Proszę, nie rób zamieszania.
Proszę, bądź silna.
Camille długo na nią patrzyła.
„Wyjeżdżasz dzisiaj”.
Monique się zawahała.
„Ale to nasz dom”.
„Nie. To dom, który kupiłam, kiedy tata stracił twój”.
Bernard zrobił krok naprzód.
„Ty niewdzięczny mały”.
Major po prostu podniósł wzrok.
„Proszę zachować się uprzejmie, proszę pana”.
Bernard zamilkł.
Spakowanie trzech toreb zajęło im godzinę. Monique płakała nad każdą otwieraną szufladą. Bernard zatrzasnął suwaki z niepotrzebną siłą. Léa, zabrana na przesłuchanie, nie była już w domu, by nadzorować sytuację.
Przed wyjściem Bernard nachylił się do Camille.
„Pożałujesz tego, co robisz swojej rodzinie”.
Camille spojrzała na drzwi, na werandę, dokładnie w miejsce, gdzie czekała w ciemności.
„Nie. Żałuję tylko, że tak długo czekałam”.
Kiedy drzwi zamknęły się za nimi, dom wydawał się ogromny.
Niespokojny.
Pozbawiony kłamstw.
Ślusarz przyjechał późnym popołudniem. Wymienił drzwi wejściowe, boczne wejście, drzwi garażowe, bramę wjazdową i zamek w studiu. Widząc tabliczkę „East Lake Suite”, zapytał:
„To też mam usunąć?”
„Tak”.
Dwie małe śrubki wpadły mu w dłoń z chrupnięciem.
Camil
Odetchnął z ulgą.
Później, sprzątając pokój Léi, znalazła pendrive’a ukrytego w pudełku z kosmetykami. Przyklejona była do niego mała naklejka z białym lisem. Otworzyła go na zdalnym komputerze.
Pojawiły się skany.
Jej podpis. Jej dowód osobisty. Harmonogram uprawnień. Zrzuty ekranu wiadomości wysłanych do matki: Mogę wrócić 22. Misja przedłużona do 5. Boże Narodzenie potwierdzone.
Camille pozostała przed ekranem.