Zawahał się.
„Złe sny”.
Oczy Vincenta na chwilę się zamknęły.
Spojrzałem na Lucasa.
„Jakie?”
Wyglądał na zdezorientowanego.
„Nie pamiętam”.
„W porządku”.
„Mam dziwne uczucie w klatce piersiowej”.
Oczy Vincenta się otworzyły.
„Co masz na myśli?”
Lucas dotknął środka swojej piżamy.
„Jakbym za szybko biegał”.
„Jak często?”
„Nie wiem”.
Vincent wstał.
Znów zbladł.
Wyjął telefon.
Tym razem go nie zatrzymywałem.
„Do kogo dzwonisz?” – zapytałem.
„Do innego lekarza”.
Dobrze.
Spojrzał na chłopców.
„I niezależna firma zajmująca się oceną oddziaływania na środowisko”.
Lepiej.
Dr Blake nie został poinformowany.
—
O północy rezydencja nie wyglądała już elegancko.
Widać było, że panuje w niej atmosfera niepokoju.
Chłopcy spali w pokojach na drugim końcu domu, a Vincent został na korytarzu przed ich starymi sypialniami.
Znalazłem go tam, siedzącego na ławce pod obrazem, który prawdopodobnie kosztował więcej niż dom mojego dzieciństwa.
Zdjął płaszcz.
Zniknął krawat.
Wyglądał mniej jak miliarder, a bardziej jak ojciec, który przegapił coś ważnego.
Usiadłem obok niego.
Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało.
W końcu powiedział: „Myślałem, że pieniądze oznaczają, że mogę wszystko naprawić”.
Spojrzałem w ciemny korytarz.
„Pieniądze naprawiają wiele rzeczy”.
„Nie o to chodzi”.
„Dał ci dostęp”.
„Do profesjonalistów, którzy się ze sobą nie zgadzają”.
„A teraz znajdźmy kogoś, kto od razu obejrzy dom”.
Potarł dłonią policzek.
„To brzmi jak coś, co ktoś mógłby powiedzieć, żeby bogaci poczuli się mniej winni”.
„Nie próbuję wywołać w tobie żadnych emocji”.
Zerknął na mnie.
„Zauważyłem”.
Uśmiechnąłem się lekko.
Odchylił się do tyłu.
„Kiedy Isabella zmarła, przestałem ufać własnemu osądowi”.
To mnie zaskoczyło.
„Dlaczego?”
Jego wzrok utkwiony był w podłodze.
„Bo pokłóciliśmy się poprzedniego wieczoru”.
Czekałem.
Kontynuował.
„Chciał, żebym odwołał wyjazd”.
„Naprawdę?”
„Nie”.
Słowo zapadło cicho.
„Powiedział, że coś jest nie tak w domu. Myślałem, że myśli o nas”.
„Co on naprawdę powiedział?”
Jego wyraz twarzy napiął się, gdy przeszukiwał wspomnienia.
„Powiedział, że nie czuje się tu już bezpiecznie”.
Przeszedł mnie dreszcz.
„A myślałaś, że myśli o ślubie”.
„Tak”.
„Właśnie to powiedział?”
„Nie”.
„Co dokładnie powiedział?”
Wziął głęboki oddech.
„Pamiętam, że byłem zły, bo nie chciał wyjaśnić, dlaczego coś tu jest. Powiedział, że nie wie”.
„Nie mogłeś?”
„Ciągle powtarzał, że najpierw potrzebuje dowodu”.
Odwróciłam się do niego.
„Dowodu na co?”
„Nie wiem”.
„Co się stało następnego dnia?”
„Wyjechałam przed wschodem słońca”.
„A Isabella?”
„Wjechał do miasta około południa”.
Jego głos stał się daleki.
„Ciężarówka przejechała przez pas zieleni w ulewnym deszczu”.
„Przepraszam”.
Skinął głową.
„Przez lata myślałem, że nasza ostatnia prawdziwa rozmowa to była kłótnia, której nie mogłeś dokończyć”.
