Część 1 — Chłopiec, z którego wszyscy się śmiali
W liceum byłem tym chłopcem.
Tym grubym.
Tym cichym.
Chłopcem, który zawsze stał na końcu zdjęć.
Nazywałem się Martin Petrov, ale większość ludzi nawet nie używała mojego imienia.
Nazywali mnie „Bal”.
„Lodówka”.
„Świnia”.
A najgorsze było to, że po chwili zacząłem się śmiać razem z nimi.
W ten sposób bolało mniej.
A przynajmniej tak mi się wydawało.
W ostatniej klasie wszyscy mówili tylko o balu maturalnym.
Chłopaki zapraszali najpiękniejsze dziewczyny.
Dziewczyny rozmawiały o sukienkach i limuzynach.
A ja już wiedziałem, jak to się dla mnie skończy.
Zamierzałem zostać w domu.
Jak zawsze.
Pewnego wieczoru stałem sam w bibliotece, gdy ktoś usiadł naprzeciwko mnie.
Podniosłem wzrok.
To była Wiktoria Nikołowa.
Najpiękniejsza dziewczyna w szkole.
Długie brązowe włosy.
Uśmiech, który sprawiał, że chłopcy zapominali, co mówią.
Wszyscy ją uwielbiali.
A ona patrzyła prosto na mnie.
— Pójdziesz ze mną na bal?
Myślałam, że żartuje.
Potem zauważyłam dwie dziewczyny za nią chichoczące.
Ścisnął mi się żołądek.
— Bardzo śmieszne.
Victoria spiorunowała je wzrokiem.
— Nie żartuję.