Tej nocy, kiedy Sophie zasnęła, zaczęłam sprawdzać koszty podróży.
„Przestań się martwić o pieniądze”.
Tata usiadł obok mnie. „Pomogę ci to opłacić. Nawet jeśli to tylko na kilka dni, zabierz ją nad ocean”.
Łzy napłynęły mi do oczu.
Zaczęłam sprawdzać koszty podróży.
„Tato, nie mogę…”
„Możesz. Zasłużyła na to wspomnienie” – powiedział cicho. „Obiecaj mi, że pojedziesz”.
„Obiecuję”.
Uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu.
Gdybym tylko wtedy wiedziała, dlaczego tata tak chętnie zaoferował się opłacić wyjazd.
***
Telefon zadzwonił kilka dni później.
„Zasłużyła na to wspomnienie” –
Siedziałam przy łóżku Sophie.
Kiedy odebrałam, w słuchawce rozległ się głos sąsiada taty.
„Kochanie, musisz usiąść. Twój ojciec zasłabł w ogrodzie”.
Zdrętwiało mnie całe ciało.
„Czy on… proszę, powiedz mi, że nic mu nie jest”.
„Ratownicy próbowali. Próbowali wszystkiego. Bardzo mi przykro”.
„Czy on… proszę, powiedz mi, że nic mu nie jest”.
Nie pamiętam, kiedy się rozłączyłam.
Sophie nachyliła się i poklepała mnie po ramieniu.
„Mamo, dlaczego płaczesz?”
Spojrzałam na nią i zobaczyłam tatę czytającego jej Vaianę.
Widziałam, jak razem oglądają filmy o oceanie na YouTube.
A teraz musiałam jej powiedzieć, że odszedł.
Spojrzałam na nią i zobaczyłam tatę.
Sophie na początku nie płakała.
Siedziała tam, mocno trzymając króliczka.
Potem wzięła mnie za rękę.
„W porządku, mamusiu. Dziadek poszedł do nieba. Ja też pójdę do nieba i powiem mu, jak bardzo go kochamy, kiedy go znowu zobaczę”.
Zmusiłam się do uśmiechu.
Potem…
Wyszłam na korytarz i złamałam się.
„W porządku, mamusiu”.
***
Tej nocy wróciłam do domu i usiadłam w ciemności przy kuchennym stole.
Wpatrywałam się w kopertę, którą tata wcisnął mi w dłonie kilka dni wcześniej.
W środku były pieniądze, które oszczędzał miesiącami, a może i latami.
Do koperty przyczepiona była żółta karteczka samoprzylepna, napisana jego drżącym pismem.
Za ocean. Nie kłóć się ze mną.
„Dotrzymam obietnicy” – wyszeptałam do nocy. „Za was oboje”.
Za ocean. Nie kłóć się ze mną.
Następnego ranka zadzwoniłam do lekarza.
Zapytałam, czy mogliby pozwolić Sophie wyjechać na kilka dni.
„Na tym etapie leczenia…” – zapytał delikatnie lekarz.
„Proszę” – przerwałam mu. „Mój ojciec właśnie zmarł. Zapłacił za tę podróż, żeby Sophie mogła zobaczyć morze. Tylko tego chce, zanim… Musimy jechać”.
Na linii zapadła długa cisza.
Następnego ranka zadzwoniłam do lekarza.
„Rozumiem. Zgodzę ją na lot. Ale proszę, trzymaj jej leki blisko siebie i odpoczywaj, ile się da”.
Rozłączyłam się i pozwoliłam sobie na płacz.
Potem dokończyłam planowanie pogrzebu taty.
***
Dwa dni po pogrzebie ojca, wsiedliśmy z Sophie do samolotu.
Sophie przycisnęła nos do okna i jęczała za każdym razem, gdy rozstępowały się chmury.
Sophie i ja wsiedliśmy do samolotu.
Wpatrywałam się w nicość.
Miałam serce rozdarte i z całych sił starałam się trzymać dla Sophie.
Była teraz wszystkim, co mi pozostało.
Nie chciałam zepsuć jej wyjazdu nad morze swoim żalem.
***
Wylądowaliśmy w południe.
Słone powietrze uderzyło w nas w chwili otwarcia drzwi.
Nie chciałam psuć jej podróży nad ocean swoim żalem.
Sophie pisnęła i pociągnęła mnie za rękaw.
„Mamo, czuję to! Czuję ocean! Dziadek miał rację!”
„Wiem, kochanie. Wiem.”
Podróż taksówką do hotelu to była rozmazana plama palm i błękitnego nieba.