„Więc zadzwoń na policję” – powiedziałeś.
Brent zamrugał. Spodziewał się błagań, paniki, targowania. Nie spodziewał się ciszy.
„Przepraszam?”
„Groziłeś policji. Proszę bardzo.”
Jeden z ochroniarzy poruszył się, niepewny. Brent przyglądał się twojej twarzy, być może szukając śladów upojenia alkoholowego, niestabilności, jakiejś wskazówki, która pozwoliłaby ci wrócić do preferowanej przez niego szufladki.
„Chcesz, żeby policja zaangażowała cię z powodu rachunku w restauracji?”
„Chcę świadków” – powiedziałeś.
Po raz pierwszy tej nocy cisza przetoczyła się przez pokój niczym pogoda.
Brent przeliczył się. „Może możemy coś zmienić.”
„Jestem pewien, że możesz.”
Uniósł prezenter czeku, spojrzał na wyszczególnione opłaty i z dramatyczną niechęcią usunął kilka z nich. „Proszę. Szczera pomyłka.”
„Czy szczere pomyłki często się zdarzają?”
Jego wzrok się wyostrzył. „Uważaj.”
O mało mu wtedy nie powiedziałeś. Prawie zdjąłeś okulary, zadzwoniłeś do szefa audytu wewnętrznego, spaliłeś na miejscu trzy kariery. Ale coś cię powstrzymało.
Bo gdyby Nora miała rację, nie chodziło tylko o kradzież.
Chodziło o system.
Systemy zostawiały odciski palców w więcej niż jednym miejscu.
Zapłaciłeś więc skorygowany rachunek, zostawiłeś napiwek wystarczająco duży, by Brent to zauważył, i wystarczająco mały, by się nie narazić, i wstałeś, żeby wyjść. Mijając Norę, mruknęła, nie odwracając głowy: „Dwie przecznice na zachód jest knajpa. Północ. Jeśli naprawdę chcesz znać prawdę”.
Po czym odeszła, zanim zdążyłeś odpowiedzieć.
Wyszedłeś z Black Ember z zimnym miastem na twarzy i złożoną w kieszeni notatką niczym puls.
Knajpa była wąska, jasna i uczciwa, jak to bywa w nocnych lokalach. Kawa, wybielacz, przypalone tosty, wystawa ciast, której nikt nie ufał, ale i tak wszyscy na nią patrzyli. Zająłeś stolik z tyłu i czekałeś w migoczącym świetle, podczas gdy taksówkarze, pielęgniarki i mężczyźni w butach roboczych przechadzali się po lokalu, nie udając nikogo innego.
Nora pojawiła się o 12:17 w bluzie nałożonej na mundur i czapce z daszkiem nasuniętej na czoło.
Zatrzymała się na chwilę, gdy cię zobaczyła, jakby sprawdzała, czy żal się z nią nie rozliczył. Potem wślizgnęła się do boksu naprzeciwko i obiema rękami objęła kubek kawy, który kelnerka postawiła bez pytania.
„Nie powinieneś był przychodzić” – powiedziała.
„To ty wysłałeś zaproszenie”.
„Myślałam, że je zignorujesz. Większość ludzi tak robi, kiedy zdaje sobie sprawę, że zabieranie głosu bywa kłopotliwe”.
Przyglądałeś jej się. „Po co mnie ostrzegasz?”
Uśmiechnęła się bez humoru. „Bo mój…
„Rother kiedyś wyglądał jak ty”.
To nie była odpowiedź, której się spodziewałeś.
Zerknęła w stronę lady, upewniając się, że nikt nie słucha, po czym kontynuowała. „Nie bogaty. Nie chodzi o przebranie. O całą resztę. Znoszona kurtka. Zmęczona twarz. Na tyle dumny, by udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy tak nie jest”. Przełknęła ślinę. „Trzy miesiące temu zabrał klienta do Black Ember. Prowadzi małą firmę budowlaną. To jedna z tych prac, w których wszyscy myślą, że masz więcej pieniędzy, niż masz w rzeczywistości, bo masz ciężarówkę i odbierasz telefon o 6 rano”.
Nic nie powiedziałeś.
„Zaatakował go czek z dużą sumą. Kłócił się. Brent zabrał go do biura z ochroną, powiedział mu, że nagrywają go, jak zamawia wszystko, powiedział, że jeśli zrobi scenę, to zgłoszą go za próbę oszustwa i kradzież usługi. Mój brat spanikował. Zapłacił kartą kredytową, w której już tonął”.
„A potem?”
„A potem wrócił do domu i dowiedział się, że trzy dni później jego karta została ponownie obciążona za »zapis do szafki z winem«, na który nigdy się nie zgodził”. Jej głos pozostał spokojny, choć brzmiał z całą siłą. „Walczył. Zasypali go papierami, nagraniami zmontowanymi tak, by brzmiały jak zgoda, warunkami, których nikt nie widzi. Jego interes wisiał na włosku. Stracił ciężarówkę. Stracił kontrakt. Moja szwagierka dostała dodatkowe zmiany w aptece. Nadal budzi się wściekły”.
„Skąd wiesz, że to nie tylko Brent?”