Zapadła cisza.
Długa. Ciężka.
Niepokojąca.
„Od kiedy?” – zapytałem.
Wzrok Marcusa spotkał się ze mną.
„Zanim się poznaliśmy”.
Świat znów się zakołysał, tym razem ostrzej.
„Zanim…?” Pokręciłem głową. „To niemożliwe”.
„To.”
„Dlaczego ktokolwiek miałby…”
„Z powodu tego, co zostawił po sobie twój ojciec” – powiedział.
Ścisnęłam kartkę jeszcze mocniej.
„A co właściwie zostawił?” – zapytałam.
Wyraz twarzy Marcusa lekko stwardniał.
„Właśnie tego jeszcze nie udało nam się znaleźć.”
Zaczęło nabierać kształtów ciche, niebezpieczne uświadomienie.
„Przez cały ten czas” – powiedziałam powoli – „szukałeś czegoś. Czegoś związanego z moim ojcem.”
„Tak.”
„I myślałeś, że mogę wiedzieć, gdzie to jest.”
„Nie wiedziałem, co myśleć” – przyznał.
Szczerość w jego głosie zaskoczyła mnie.
„A teraz?” – zapytałam.
Jego spojrzenie złagodniało, tylko odrobinę.
„Teraz myślę, że byłeś w ciemności co najmniej tak samo jak ja.”
Przeszła mnie dziwna mieszanka emocji – złość, dezorientacja, coś głębszego, czego nie potrafiłam nazwać.
„A pieniądze?” zapytałam. „Spadek?”
„Zniknęły” – odparł.
„Zniknęły?”
„Przeniosły się. Ukryte. Próbowaliśmy je odnaleźć od miesięcy”.
Uczucie pustki ogarnęło mnie w piersi.
„Dlatego byłeś zdystansowany” – powiedziałam. „Dlatego przestałeś… wszystko”.
Mark nie odpowiedział.
Ale tym razem cisza wydawała się inna.
Nie pusta.
Ciężka.
„Myślałam, że już ci nie zależy” – powiedziałam cicho.
Jego oczy zamigotały, coś nieodgadnionego przemknęło przez nie.
„Nie”.
„Więc co?”
Wziął głęboki oddech, jakby starannie dobierając słowa.
„Próbowałem cię tylko odciągnąć od czegoś, czego nie do końca rozumiałem”.
Na moich ustach pojawił się lekki, gorzki uśmiech. „Postąpiłaś słusznie”.
„Eleno…”
„Zostawiłam papiery rozwodowe na górze” – przerwałam. „Wraz z testem ciążowym”.
Słowa zawisły między nami.
Spokój Marcusa po raz pierwszy został zachwiany.
Tylko odrobinę.
Jego oczy rozszerzyły się, najlżejszy ruch – ale to wystarczyło.
„Co?” – zapytał.
„Jestem w ciąży” – powtórzyłam, a mój głos stał się spokojniejszy.
Cisza.
Taka, która zmienia wszystko.
Marcus wpatrywał się we mnie, jakby próbował zrozumieć coś, co nie pasowało do uporządkowanego świata, który wokół siebie zbudował.
Potem jego wzrok na chwilę powędrował na papier w mojej dłoni.
„A ty odchodzisz” – powiedział.
„Tak”.
Bez mojej wiedzy.
Bez szansy.
Uświadomienie sobie tego wszystkiego powoli go przytłaczało.
„Eleno” – powiedział, ściszając głos – „dlaczego mi nie powiedziałaś?”
Spotykałam się z nim wzrokiem.
„Bo nie sądziłam, że to będzie miało znaczenie”.
Słowa były proste.
Szczere.
I uderzyły mocniej niż cokolwiek, co kiedykolwiek powiedziałam.
Marcus nie odpowiadał przez dłuższą chwilę.
Potem zrobił krok bliżej.
„Ma” – powiedział.
Spotykałam się z nim wzrokiem.
„Naprawdę?”
Coś znowu zmieniło się w jego wyrazie twarzy – coś głębszego, bardziej złożonego, czegoś, czego nie widziałam od dawna.
Zanim zdążył odpowiedzieć, przerwał mu głos Daniela.
„Proszę pana”.
Marcus nagle się odwrócił. „O co chodzi?”
Wyraz twarzy Daniela był napięty. „Mamy problem”.
„Jaki problem?”
Daniel zawahał się, po czym powiedział: „Ktoś przedarł się przez zewnętrzną bramę”.
Nagle pomieszczenie wypełnił prąd elektryczny.
Zachowanie Marcusa zmieniło się w jednej chwili – stał się skupiony, czujny i opanowany.
„Jak?” – zapytał.
„Mieli kody dostępu” – odpowiedział Daniel. „Kody, które były dostępne tylko dla personelu wewnętrznego”.
Przeszło mnie zimne uświadomienie.
Wewnętrzny.
Ktoś z wewnątrz.
Wzrok Marcusa przesunął się z powrotem na mnie, w jego oczach było coś ostrego i natarczywego.
„Eleno” – powiedział – „idź na górę. Natychmiast”.
„Co się dzieje?” – zapytałam.
„Nie ma czasu” – powiedział. „Po prostu…”
„Nigdzie nie pójdę, dopóki mi nie powiesz, co się dzieje”.
Frustracja przemknęła mu przez twarz.
Wtedy…
Głos dobiegł z wejścia.
Spokój.
Nieznany.
I zbyt spokojny jak na kogoś, kto nie powinien tam być.
„Panie Vale” – zawołał głos. „Chyba musimy porozmawiać”.
W trójkę odwróciliśmy się w stronę drzwi.
A gdy powoli się otworzyły, ukazując postać, która weszła z cichą pewnością siebie, w mojej głowie zagościła jedna, niepokojąca myśl.
Ktokolwiek wszedł wcześniej do tego domu…
Już wiedziałem dokładnie, kim jestem.
KONIEC CZĘŚCI 2 – POLUB, UDOSTĘPNIJ I SKOMENTUJ „CAŁY ARTYKUŁ”, JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