W następną sobotę schowałem w torbie długopis z nagrywaniem i minikamerę w podrobionej ładowarce. Kiedy dotarłem do domu teściów, zobaczyłem przy drzwiach dwie pary męskich butów.
„Mamy dziś gości” – powiedziała Doña Leticia, nie patrząc mi w oczy.
Don Ernesto przedstawił mnie dwóm mężczyznom: Rogelio i Víctorowi. Drugi zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów w sposób, który sprawił, że zapragnąłem uciec.
Podczas posiłku Don Ernesto uniósł kieliszek.
„Za rodzinę. I za umowy, które przynoszą korzyści wszystkim”.
Udawałem, że piję. Udawałem, że kręci mi się w głowie. Udawałem, że upadam.
Mauricio zaprowadził mnie do naszego zwykłego pokoju. Tym razem, kiedy zamknął drzwi, wyraźnie usłyszałem kliknięcie zamka z zewnątrz.
Potem kroki.
Głos Víctora załamał się w cichym śmiechu:
„Nabrała się?”
A Don Ernesto odpowiedział:
„Dziś tak łatwo się nie obudzi”.
Nie mogłem uwierzyć w to, co miało się wydarzyć…
CZĘŚĆ 2
Drzwi powoli się otworzyły.
Stałem nieruchomo, z zamkniętymi oczami i zaciśniętymi dłońmi pod prześcieradłem. Rozpoznałem zapach wody kolońskiej Mauricio, zapach cygara Dona Ernesto i ciężki oddech Víctora.
„Wyłączyłeś jej komórkę?” – zapytał mój teść.
„Tak” – odpowiedział Mauricio. „Ma ją w torbie”.
Víctor zadrwił.
„Twoja żona jest mądrzejsza od innych”.
Poczułem, jak coś we mnie pęka.
Inni?
Don Ernesto odezwał się z irytacją.
„Nie trać czasu. Musisz podpisać dokumenty Choluli przed poniedziałkiem. Twój ojciec nie sprzeda, skoro ona wciąż sieje wątpliwości”.
Wtedy zrozumiałem.
Miesiące wcześniej moi rodzice odziedziczyli dwie działki w pobliżu San Andrés w Choluli. Don Ernesto próbował je kupić za śmiesznie niską cenę, ale odmówiłem. Powiedziałem rodzicom, żeby niczego nie podpisywali bez sprawdzenia aktów własności, wycen i pozwoleń. Od tamtej pory mój teść zaczął traktować mnie z fałszywą uprzejmością, jakbym był przeszkodą.
Przeszkoda, którą trzeba było pokonać.
Czyjaś ręka sięgnęła mojej szyi. Otworzyłem oczy i kopnąłem z całej siły.
Víctor upadł na krzesło.
„Cholera! Nie spałem!”
Rzuciłem się do drzwi, ale Mauricio złapał mnie za ramię.
„Daniela, uspokój się.”
„Nie dotykaj mnie!”
Don Ernesto zbladł jak ściana. W drzwiach pojawiła się Doña Leticia.
„Hej” – powiedziałam, drżąc.
„Mamo” – powiedziałam – „wiedziałaś?”
Spuściła wzrok.
To spojrzenie było gorsze niż jakiekolwiek wyznanie.
Don Ernesto odzyskał panowanie nad sobą w ciągu kilku sekund.
„Słuchaj, Danielo, nie rób sceny. Nikt ci tu nic nie zrobił. Potrzebujemy tylko twojego podpisu”.
„Mój podpis? Czy dlatego mnie odurzyli?”
„Nie dramatyzuj. Chcieliśmy ci wypłacić odszkodowanie. Dwa miliony i możesz o tym zapomnieć”.
Spojrzałam na Mauricio.
„Chciałeś też kupić moje milczenie?”
Nie odpowiedział.
Don Ernesto zrobił krok w moją stronę.
„Jeśli to wyjdzie na jaw, zniszczysz męża, rodzinę i siebie. Nikt nie uwierzy histerycznej kobiecie oskarżającej szanowanego urzędnika”.
W tym momencie z salonu dobiegł cichy sygnał.
Mój aparat się połączył.
Don Ernesto to usłyszał. Wybiegł i wrócił z podróbką ładowarki w ręku. Roztrzaskał ją o ziemię.
„Co nagrałeś?”
Nie odpowiedziałem.
Mój telefon komórkowy, schowany w torbie, zawibrował, zanim całkowicie się wyłączył. Moja najlepsza przyjaciółka, Karla, odebrała zaprogramowany przeze mnie sygnał: jeśli nie odbiorę w ciągu 10 minut, wyśle moją lokalizację i transmisję na żywo.
Don Ernesto złapał mnie za nadgarstek.
„Gdzie jest kopia?”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, rozległo się głośne pukanie do drzwi wejściowych.
„Prokuratura! Otwierać drzwi!”
Wszystko zamarło.
Víctor próbował wybiec na patio. Mauricio zamarł. Doña Leticia zaczęła płakać.
Don Ernesto otworzył drzwi, udając oburzenie.
„To dom rodzinny. Nie można tak po prostu wtargnąć”.
Funkcjonariusz pokazał nakaz.
—Ernesto Salazar jest podejrzany o groźby, wymuszenia i używanie substancji psychoaktywnych w celu obezwładnienia potencjalnych ofiar.
Ledwo mogłem oddychać.
Policja przeszukała dom. W gabinecie na drugim piętrze znaleźli laptopa, kilka pendrive’ów i teczki z aktami własności. Funkcjonariusz zapytał, czy mogę im towarzyszyć, żeby złożyć zeznania.
Kiedy przechodziłem obok Mauricio, wyszeptał:
—Dany, proszę, nie niszcz wszystkiego.
Zatrzymałem się.