„Przepraszam, jeśli ta karta nie działa, proszę zapłacić inną lub gotówką. Rodząca kobieta musi zostać pilnie przyjęta na oddział.”
Twarz Aleksandra, zgarbiona, poczerwieniała ze wstydu i gniewu. Odwrócił się do matki i wyszeptał:
„Mamo, masz jakieś pieniądze?”
Oczy Teresy rozszerzyły się ze zdziwienia.
„Z własnych pieniędzy? Jak mam zapłacić za tę absurdalnie drogą klinikę? Myślisz, że to rynek? Mam tylko kilka milionów euro na koncie oszczędnościowym”.
W końcu, po długiej kłótni, Teresa, zaciskając zęby, wypłaciła kaucję i wpłaciła część zaliczki. Musieli zapomnieć o apartamencie prezydenckim i specjalnym traktowaniu. Musieli zadowolić się wspólnym pokojem.
To był pierwszy cios. Nie fizyczny, ale upokarzający do głębi.
O tej samej godzinie, tysiące mil od ich chaosu i upokorzenia, siedziałem w fotelu pierwszej klasy Airbusa A380. Cicha przestrzeń, wygodny skórzany fotel, który można było rozłożyć do spania. Stewardesa właśnie przyniosła kieliszek drogiego szampana.
Delikatne bąbelki unosiły się z dna, migocząc w delikatnym świetle. Delikatnie zakręciłam szkłem, patrząc przez okno. Pode mną, niczym wata, rozpościerały się bezkresne białe chmury, przesłaniając hałaśliwe miasto i bolesne wspomnienia, które właśnie zostawiłam za sobą.
Zamiast euforii poczułam spokój niczym tafla jeziora jesienią. Zablokowanie karty było tylko pierwszym krokiem, koniecznością, by zerwać ostatnie łańcuchy. Nie przyniosło mi to żadnej radości, jedynie lodowatą jasność. Nie byłam już wczorajszą Sofią.
Zamknęłam oczy. Wspomnienia ostatnich siedmiu lat przelatywały mi przed oczami w zwolnionym tempie. Pierwszy rok małżeństwa. Podczas rodzinnego obiadu moja teściowa chwaliła Julię na moich oczach.
„Nasza Juli jest taka urocza. Nie ma wielkiego wykształcenia, ale za to jak traktuje starszych! Z takim szacunkiem! Każde jej słowo jest jak miód.”
A potem, patrząc na mnie, dodała z lekkim uśmiechem:
„Nie tak jak ci dzisiaj, którzy spędzają całe dnie nad książkami i nawet nie wiedzą, jak złożyć dwa słowa w całość”.
W tym momencie Alejandro uśmiechnął się tylko niepewnie, a ja poczułem ukłucie w piersi. Przypisałem to jego szczerości. Pamiętam noc, którą spędziłem trzy dni bez snu, przygotowując raport analityczny dla dużego projektu nieruchomościowego. Dzięki temu raportowi firma założona z moich pieniędzy i zarejestrowana na nazwisko Alejandro, podpisała kontrakt wart wiele miliardów euro.
Na bankiecie wydanym z okazji sukcesu Alejandro, stojąc przed partnerami, z dumą oświadczył:
„Ten sukces jest efektem moich nieprzespanych nocy i skrupulatnych badań”.
Siedziałem w tym samym pokoju, ale ani razu nie wspomniał mojego imienia. Uśmiechnąłem się tylko i pogratulowałem mu. W tym momencie poczułem gorycz, ale pocieszyłem się myślą, że jego sukces jest również moim sukcesem.
A trzy miesiące temu, w tym pamiętnym dniu, kiedy wszystkie moje podejrzenia stały się pewne, Alejandro powiedział, że wyjechał w podróż służbową do Barcelony, ale wyciąg z karty kredytowej, który otrzymałem e-mailem, wskazywał na płatność w luksusowym sklepie jubilerskim w centrum Madrytu.
Zadzwoniłem do niej, rzekomo żeby sprawdzić, co u niej. Radosnym głosem odpowiedziała, że jest na spotkaniu w Barcelonie i połączenie jest kiepskie. To bezczelne kłamstwo wyrwało mnie ze snu. Zatrudniłem prywatnego detektywa, a prawda okazała się o wiele okrutniejsza, niż mogłem sobie wyobrazić.
