„Przełknęła ślinę. „Po prostu wykonywałam rozkazy pana Hale’a”.
„Wiem”.
Chloe po raz pierwszy wyglądała na szczerze zdezorientowaną.
Victor lekko odwrócił się w stronę kobiety z izby przyjęć. „Proszę bardzo”.
Skinął głową, a potem odsunął się, rozmawiając już przez telefon.
Wzrok Chloe błądził między nimi. „Co mam zrobić?”
Viktor nie odpowiedział.
Spojrzał na mnie.
„Chcesz zabrać Sophię do domu?”
Spojrzałam na córkę. Jej drobna twarz była blada, ale szczęka zaciśnięta w ten uparty sposób, który odziedziczyła po mojej rodzinie.
„Nie” – powiedziałam cicho. „Jeszcze nie”.
Viktor przyjrzał jej się uważnie, a potem skinął głową.
„W takim razie pójdziemy na górę”.
Strażnik natychmiast podszedł do panelu windy i użył swojej przepustki.
Chloe ponownie zrobiła krok naprzód, ale tym razem nie było w niej śladu samozadowolenia.
„Nie można po prostu wejść na imprezę firmową”.
Victor spojrzał na nią, jakby mówiła z oddali.
„Pani Avery” – powiedział – „od jutra o ósmej rano nie będzie pani już zatrudniona w Hale Meridian Group. Do północy przejrzymy wszystkie podpisane umowy o zachowaniu poufności. Do poniedziałku będzie pani potrzebowała oddzielnej porady prawnej od Dominica Hale’a. Sugeruję, żeby poszukała pani bardzo kompetentnego specjalisty”.
Otworzył usta ze zdumienia.
Z wyjścia nie dobiegł żaden dźwięk.
Drzwi windy się otworzyły.
Victor gestem wskazał mi, żebym weszła pierwsza.
Wsiadłam z Sophią.
Chloe nie poszła za nim.
Ale gdy drzwi się zamknęły, zobaczyłam, jak drżącą ręką sięga po telefon.
Ostrzegł ją.
Dobrze.
Daj Dominicowi trzydzieści sekund na przygotowanie się do końca jego pożyczonego życia.
Winda pojechała cicho.
Sophia pochyliła się ku mnie.
„Mamo” – wyszeptała – „czy tata ma kłopoty?”
Ścisnęło mnie w gardle.
„Tak” – powiedziałam.
„Bo skłamał?”
Na chwilę zamknęłam oczy.
„Tak, kochanie”.
Spojrzała na naszyjnik. „Czy mimo wszystko powinnam mu to dać?”
Sugerowane wiadomości
Ręka Victora leżała spleciona wzdłuż jego boku.
Uklękłam przed nim w windzie.
„To twoja decyzja”.
Lekko zmarszczył brwi.
„Zrobiłem to dla taty”.
„Wiem”.
„Ale jeśli nas nie chce…”
Winda zapiszczała.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, drzwi się otworzyły.
Rozbrzmiała muzyka.
Kwartet smyczkowy grał przy wejściu do sali balowej, elegancki i błyskotliwy, nieświadomy tego, że czyjeś życie rozrywa się na dwoje za drzwiami.
Prywatna sala przeobraziła się w świat złotego światła i białych róż. Kelnerzy krążyli z tacami szampana. Menedżerowie śmiali się pod kryształowymi żyrandolami. Przy wejściu wisiał duży baner z napisem:
GRUPA HALE MERIDIAN
KOLACJA DLA PRZYSZŁYCH KIEROWNIKÓW
Na drugim końcu sali balowej Dominic stał na podwyższeniu, obejmując ramieniem kobietę w srebrnej sukni.
Liana Calder.
Rozpoznałam ją ze zdjęć w magazynach biznesowych. Jej ojciec był właścicielem Calder Whitmore Holdings, firmy inwestycyjnej dla starych ludzi, słynącej z przekształcania firm w trudnej sytuacji w posłusznych zarządców.
Była przystojna, z taką dbałością, jaką daje bogactwo. Ciemne włosy. Diamentowe kolczyki. Uśmiech na tyle wyćwiczony, że skrywał jej głód.
Obok niej stał chłopiec w wieku około czterech lat.
Dominic miał brązowe włosy.
