Złość Elise sięgnęła zenitu, gdy odkryła wyciągi bankowe. Valérie Dumont umorzyła długi hazardowe Laurenta, które wynosiły 450 000 euro, w zamian za pospieszne podpisanie aktu sprzedaży za marne grosze. To był spisek. Wymuszenie.
Rankiem czwartego dnia Elise wpadła na Laurenta przed wiejską kawiarnią. Miał na sobie drogi lniany garnitur i jechał lśniącym SUV-em. Na widok Elise uśmiechnął się ironicznie.
„No i patrzcie, kto wrócił, mały złodziej jabłek” – warknął. „Przychodzisz płakać nad ruinami? To koniec, Elise. To MOJA ziemia. Moja krew”. Elise podeszła do niego tak blisko, że musiał się cofnąć.
„Krew czyni cię biologicznym rodzicem, Laurent. Lojalność czyni nas rodziną. Sprzedałeś tych, którzy dali ci życie, żeby wymazać swoje pokerowe długi. Ciesz się swoim samochodem, póki możesz. Wkrótce w więzieniu nie zostaną ci nawet sznurówki.”
Skrócone postępowanie w sądzie w Marsylii przyciągnęło uwagę całej prasy regionalnej. Poczekalnia była pełna. Dziesiątki rolników ze związku rolniczego przyjechały traktorami. Obecni byli również lokalni dziennikarze i zdenerwowani urzędnicy. A na środku areny siedziała Valérie Dumont, z arogancją królowej, otoczona trzema czołowymi postaciami paryskiej palestry.
Kiedy Elise włożyła czarną togę, nie czuła strachu. Reprezentowała sprawiedliwość w najczystszej postaci.
Od momentu rozpoczęcia rozprawy, adwokat strony przeciwnej, siwiejący i pogardliwy mężczyzna, próbował zmiażdżyć sprawę.
„Wysoki Sądzie, ta sprawa jest tragiczna, ale zgodna z prawem. Syn, zaniepokojony zdrowiem psychicznym starzejących się rodziców, podjął trudną decyzję. Sprzedaż została sfinalizowana, a oskarżeni zaatakowali pracowników budowlanych. Prawo jest po naszej stronie”.
Sędzia surowo skinął głową i zwrócił się do Elise.
„Panie Fontaine, co pan na to powie? Pańskie klientki zaatakowały sprzęt budowlany”.
Eliza wstała. Na sali sądowej zapadła całkowita cisza.
„Wysoki Sądzie, ta sprawa nie dotyczy prawa własności. To moralna ohyda, finansowy proceder, który ilustruje, jak ogromne bogactwo próbuje zmiażdżyć godność osób pozbawionych głosu”.
Powoli przeszła na środek sali sądowej.
„Mój kolega mówi o »zdrowiu psychicznym«…”
„Powołuje się na zaświadczenie od dr. Morela, lekarza z 16. dzielnicy Paryża”.
Wyciągnęła stos dokumentów ze swojej teczki i z hukiem rzuciła go na biurko sędziego. „Ale dr Morel jest przedmiotem pięciu śledztw za fałszowanie opinii biegłych. Co więcej: mam tu rejestry opłat drogowych, bilety kolejowe i dane geolokalizacyjne mojego brata, Laurenta Dubois, dowodzące, że nigdy nie odwiedził rodziców w ciągu ostatnich czterech lat. Jak mógł zdiagnozować u nich demencję?”