Julia, szpital, jej rosnący brzuch. Nie byłam królową swojego zamku, byłam tylko marionetką w jej przedstawieniu.
Otworzyłem oczy i wziąłem łyk szampana. Gorzki posmak pozostał na języku. Zablokowana karta to dopiero początek. Teraz zaczyna się mój spektakl. Alejandro Vargas i cała twoja rodzina, tak bardzo przyzwyczailiście się do życia zbudowanego za moje pieniądze, do tego fałszywego luksusu. Teraz powoli, ale pewnie wszystko odzyskam.
Zmuszę was do konfrontacji z waszym prawdziwym ja, bez pieniędzy i statusu. I jestem bardzo ciekaw, co zostanie z waszej chwalebnej rodziny, kiedy nie będziecie mieli nic.
Warkot silników samolotu był kojący. Po raz pierwszy od wielu miesięcy poczułam prawdziwy spokój. Ten lot nie tylko zabrał mnie do nowego kraju; pozwolił mi wrócić do siebie. Do prawdziwej Sofii Garcíi.
Wracając do dusznej atmosfery szpitala, Teresa, ledwo zdoławszy wpłacić depozyt swoimi oszczędnościami, opadła na ławkę na korytarzu. Jej twarz była blada. Początkowe podekscytowanie zniknęło, zastąpione gniewem i niepokojem.
Przeklinał bez przerwy.
„Niewdzięczny wąż, którego hodowałem w moim łonie przez 7 lat. Zdradził mnie przy pierwszej okazji”.
Alejandro, oparty o ścianę w kącie, wciąż wydawał się oszołomiony. Nie mógł pojąć, dlaczego Sofia zachowała się tak okrutnie i zdecydowanie. Zawsze była taka delikatna, tak wyrozumiała. Czy ona wiedziała wszystko? Dreszcz przebiegł mu po plecach na samą myśl, ale natychmiast ją odrzucił.
To niemożliwe. Wszystko idealnie ukryłam. To tylko chwilowy napad zazdrości.
Wrócił do telefonu i zaczął wysyłać mi wściekłe wiadomości.
„Sofio, gdzie jesteś? Co robisz? Czy zdajesz sobie sprawę, co zrobiłaś? Zadzwoń do mnie natychmiast.”
Ale w odpowiedzi zapadła tylko cisza. Każda z jej wiadomości ginęła w mrocznej pustce. Fundamenty luksusowego świata, który uważała za oczywisty, zaczęły pękać. Czuła nadciągającą burzę, ale nie wiedziała, gdzie ani jak uderzy.
Wiedział tylko jedno: jego żona, którą zawsze pogardzał, stała się dla niego przerażającą zagadką.
Czerwone światło nad drzwiami sali operacyjnej, niczym gigantyczne oko, oświetlało zaniepokojone twarze Alejandro i Teresy. Skrzypienie noszy, pospieszne głosy lekarzy i pielęgniarek, silny zapach środka dezynfekującego – wszystko to tworzyło przytłaczającą atmosferę.
Alejandro drżącą ręką podpisał zgodę na operację. Jego pewny podpis zniknął. Teresa, ze złożonymi dłońmi, szepnęła coś, ale nie było jasne, czy modliła się o szczęśliwy poród Julii, czy o narodziny jej pierwszego wnuka.
Czas ciągnął się boleśnie wolno. Każda minuta wydawała się wiecznością. Alejandro krążył tam i z powrotem po korytarzu. Jego niepokój o nienarodzone dziecko mieszał się z myślami o mnie.
Gdzie jest ta kobieta? Czemu zachowuje się tak okrutnie? Czy dowiedziała się wszystkiego? Nie, to niemożliwe. Próbowała się uspokoić. Moja gra była bezbłędna. To tylko kobieca zazdrość. Kiedy to wszystko się skończy, znajdę ją i zażądam wyjaśnień.
Tak, kiedy urodzi się mój syn, będę miał asa w rękawie. Będę mógł zażądać podziału majątku, a nawet szantażować ją opieką, a wtedy wróci na kolanach.
Ta myśl na moment przywróciła mu pewność siebie. Usiadł obok matki i poklepał ją po dłoni.
„Mamo, nie martw się, wszystko będzie dobrze. Mój syn urodzi się zdrowy”.
