Artur skinął głową. Domyślił się.
„Firma przetrwa”. Płace przetrwają. Podwykonawcy przetrwają. Projekty robót publicznych przetrwają. Henri traci prywatne zlecenia i wszelką dyskrecjonalną kontrolę. Diane traci władzę nad personelem, budżetami osobistymi i dostęp do zarządzania majątkiem. Adrien rezygnuje ze wszystkich stanowisk kierowniczych ze skutkiem natychmiastowym.
Artur robił notatki.
„Żadnego eleganckiego odejścia. Żadnego honorowego przejścia. Odchodzi jako obciążenie”.
Długopis ciągnął dalej.
„Mathilde nie dostaje nic”.
Tym razem Arthur uśmiechnął się szczerze.
„Dobrze”.
„Ja…”
Zamknęłam teczkę.
„A pisemne sprostowania rozwodu muszą zostać wysłane przed południem”.
„Będą tego nienawidzić”.
Wytrzymałam jego spojrzenie.
„I tak mnie nienawidzili bez powodu”.
W tym momencie uśmiechnął się otwarcie.
W południe Paryż wciąż nic nie wiedział.
To była brutalna elegancja struktury, którą zbudowałam wokół Halcyon. Publiczne upokorzenie jest wulgarne i nieskuteczne. Cicha kontrola jest czystsza. Rodzina Delorme obudziła się i odkryła, że każdy przyczółek został przeniesiony, ale bez nagłówków, bez hałaśliwego skandalu, bez medialnego szaleństwa. Tylko telefony, które przestały odbierać, zawieszone konta, kierowcy, którzy przestali się pojawiać, przeniesieni asystenci i notatki prawne, które spadały jak grad.
O 12:43 Adrien poprosił o spotkanie ze mną sam na sam.
Zastanawiałam się, czy nie odmówić.
Potem przypomniałam sobie, że płoty nie zawsze mają za zadanie leczyć. Czasami służą one jedynie temu, by wyobraźnia nie powróciła później i nie wypaczyła faktów.
Zobowiązałam się na piętnaście minut.