Nie martwię się.
Nie martwię się.
Po prostu irytuję.
Skinęłam głową.
„Dobrze”.
Kilka minut później drzwi wejściowe zatrzasnęły się za nim z hukiem.
Czekałam.
Trzydzieści sekund.
Minuta.
Dwie.
Po czym pobiegłam do łazienki na dole i zamknęłam za sobą drzwi.
Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że ledwo mogłam rozłożyć kartkę.
Było na niej napisane tylko jedno zdanie.
Jedno zdanie, które natychmiast roztrzaskało wszystko, co myślałam, że wiem.
Nie zostawiaj córki samej z tym mężczyzną. Zadzwoń na policję, zanim się dowie, że wiesz.
Wpatrywałam się w te słowa.
Jeszcze raz.
I jeszcze raz.
I jeszcze raz.
Mój oddech stał się płytki.
Pomieszczenie nagle wydało mi się za małe.
Za gorąco.
Za jasno.
Licencjonowany profesjonalista zaryzykował wszystko, żeby mi to ostrzeżenie przekazać.
Nie sugestia.
Nie powód do obaw.
Ostrzeżenie.
I nie byle jakie ostrzeżenie.
Ostrzeżenie, które wyraźnie nakazywało mi natychmiastowy kontakt z policją.
Profesjonaliści nie robią tego lekkomyślnie.
Nigdy.
Co oznaczało, że dr Bennett uważał, że coś jest poważnie nie tak.
Przerażająco nie tak.
Nagle wspomnienia zaczęły mnie atakować naraz.
Sophie odmawiająca nocowania u znajomych.
Sophie uparcie zamykająca drzwi do sypialni każdej nocy.
Sophie pytająca, czy kamery monitoringu w naszym domu w ogóle działają.
Sophie płacząca po tym, jak została sama z Michaelem.
Chwile, które tłumaczyłam.
Chwile, które bagatelizowałam.
Chwile, które desperacko chciałam wierzyć, że są normalne.
Teraz wyglądały zupełnie inaczej.