Serce mi stanęło. Wpatrywałam się w niego.
Uśmiechnął się cierpliwie.
Mogłam skłamać.
Zamiast tego wyszeptałam: „Taylor”.
Walter skinął głową.
„Tak myślałem”.
Mogłem skłamać.
„Wiedziałeś?”
„Od pierwszego dnia” – wyznał Walter.
Było mi niedobrze.
„Przepraszam, że cię okłamałem”.
„Ale jesteś też jedyną osobą, która odwiedzała mnie co tydzień, bo chciałaś”.
Mrugnąłem.
„Chciałeś?”
Walter zachichotał.
„Myślisz, że nie wiem, kiedy komuś na mnie zależy?”
Zasłona oszustwa w końcu opadła i przez kolejną godzinę rozmawialiśmy szczerze.
„Przepraszam, że cię okłamałem”.
Opowiedziałem mu o moim bracie, mamie, studiach i rachunkach ze szpitala.
Spodziewałem się osądu; Walter zamiast tego słuchał.
Kiedy skończyłem, uścisnął moją dłoń.
„Dużo dźwigasz jak na swój wiek”.
„Ty też”.
Zaśmiał się cicho i po tym dniu coś się między nami zmieniło.
Przestałam udawać, a on przestał nazywać mnie „Vanessą”, gdy byliśmy sami.
Żadne z nas nie wspomniało o tym Margaret.
Spodziewałam się osądu.
***
Następne miesiące stały się jednymi z najlepszych w moim życiu.
Walter nigdy nie zachowywał się jak mój pracodawca; stał się dla mnie kimś więcej niż rodziną.
Czasami siedzieliśmy w ogrodzie, a on opowiadał historie. Innym razem graliśmy w karty zapisane brajlem, a ja nie mogłam wygrać, bo jakimś cudem pamiętał każdy ruch.
Podczas jednej wizyty przedstawił mnie panu Hollisowi. Pan Hollis był prawnikiem Waltera i często wpadał, gdy Margaret nie było w pobliżu.
Przyjaźnili się od dziesięcioleci.
Stał się dla mnie kimś więcej niż rodziną.
„Hollis sprząta po mnie bałagan od 1978 roku” – uśmiechnął się Walter. „I będzie to robił, dopóki któreś z nas nie umrze”.
Pan Hollis się roześmiał.
Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważna stanie się później ta przyjaźń.
***
Mniej więcej w tym samym czasie pytania Margaret stały się bardziej agresywne.
„Czy tata wspominał o funduszu powierniczym?”
„O domu?”
Moją odpowiedzią zawsze było „Nie”.
Westchnęła.
Pytania Margaret stały się bardziej agresywne.
„O czym on gada cały dzień?” zapytała Margaret.
„O swojej żonie”.
Przewróciła oczami.
To bardzo mnie martwiło.
***
W następną niedzielę Richard dołączył do nas na lunch.
Po raz pierwszy widziałam, jak po posiłku zagania Waltera do kąta.
„Powinieneś pomyśleć o uproszczeniu majątku” – powiedział Richard.
Walter się uśmiechnął.
„Jeszcze nie umarłem”.
Richard wymusił śmiech, ale dostrzegłam spojrzenie, jakie wymienił z Margaret.
To bardzo mnie martwiło.
***
Kilka tygodni później Walter trafił do szpitala w środę.
Margaret do mnie nie zadzwoniła. Dowiedziałem się od pana Hollisa i natychmiast tam pojechałem.
***