„Ale nie martw się, Mariano. Możesz tu zostać, jako osoba, która opiekuje się tym obcym dzieckiem. To już coś”.
Rodrigo nie bronił jej.
Powiedziała po prostu:
„Sytuacja się zmieniła. Zaakceptuj swoje miejsce, a będzie łatwiej dla wszystkich”.
Mariana spuściła głowę.
„Masz rację. Zaopiekuję się Emiliano i nie będę sprawiać kłopotów”.
W trójkę uśmiechnęli się, przekonani, że ją oswoili.
Ale kiedy Mariana weszła do kuchni, odkręciła kran, żeby zagłuszyć swój nierówny oddech.
Jej telefon nagrywał w kieszeni.
A w jej umyśle nie było już bólu, tylko zimna obietnica: zniszczy ich własnymi dowodami, jednego po drugim, aż będą błagać o litość.
CZĘŚĆ 3
W ciągu następnych dni Mariana stała się cieniem.
Wstawała przed świtem, podawała kawę, prała cudze rzeczy, sprzątała salon i słuchała poleceń bez podnoszenia głosu. Teresa nazywała ją „bezużyteczną”, Paulina zostawiała sukienki na podłodze, żeby patrzyła, jak je zbiera, a Bruno rzucał w nią zabawkami, krzycząc:
„Służąca!”.
Mariana spuszczała głowę, ale każda obelga była zapisywana w jej telefonie.
Z Emiliano było inaczej. Robiła mu miękkie puree, czyściła ciepłymi ręcznikami, śpiewała mu piosenkę z dzieciństwa i siadała w pewnej odległości, żeby go nie przestraszyć. Na początku chrząkał, gdy się zbliżała. Potem zaczął ją tolerować. Pewnego ranka, gdy nuciła łamiącym się głosem, Emiliano oparł czoło na jej kolanie na trzy sekundy.
Mariana płakała w milczeniu.
To był jej pierwszy cud.
Potrzebowała też dowodu posiadania pieniędzy. Rodrigo był próżny, ale nieostrożny, gdy myślał, że panuje nad sytuacją. Pewnej nocy wybiegł z domu, żeby zadzwonić i zostawił biuro zamknięte na klucz. Mariana przypomniała sobie, gdzie schowała klucz: nad framugą drzwi.
Weszła, nie zapalając światła.
W komputerze próbowała kilku haseł. Urodziny Rodriga. Nic. Urodziny Pauliny. Nic. Potem wpisała datę założenia firmy.
Ekran się otworzył.
„Przewidywalne” – wyszeptała.
Znalazła polisy ubezpieczeniowe, wyciągi bankowe i przelewy do nieznanych firm. Polisa na milion dolarów, podpisana trzy miesiące przed jej wyjazdem, wskazywała Paulinę jako beneficjenta. Były tam również płatności dla brata Pauliny za „konsultacje”.
Mariana wszystko sfotografowała.
Potem otworzyła folder o nazwie „Wydatki rodzinne”. Hasłem była data urodzenia Brunona.
Były tam paragony: butiki w Polanco, sklepy jubilerskie, restauracje, hotele.
Hotele.
Daty zaczynały się przed jej wyjazdem.
Mariana poczuła mdłości, ale kontynuowała.
Na starym pendrive’ie znalazła rozmowy. Paulina napisała: „W końcu ten głupiec odszedł. Teraz zostało ci tylko pozbyć się tego dzieciaka”. Rodrigo odpowiedział: „Moja mama też go nie znosi”.
Kolejna rozmowa była od Teresy.
„Ten chłopak nie czuje się dobrze. Powinnaś go wysłać do jakiegoś taniego internatu, zanim Paulina będzie miała problemy z Brunonem”.
Mariana sfotografowała każdy ekran.
Wychodząc z biura, omal nie wpadła na Rodriga na korytarzu. Pachniał whisky i porażką.
„Co ty robisz?”
„Emiliano miał koszmar. Przyszedłem po wodę”.
Rodrigo nawet na nią nie spojrzał.
„Nie powinien krzyczeć. Jutro mam ważne spotkanie”.
Ważne spotkanie nie poszło dobrze.
Dwa dni później Rodrigo przyjechał wściekły. Rozmawiał przez telefon w ogrodzie, nie zauważając, że Mariana podlewała rośliny w pobliżu.
„Víctorze, daj mi tydzień. Tylko jeden. Nie odsuwaj mnie od projektu Querétaro. Przysięgam, że dostanę pieniądze”.
Pauza.
„Tak, wiem, że liczby się nie zgadzają. Nie wzywaj jeszcze prawników”.