Dominic miał dołeczki w twarzy.
Dłoń Dominica dumnie spoczywała na jego ramieniu.
Żołądek mi się przewrócił.
Sophie je zobaczyła.
Jej dłoń zwiotczała w mojej.
Papierowy naszyjnik wyślizgnął się jej z palców i bezszelestnie upadł na dywan.
Na początku nikt nas nie zauważył.
Dominic odezwał się do mikrofonu.
„…i mogę z absolutną pewnością powiedzieć, że kolejny rozdział Hale Meridian będzie silniejszy niż cokolwiek, co kiedykolwiek zbudowaliśmy. Ze wsparciem Caldera Whitmore’a, z Lianą u boku i moim synem…”
Zatrzymał się.
Jego wzrok spotkał się z moim.
Mikrofon wychwycił nagłą przerwę w jego oddechu.
W sali rozległa się fala.
Ludzie się odwrócili.
Liana najpierw wyglądała na zirytowaną, potem zaciekawioną, a potem zupełnie nieruchomą.
Twarz Dominica zbladła tak bardzo, że przez chwilę myślałam, że zemdleje.
„Vivienne” – powiedział.
Moje imię rozległo się echem w głośnikach.
Sophia schowała się za moim płaszczem.
Dominic ją zobaczył.
Wyraz paniki przemknął mu przez twarz.
Za szybko odłożył mikrofon. Dźwięk rozbrzmiał echem. Kilku gości drgnęło.
„Viv” – powtórzył, schodząc z podium. – „Co ty tu robisz?”
Prawie podziwiałam to pytanie.
Jakbym przypadkiem trafiła do niewłaściwej restauracji.
Jakbym właśnie nie odkryła, że mój mąż przedstawia inną kobietę i dziecko jako przyszłość sali pełnej inwestorów.
„Przyszłam zrobić ci niespodziankę” – powiedziałam.
W sali balowej panowała taka cisza, że nie było słychać mojego głosu.
Dominic rozglądał się, licząc. Zawsze liczył. Podszedł do mnie, lekko unosząc rękę i z wyrazem twarzy pełnym emocji.
„Posłuchaj mnie” – mruknął. „To nie to, na co wygląda”.
Victor cicho oddychał obok mnie.
Może byłoby to śmieszne, gdyby mój brat był osobą, która śmieje się na pogrzebach.
Liana zeszła z podium.
„Co się dzieje?” – zapytała.
Dominic nagle się odwrócił. „Liana, proszę…”
„Nie”. Wpatrywał się we mnie. „Kim ona jest?”
Odpowiedziałam, zanim Dominic zdążył.
„Jestem jego żoną”.
W sali wybuchła eksplozja.
Na początku niezbyt głośno. Tylko westchnienia, szepty, szelest ciał oddalających się od skandalu, jakby był zaraźliwy.
Twarz Liany stwardniała. „To niemożliwe”.
„Chciałabym, żeby tak było”.
Dominic sięgnął po moje ramię.
Victor złapał ją za nadgarstek.
To stało się tak szybko, że nikt nie zauważył ruchu, dopóki Dominic nie zamarł, lekko skulony pod naciskiem.
„Nie dotykaj mojej siostry!” powiedział Victor.
Dominic wpatrywał się w niego.
Uświadomienie przyszło powoli.
A potem przerażenie.
„Victor” – wyszeptał.
Liana spojrzała na nich. „Znasz go?”
Dominic przełknął ślinę. „To… brat Vivienne”.
Mężczyzna nagle wstał przy stole. Ojciec Liany, Graham Calder. Srebrnowłosy, barczysty, wściekły.
„Sterling?” zapytał. „Vivienne Sterling?”
Nazwisko rozeszło się po sali balowej szybciej, niż zaczęły się szepty.
Sterling.
Bankowość.
Senat.
Nieruchomości.
Kapitał.
Władza.
Twarze się zmieniły. Ludzie, którzy wyprosili mnie w windzie, patrzyli teraz na mnie, jakby na mojej głowie pojawiła się korona.
Nienawidziłam tego.
Nienawidziłam tego, że imię, które ukrywałam, mogło budzić szacunek, jakiego nigdy nie otrzymała moja obrączka.
Vivienne puścił nadgarstek Dominica.