Kiedy oddawanie wszystkiego innym w końcu staje się wyczerpujące
Sophie była zmęczona życiem, które nie pozostawiało jej miejsca. Między małżeństwem, ograniczeniami dnia codziennego i obowiązkami rodzinnymi, szła naprzód bez chwili wytchnienia. Jak wiele innych osób, odłożyła swoje pragnienia na bok, gdy uznała, że to nie jest ani odpowiedni moment, ani priorytet.
Wtedy po cichu wyznaczyła sobie niemalże kluczowy cel: wyruszyć w rejs.
Przez trzy lata po cichu gromadziła oszczędności i budowała ten projekt, tak jak buduje się sanktuarium. Ta podróż nie była tylko przyjemnością. To był niezastąpiony oddech świeżego powietrza, sposób na ponowne połączenie się z samym sobą, na poczucie wolności, choćby na kilka dni.
Chwila, w której wszystko się zmienia.