„Musi być coś więcej”. Rebecca wstała i odwróciła się do Grace. „Pokaż nam dokładnie, gdzie to znalazłaś”.
Zeszłyśmy więc do piwnicy. Wkrótce wszyscy przeszukiwaliśmy stare pudła i graty.
Miałyśmy wrażenie, że minęły godziny, gdy Jonah zawołał: „Babciu?”.
Stał przy przeciwległej ścianie, trzymając teczkę.
Wzięłam ją od niego i otworzyłam w świetle gołej lampy z łańcuszkiem.
Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
„To jest to. Dlatego chcieli uciec”.
„Musi być coś więcej”.
Teczka była pełna rachunków, wyciągów i ostatecznych zawiadomień. Przejrzałam wszystko po ich śmierci – a przynajmniej wszystko, do czego miałam dostęp.
Nic z tego tam nie było. Mój syn musiał to zakopać, zanim uciekli.
„Mieli kłopoty” – powiedziałam.
Z tyłu teczki znajdowała się odręcznie napisana kartka na papierze w linie.
Numer konta bankowego i numer rozliczeniowy
Informacje.
A pod spodem, starannym pismem Laury: Nie dotykaj niczego więcej.
Aron, który przeglądał dokumenty przez moje ramię, wskazał na stronę. „Czy to znaczy, że jest więcej pieniędzy?”
„Tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć” – odpowiedziałam.
„Mieli kłopoty”.
Następnego ranka poszłam sama do banku.
„Przyszłam tu w sprawie mojego syna” – powiedziałam kobiecie za biurkiem. „Zmarł dziesięć lat temu, ale niedawno znalazłam ten numer konta w niektórych jego rzeczach. Muszę tylko zrozumieć, co to było”.
Położyłam kopię aktu zgonu Daniela i podałam jej numer konta.
Skinęła głową i go wpisała. Potem zmarszczyła brwi, patrząc na ekran.
„Proszę pani, czy to na pewno właściwy numer? Z naszych danych wynika, że to konto jest nadal aktywne”.
Mrugnęłam. „Przepraszam – co to znaczy?”
„To znaczy, że ostatnio była jakaś aktywność”.
„Nasze dane pokazują, że to konto jest nadal aktywne”.
Kiedy wróciłam do domu, cała siódemka czekała na korytarzu.
Aron odezwał się pierwszy. „No i co?”
Zamknęłam drzwi i usiadłam w kuchni. „To… to konto jest nadal aktywne”.
„Mówiłam ci, że żyją!” powiedziała Grace.
Aaron pokręcił głową. „Nie. Nie, musi być inne wytłumaczenie”.
„Nie ma” – powiedziała Grace, a w jej głosie słychać było tyle wściekłości, że mnie to zaskoczyło.
Odwrócił się do niej. „Nie wiesz tego”.
„Ostatnia aktywność, Aaron! Kto inny mógł korzystać z tego konta? I dlaczego w tym pudełku były tylko nasze dokumenty, a nie ich?”
„Mówiłam ci, że żyją!”
Aaron spojrzał na mnie wtedy, już nie ze złością. Zdesperowany. „Ale skoro uciekli, to dlaczego nas nie zabrali? Wszystko było przygotowane”.
„Coś się zmieniło?” Mia wyszeptała.
„Jakby zdali sobie sprawę, że zniknięcie z siedmiorgiem dzieci będzie zbyt trudne” – mruknął Jonah.
Twarz Grace stwardniała. „Więc nas zostawili”.
Odchrząknąłem. Byłem wściekły i bardziej zszokowany niż kiedykolwiek wcześniej, ale jedno wiedziałem na pewno.
„Skoro oni jeszcze żyją, myślę, że powinniśmy ich zapytać, co się stało” – powiedziałem.
„Jak?” – zapytał Aaron.
„Zmusimy ich, żeby przyszli do nas” – odpowiedziałem.