„To nie groźba. To obietnica”.
Wyszłam na zewnątrz, na deszcz.
W samochodzie ręce trzęsły mi się tak bardzo, że nie mogłam nawet włożyć kluczyka do stacyjki.
Zadzwoniłam wtedy do jedynej osoby, której Françoise nigdy nie potrafiła ode mnie trzymać z daleka.
Mojej siostry, Nadii.
Odebrała po drugim sygnale.
„Camille?”
Powiedziałam tylko:
CZĘŚĆ 3
„Zabrali Emmę”.
„Nie zadawała żadnych pytań”.
„Chodź do mnie. Teraz”.
Tej nocy nie spałam.
Nadia też nie.
Rozłożyłyśmy na jej stole wszystko, co trzymałam, nie do końca rozumiejąc dlaczego.
Wiadomości od Françoise, w których nazywała mnie „małą histeryczką”.
E-maile od Laurenta z prośbą o podpisanie pełnomocnictwa „dla uproszczenia”.
Wyciągi bankowe pokazujące, że moje konto osobiste było stopniowo opróżniane od porodu.
Recepty, o które nigdy nie prosiłam, w imieniu lekarza, którego widziałam tylko raz.
A przede wszystkim nagrania.
Tak.
Nagrałam je.
Nie strategicznie.
Z obawy przed obłędem.
Od tygodni Françoise mówiła mi jedno przy innych, a potem zupełnie co innego, gdy byłyśmy same.
Przed Laurentem:
„Odpocznij, kochanie, idę po dziecko”.
Za drzwiami:
„Kobieta taka jak ty nie zasługuje na to, żeby być matką”.
Przed gośćmi:
„Camille jest odważna, ale krucha”.
W kuchni:
„Jeśli będziesz tak dalej robiła, Emma nawet nie zapamięta twojej twarzy”.
Nagrałam to, bo musiałam odsłuchać, żeby się upewnić, że nie zmyślam.
Rano Nadia zadzwoniła do prawnika.
„Maître Renaud”.
Oschła, błyskotliwa kobieta w ciemnych okularach i z nieustępliwym głosem.
Słuchała, nie przerywając mi.
Potem powiedziała:
„Twój mąż i teściowa popełnili błąd”.
Podniosłam wzrok.
— Który?
— Uważali, że wyczerpana matka to bezbronna matka.
Dwie godziny później byliśmy już w jej gabinecie.
Przeczytała dokumenty.
Poprosiła o oryginały.
Sprawdziła zaświadczenie lekarskie.
Potem uśmiechnęła się po raz pierwszy.
— Lekarz, który to podpisał, jest kuzynem twojej teściowej.
Nie wiedziałam o tym.
Ścisnęło mnie w żołądku.
— A Claire Cabinet? — zapytałam.
Maître Renaud wpisał nazwisko do komputera.
Jej uśmiech zniknął.