Minęła ponad godzina, zanim otworzyły się drzwi sali operacyjnej. Wyszedł lekarz o miłej, ale zmęczonej twarzy.
„Operacja zakończyła się sukcesem. Matka i dziecko są bezpieczni”.
Alejandro i Teresa odetchnęli z ulgą i pobiegli do niego.
„Czy to chłopiec, panie doktorze?” – zapytała Teresa głosem pełnym nadziei.
„Tak, zdrowy chłopiec, 3 kg” – zgodził się lekarz, ale jego uśmiech był nieco wymuszony. „Możesz wejść i zobaczyć je na chwilę”.
Szybko założyli koszule i maski i weszli na salę pooperacyjną. Julia leżała w łóżku z bladą twarzą, ale kiedy zobaczyła Alejandra, jej oczy rozbłysły.
„Alejandro, nasz maluszek. Och, jak ciężko było.”
Alejandro wziął ją za rękę. Po raz pierwszy ogarnęło go poczucie ojcostwa. Pielęgniarka przyniosła mu dziecko owinięte w niebieski kocyk.
“Gratulacje.”
Teresa pospiesznie wzięła wnuka w ramiona.
„Och, mój mały wnuczku, Boże, jaki przystojny. Alejandro, spójrz, jego nosek jest identyczny jak twój, a usta też.”
Był tak szczęśliwy, że nie wiedział, gdzie się schować. Alejandro również wpatrywał się w drobną buzię syna. Jego pierś unosiła się z dumy. To dziecko, jego syn, jego dziedzic, dowód jego sukcesu. Teraz miał wszystko. Byłą żonę, piękną kochankę. A teraz długo oczekiwanego syna. Co może być wspanialszego?
Radość jednak nie trwała długo. Podczas gdy rozkoszowali się swoim szczęściem, do pokoju wszedł ten sam lekarz w towarzystwie kilku pielęgniarek, gestem nakazał im ciszę i spojrzał prosto na Alejandra.
Zamiast gratulacyjnego uśmiechu na jego twarzy pojawił się dziwny, poważny wyraz.
„Alejandro, muszę z tobą porozmawiać.”
Jej niski, spokojny głos sprawił, że powietrze w pokoju zrobiło się ciężkie. Teresa wyczuła, że coś jest nie tak.
„Czy coś się stało, doktorze? Czy coś stało się mojemu wnukowi?”
„Proszę się uspokoić” – powiedział lekarz, nie spuszczając wzroku z Alejandro. „Alejandro, chodź ze mną na chwilę”.
Alejandro zawahał się, ale skinął głową. Podał dziecko matce i poszedł za lekarzem. Drzwi do pokoju były uchylone, więc Teresa i Julia słyszały ich rozmowę.
„Alejandro” – zaczął bardzo ostrożnie lekarz – „w badaniu krwi dziecka wykryto pewne nieprawidłowości”.
Serce Alejandra zabiło mocniej.
„Anomalie?”
„Dziecko ma grupę krwi 4, Rh minus. To rzadka grupa krwi, ale sama w sobie nie stanowi problemu. Problem polega na tym, że według twojej dokumentacji medycznej ty, Alejandro, masz grupę krwi 2, Rh plus, a twoja matka, Julia, również ma grupę krwi 2, Rh plus”.
Alejandro nie rozumiał, do czego ona zmierza.
„I co z tego? Rodzice i dzieci często mają różne grupy krwi” – powiedziała świadomie.
Lekarz pokręcił głową i spokojnie wyjaśnił:
„To nie do końca prawda. Zgodnie z prawami genetyki, jeśli oboje rodzice mają grupę krwi 2, dziecko może mieć grupę krwi 2 lub 1. Ale w tym przypadku oboje rodzice mają czynnik Rh dodatni, a dziecko Rh ujemny. Już samo to sprawia, że ojcostwo jest mało prawdopodobne, ale najbardziej decydującym czynnikiem jest to, że przeprowadziliśmy dodatkowy test genetyczny, a jego wyniki, zarówno z medycznego, jak i genetycznego punktu widzenia, wykluczają taką możliwość”.
Krótko mówiąc, lekarz zamilkł. Spojrzał Alejandrowi prosto w oczy, szeroko otwarte z przerażenia, i wygłosił konkluzję, która brzmiała jak wyrok śmierci.