„Pani Bell kazała mu to napisać”.
„Kiedy?”
Spojrzała na plecak. „Tuż przed”.
Słowa nie miały sensu.
Nie ma sensu.
Reklama
Moja skóra zrobiła się zimna. „Tuż przed czym?”
Jej oczy wypełniły się tak szybko, że aż bolały.
„Tuż przed upadkiem”.
W kuchni zapadła cisza.
„Powiedz mi” – powiedziałam, choć część mnie chciała zakryć uszy.
„Siedział przy tylnym stole” – wyszeptała. „Pani Bell dała mu kartkę i kazała napisać „Przepraszam za zniszczenie ściany z okazji Dnia Matki”. Ale on jej nie zniszczył. Tyler tak”.
„Tuż przed czym?”
Reklama
„Tyler?”
Sarah skinęła głową. „Wylał farbę na kilka kartek, a jedna się rozerwała. Randy miał klej na rękach tylko dlatego, że mi pomagał”.
Znowu spojrzałam na list z przeprosinami. Litery były nierówne. Niektóre słowa były ciemniejsze, jakby naciskał za mocno.
„Ciągle powtarzał: »Moja mama wie, że nie kłamię«” – powiedziała Sarah. „Ale pani Bell mówiła, że czasami grzeczne dzieci i tak rozczarowują swoje matki”.
Moje palce zacisnęły się na kartce.
Mój syn umarł, myśląc, że uwierzę, że jest zły.
„Moja mama wie, że nie kłamię”.
„Co się potem stało?” – wyszeptałam.
Sara przycisnęła piąstkę do piersi.
„Powiedział: »Sarah, znowu robi się taka zgnieciona«”.
Chwyciłam się krzesła. „Znowu?”
Skinęła głową, płacząc. „Mówił mi wcześniej, ale powiedział, żebym ci nie mówiła, bo miałaś grypę”.
O mało co nie ugięły się pode mną kolana.
„Powiedział, że mamy myślą, że dzieci nie wiedzą, ale my wiemy” – płakała. „Powiedział, że ci powie po Dniu Matki, kiedy jednorożec będzie gotowy”.
„Co się potem stało?”
„Och, Randy”.
„Kazałam mu pić wodę” – szlochała Sarah. „Mój tata mawiał tak, kiedy bolał mnie brzuch. Napij się wody i poczekaj chwilę. Nie wiedziałam, że serca są różne”.
Upadłam na podłogę przed nią.
„Saro, spójrz na mnie”.
„To nie pomogło”.
„Nie, kochanie. To nie były lekarstwa. Ale to była dobroć”.
Jej twarz się skrzywiła.
Upadłam na podłogę.
Reklama
„Potem próbował schować jednorożca” – wyszeptała. „Powiedział, że nie można zobaczyć przeprosin przed prezentem. Potem jego krzesło zaskrzypiało i upadł”.
Zakryłam usta.
„Wszyscy krzyczeli” – powiedziała Sarah. „Pani Bell powtarzała jego imię zbyt głośno. Potem przyjechali ratownicy medyczni”.
Jej głos zniżył się.
„Pamiętam ich buty. Były czarne i błyszczące. Jeden nadepnął na fioletową włóczkę Randy’ego. Chciałam go przesunąć, ale pani Reeves kazała nam się cofnąć”.
„To wtedy zabrałaś plecak?”
„Potem przyjechali ratownicy medyczni”.
Reklama
Sarah skinęła głową. „Po tym, jak go zabrali. Jego plecak wciąż był pod stołem. Randy kazał mi pilnować jednorożca do Dnia Matki, a tam była karteczka z przeprosinami”.
„Więc go wzięłaś”.
„Pomyślałam, że jeśli dorośli go znajdą, to go wyrzucą”.
Spojrzała na mnie przerażonymi, ale lojalnymi oczami.
„Więc go pilnowałam”.
„Jego plecak wciąż był pod stołem”.
Reklama
***
Trzymałam ją, gdy płakała w moje ramię, a niedokończony jednorożec siedział między nami, jakby Randy dopiero co wyszedł z pokoju.
Kiedy się uspokoiła, zapytałam: „Kto się tobą opiekuje?”
„Mój dziadek. Dziadek Joe”.