Przypomniały mi się słowa pani Harper.
W sypialni coś się ruszało.
Dziwny zapach.
Ból głowy.
Dowody.
„Czy policja badała cokolwiek poza wypadkiem?”
„Nie było czego badać”.
„Jego samochód?”
„Czy został zniszczony?”
„Rzeczy osobiste?”
„Zwracam”.
„Telefon?”
Vincent spojrzał na mnie.
„A co z tym?”
„Czy nadal go masz?”
Zmarszczył brwi.
„Nie wiem”.
„Komputery?”
„Prawdopodobnie jest zarchiwizowany”.
„Mówiłeś, że potrzebujesz dowodu”.
„Tak”.
„Może jakieś znalazłeś”.
Wpatrywał się w korytarz, w stronę łazienek chłopców.
Po raz pierwszy odkąd go poznałam, Vincent Moretti wydawał się obawiać odpowiedzi.
—
Zespół ds. ochrony środowiska przybył krótko po szóstej rano następnego dnia.
Vincent zatrudnił ich za pośrednictwem prawnika, a nie swojej gospodyni.
Ten szczegół podpowiedział mi, że zaczyna myśleć inaczej.
Ich głównym inżynierem była dr Elena Park, która wcześniej badała problemy z jakością powietrza w pomieszczeniach w szkołach i szpitalach.
Zadawała dobre pytania.
To sprawiło, że od razu ją polubiłam.
Nie zaczął od zakładania odpowiedzi.
Pobrał próbki powietrza z sypialni chłopców, korytarza, korytarza dla personelu, skrzydła gościnnego i kilku innych, niezwiązanych z tym części domu.
Następnie zbadał sterowanie systemem wentylacji.
Coś przykuło jego uwagę.
„Panie Moretti?”
Vincent podszedł.
„Co?”
„Pani system jest wielostrefowy”.
„Wiem”.
„Ten jest odizolowany”.
Wskazał na schemat.
„Do łazienek chłopców?”
„Tak.”
„To normalne” – powiedział.
„Oddzielne strefy temperaturowe to norma.”
Przybliżył fragment schematu.
„To nie to.”
Przybliżyłem się.
Od głównego kanału odchodził kanał pomocniczy.
Był ciasny.
Łatwo się zgubić.
„Dokąd to prowadzi?” – zapytałem.
Dr Park pokręcił głową.
„Nie jest oznaczone.”
Vincent spojrzał w stronę wejścia.
„Możesz za tym podążyć?”
„Tak.”
Podążaliśmy za nim korytarzem obsługi.
Kolejka biegła za ścianą dla chłopców, a potem znikała za rzędem szafek w pobliżu magazynu.
Dr Park zdjął panel.
Za nim znajdował się mały metalowy zbiornik podłączony do instalacji wodno-kanalizacyjnej.
Ścisnął mi się żołądek.
„Co to jest?” – zapytał Vincent.
„Nadal nie mam pojęcia”.
Włożył rękawiczkę.
Przezroczysta rurka biegła od zbiornika do kanału wentylacyjnego.
W środku rurki znajdowały się nikłe ślady osadu.
Vincent wpatrywał się w nią.
„Czy to powinno tam być?”
„Nie”.
Reakcja dr. Parka była natychmiastowa.
„Nie jako część standardowego systemu HVAC”.
Pomyślałem o słodyczy powietrza.
„Czy mogłoby być zapachowe?”
„Może”.
„A może coś innego?”
„Może”.
Głos Vincenta
Było bardzo cicho.
„Nie zgaduj. Sprawdź to.”
„Zrobimy to.”
Za nami słychać było kroki.
Pani Harper weszła do korytarza.
Jeden rzut oka na zbiornik na wodę i już trzymała się ściany.
„Widziałem już taki.”
Vincent odwrócił się.
„Gdzie?”
Spojrzał na nią, na mnie.
„W pokoju Isabelli.”
Nikt nic nie powiedział.
„Kiedy?” zapytałem.
