„Masz rację”, powiedział.
Ta odpowiedź wydawała się ją zaskoczyć.
Kontynuował: „Nie mogę tego oddać. Ale mogę przestać chronić ludzi, którzy to odebrali”.
Zanim Marina zdążyła odpowiedzieć, światła reflektorów oświetliły zabite deskami okna.
Na zewnątrz zajechał samochód.
Potem kolejny.
Sebastian wyjrzał przez szparę w zasłonie i zobaczył Nolana wysiadającego z dwoma mężczyznami w ciemnych kurtkach.
Marina znieruchomiała. „Mówiłeś komuś, że przyjeżdżasz?”
„Nie.”
„Więc obserwowali dom.”
Tylne drzwi zatrzasnęły się.
Ktoś był w środku.
Sebastian chwycił teczki i wcisnął je w ramiona Mariny. „Wyjdź.”
Pokręciła głową. „Nie.”
„Marina, idź.”
„To też mój dowód.”
„A jeśli go zabiorą, stracimy wszystko.”
W korytarzu rozległy się kroki.
Sebastian otworzył wąskie drzwi do szafy i zobaczył za nimi starą klatkę schodową do piwnicy. „Na dół.”
Zstąpili w ciemność, gdy nad nimi otworzyły się drzwi do tylnego pokoju. Głos Nolana odbił się echem od desek podłogi.
„Był tutaj. Znajdź pudełko”.
Marina i Sebastian przedzierali się przez piwnicę, skuleni pod rurami, a wokół nich unosił się kurz. Na drugim końcu znajdowało się wyjście do schronu przeciwburzowego, zamknięte od wewnątrz łańcuchem. Sebastian walczył z zardzewiałą zasuwą, podczas gdy Marina przyciskała akta do piersi.
Nad nimi ktoś krzyknął: „Piwnica!”.
Zasuwka puściła.
Wypadli na podwórko akurat w chwili, gdy mężczyzna dotarł do podnóża schodów. Sebastian najpierw wypchnął Marinę przez furtkę, a potem poszedł za nią, rozdzierając płaszcz o płot. Pobiegli przez alejkę w deszczu w kierunku jego samochodu.
Czarny SUV blokował wyjście.
Sebastian się zatrzymał.
Marina złapała go za rękaw. „Tędy”.
Pociągnęła go za rząd garaży i wąskim przejściem między płotami. Jak na kobietę, która wyglądała na wyczerpaną, poruszała się z pewnością siebie kogoś, kto już raz uniknął niebezpieczeństwa. Dotarli do następnej ulicy, gdzie Marina zatrzymała taksówkę jedną ręką, a drugą ściskając dowody.
W taksówce Sebastian próbował złapać oddech.
Marina spojrzała na niego. „Teraz rozumiesz?”
Spojrzał na akta, a potem znowu na nią. „Nie”.
Jej wzrok się wyostrzył.
„Chyba nic nie rozumiałam aż do dzisiejszego wieczoru” – powiedział.