Policja przyjeżdża cztery minuty później.
Vanesa schodzi po głównych schodach akurat w chwili, gdy pierwsi policjanci wchodzą do holu. Przebrała się. Ten drobny szczegół niemal wywołuje uśmiech na twojej twarzy. Piętnaście minut po tym, jak twoja córka omal nie umarła, twoja żona znalazła czas, by zdjąć kremową bluzkę, którą miała na sobie na balkonie, i zastąpić ją jasnoniebieską sukienką.
Teraz płacze.
Oczywiście, że płacze.
„Alejandro!” krzyczy, biegnąc w twoją stronę. „Co się stało? Słyszałam krzyk!”
Pokój cichnie.
Patrzysz na nią tak, jak patrzyłbyś na umowę spisaną niewidzialnym atramentem.
„Słyszałeś krzyk?”
Jej kroki zwalniają.
„Tak. Byłam w swoim pokoju. Przyszłam tak szybko, jak mogłam.”
Milczysz.
Jej wzrok przesunął się na twoje ramię, potem na krew na twojej twarzy, a potem w stronę patio, gdzie ratownicy medyczni stabilizują Lilię. Przez chwilę w jego oczach pojawiło się coś w rodzaju irytacji.
Wyraz twarzy.
Szybko znika.
Ale widzisz to.
Jeden z funkcjonariuszy podchodzi.
„Panie Salgado?”
Odwracasz się. „Tak.”
„Jestem oficer Núñez. Otrzymaliśmy zgłoszenie o dziecku, które spadło z balkonu.”
Vanesa zakrywa usta dłońmi.
„Spada?” szepcze. „Nie. Nie, nie. Lilia…”
Próbuje iść w stronę patio.
Stajesz przed nią.
Nie gwałtownie.
Wystarczająco.
Zamiera.
„Alejandro” – mówi zraniona. „Muszę się z nią zobaczyć.”
Twój głos jest beznamiętny.
„Nie.”
Słowo przecina hol.
Vanesa patrzy na ciebie.
„To moja pasierbica.”
„To moja córka.”
Jej łzy ustają na pół sekundy.
Funkcjonariusz Núñez to zauważa.
Patrzysz na niego.
„Moja córka nie upadła”.
Vanesa gwałtownie wciąga powietrze.
„Alejandro…”
Nie patrzysz na nią.
„Moja żona ją popchnęła”.
Dom zdaje się wstrzymywać oddech.
Vanesa zatacza się do tyłu, jakby została uderzona.
„To szaleństwo”.
Odwracasz się do niej.
Twój głos pozostaje cichy.
„Widziałam cię”.
Jej twarz znów się zmienia.
Za mało dla wszystkich.
Wystarczy dla ciebie.
„Źle widziałeś”, mówi. „Byłeś na podjeździe. Nie mogłeś…”
„Byłeś na tarasie na czwartym piętrze”, mówisz. „Twoja prawa ręka była na jej plecach. Przysunąłeś się do jej ucha. Potem wypadła za balustradę”.
Vanesa kręci głową, znowu płacząc.
„Nie. Wspięła się. Próbowałam ją zatrzymać”.
Zbliżasz się o krok.
„Zmieniłaś bluzkę”.
Otworzyła usta.
Funkcjonariusz Núñez spojrzała na swoje ubranie.
Łzy Vanesy po raz pierwszy zmieniły się w gniew.
„Miałam krew na niej, bo próbowałam pomóc!”