„Po pogrzebie.”
Twarz Vincenta się ściągnęła.
„Mówiłaś, że wymienili system wentylacji po jej śmierci.”
„Tak było.”
Pani Harper wpatrywała się w zbiornik na wodę.
„Ale najpierw usunęli części starego systemu.”
„Widziałaś taki?”
„Widziałam coś takiego.”
„Kto to zdemontował?”
Odpowiedź nadeszła po bolesnej pauzie.
„Doktorze Blake”.
—
Vincent zadzwonił do Harrisona Blake’a o 7:42 rano.
Przełączył telefon na tryb głośnomówiący.
Byłem z nim w biurze.
Pani Harper stała przy oknie.
Dr Park został z zespołem.
Blake odebrał po czwartym dzwonku.
„Vincent?”
„Harrison, potrzebuję cię w domu”.
„Mam dziś rano wizytę”.
„Odwołaj ich”.
Pauza.
„Co się stało?”
„Znaleźliśmy coś w systemie wentylacji”.
Kolejna pauza.
Dłuższa.
„Co?”
Vincent spojrzał na mnie.
„Zbiornik zapasowy”.
Dr Blake powoli wypuścił powietrze.
„To może być część starego systemu nawilżania”.
Dr Park już nam powiedział, że tak nie jest.
Wyraz twarzy Vincenta się zmienił.
„Wiedziałaś o tym?”
„Wiem, że system bardzo się zmienił na przestrzeni lat.”
„Nie o to pytałem.”
„Powinienem zobaczyć, co znalazłeś.”
Vincent mówił bardzo ostrożnie.
„Margaret mówi, że usunąłeś coś podobnego z sypialni Isabelli po jej śmierci.”
Cisza.
Dr Blake początkowo nie odpowiedział od razu.
Potem dodał: „To było cztery lata temu.”
„Więc pamiętasz.”
„Pamiętam, że pomagałem ci przeszukać pokój.”
„Dlaczego?”
„Bo mnie o to prosiłeś.”
Vincent zmarszczył brwi.
„Czy prosiłem cię o przeszukanie jej pokoju?”
„Ledwo funkcjonowałeś. Chciałeś usunąć wszystkie procedury medyczne przed przybyciem rodziny.”
Pani Harper pokręciła głową.
Vincent to zauważył.
„Czy osobiście usunąłeś coś z systemu wentylacji?”
„To był stary dyfuzor zapachowy”.
„Dlaczego w naszej sypialni był dyfuzor zapachowy?”
„Isabella miała problemy ze snem”.
Oczy Vincenta się zwęziły.
„Nienawidziła sztucznych zapachów”.
Znów cisza.
Ton doktora Blake’a się zmienił.
Nie był już protekcjonalny.
Ostrożny.
„Vincent, myślę, że ta rozmowa staje się coraz bardziej zagmatwana przez żal i refleksję z przeszłości”.
„Nie” – powiedział Vincent. „Chyba po raz pierwszy zaczyna się to wyjaśniać”.
Zakończył rozmowę.
Pani Harper wyszeptała: „Skłamał”.
„W jakiej sprawie?”
„Nigdy nikogo nie prosiłeś o posprzątanie pokoju”.
Vincent wpatrywał się w telefon w dłoni.
„Skąd wiesz?”
„Bo nie pozwoliłeś nam niczego dotknąć przez sześć miesięcy”.
Jego twarz zbladła.
Miał rację.
Widziałam to w jego twarzy, zanim się odezwał.
„Pamiętam”.
Usiadł ciężko.
„Nawet sprzątaczom nie pozwoliłbym przenieść twoich książek”.
Nikt nic nie powiedział.
Potem zapytałam: „Kto miał dostęp do domu przed śmiercią Isabelli?”
Pani Harper spojrzała na Vincenta.
„Dziesiątki osób”.
„Stały dostęp”.
„Personel. Ochrona. Konserwacja”.
– Dr Blake?
„Tak”.
„Jak często?”
„Bardzo często”.