„Randy kazał mi go pilnować. Był moim przyjacielem”.
„Jesteś mamą Randy’ego?”
Ścisnęło mnie w piersi. „Kiedy?”
„Tego dnia”.
Sięgnęłam po torbę, ale ona się cofnęła.
„Nie” – wyszeptała. „Muszę to najpierw powiedzieć, bo inaczej się przestraszę i ucieknę”.
Przełknęłam ślinę. „Jak masz na imię, kochanie?”
„Sarah”.
„Wejdź, Sarah. Chcesz soku?”
Spojrzała za siebie, jakby ktoś mógł ją zatrzymać.
„Nie ukradłam go”.
„Jak masz na imię, kochanie?”
Reklama
„Wiem”.
„Strzegłam go”.
To mnie prawie załamało.
Otworzyłam szerzej drzwi. „To zobaczmy, co Randy ma w środku”.
Sarah położyła plecak na moim kuchennym stole, jakby to była jakaś świętość.
„Powiedz mi” – powiedziałam.
Pokręciła głową. „Otwórz go”.
Palce mi drżały, gdy rozpinałam torbę.
„Strzegłam go”.
Reklama
W środku były druty, lawendowa i biała włóczka, papierowy wzór i coś grudkowatego owiniętego w bibułkę.
Wyciągnęłam to.
Miał to być jednorożec. Jedna noga była niedokończona, tułów przechylony na bok, a mały biały ogonek sterczał krzywo.
„Zajęcia z rękodzieła” – powiedziała szybko Sarah. „Pani Bell powiedziała, że ręcznie robione prezenty są lepsze, bo wymagają czasu i miłości. Większość dzieci robi zakładki do książek, ale Randy chciał jednorożca”.
„Dlaczego jednorożec? Lubił dinozaury”.
Wytarła nos w rękaw. „Powiedział, że ci się podobają”.
„Randy chciał jednorożca”.
Reklama
Przycisnęłam niedokończoną zabawkę do piersi.
Powiedziałam to już kiedyś, kilka miesięcy wcześniej, nad brzydkim kubkiem z jednorożcem z wyszczerbionym uchem.
„Pamiętał to?” – wyszeptałam.
Sara skinęła głową. „Chyba wszystko pamiętał”.
Pod włóczką była kartka.
„Pamiętał o tym?”
„Mamo, to jeszcze nie koniec.
Reklama
Nie śmiej się. Sara mówi, że klakson jest najtrudniejszy. Pani Bell powiedziała, że nie ma czasu przed Dniem Matki.
Kocham cię bardziej niż płatki śniadaniowe.
Kocham, Randy.”
Wydobył się ze mnie dźwięk, zanim zdążyłam go powstrzymać.
Sara też zaczęła płakać.
„Mamo, to jeszcze nie koniec.”
„Przepraszam” – powiedziała, ponownie pocierając nos rękawem. „Jest tam więcej.”
Reklama
Znalazłam zmiętą kartkę papieru złożoną na pół, jakby Randy próbował ją ukryć.
Ręce mi się trzęsły, gdy ją otwierałam.
„Kochana Mamo,
Przepraszam, że zniszczyłam ścianę z napisem „Dzień Matki”. Wiem, że jesteś chora i zmęczona, a ja narobiłam jeszcze więcej kłopotów.
Ale obiecuję, że nie jest ze mną źle.
Kocham, Randy.”
Znalazłam zmiętą kartkę papieru.
Reklama
Pod nią znajdował się złożony rysunek, a plama farby zaznaczona była fioletową kredką.
Przez chwilę słowa nie miały sensu.
A potem zrozumiałam.
***
„Co to jest?” zapytałam.
Sara wpatrywała się w swoje trampki.
„Sarah. Kochanie?”