Bo są chwile, kiedy powściągliwość nie byłaby mądrością.
Tylko strach w przebraniu.
Pocałunek nie był magiczny.
To było coś lepszego.
Był w nim wspomnienie.
Ból.
Czułość.
Wiedza.
Wiedza o ranach, które już zadano.
Stracone lata.
O tym, kim już nie byli.
Kiedy się rozstali, Claire oparła czoło o jego pierś i zaśmiała się z trudem.
„To bardzo zły pomysł”.
Adrien delikatnie przesunął dłonią po jej policzek.
„Mam już trochę dość dobrych pomysłów”.
Miłość, za drugim razem, powróciła inaczej.
Mniej jak fajerwerki.
Bardziej jak ogień odbudowany po burzy, uważnie obserwowany, starannie pielęgnowany, bo oboje wiedzieli, co może zdziałać zaniedbanie.
Rozmawiali o tym, co powinni byli zrobić lata wcześniej.
O dumie.
O strachu.
O ambicji, która bez granic kończy się porzuceniem.
O czułości, która bez granic może przerodzić się w utratę siebie.
Nie otrząsnęli się w ciągu jednej zimy.
Ale przestali udawać, że nie angażują się w niezbędne prace.