Powietrze w posiadłości Thorne było zawsze idealnie klimatyzowane, a jednak czułam się, jakby powoli mnie dusiło. Zebraliśmy się w okazałej oranżerii rezydencji w Connecticut na to, co w wytłoczonych zaproszeniach nazwano „Bliźniaczym Baby Shower”. Rzeczywistość jednak była koronacją.
Stałam w kącie, moje spuchnięte kostki bolały od ucisku niskich obcasów, niczym zwykły widz w pokręconym teatrze mojej własnej rodziny. Po drugiej stronie pokoju, niczym pomnik, stał wspaniały, pięciopiętrowy tort. Był arcydziełem z królewsko niebieskiego fondantu i jadalnego złota, ale na jego powierzchni, niczym na zamaszystym napisie z cukru, widniało tylko jedno imię: Seraphina.
Seraphina Thorne, moja siostra bliźniaczka. „Złote Dziecko”. Wylegiwała się na aksamitnej kanapie, delikatna i promienna, chłonąc uwielbienie pokoju niczym gąbka. Miała w zwyczaju zabierać to, co do mnie należało. Najpierw porcelanowe lalki w naszym pokoju dziecięcym. Potem mój chłopak z liceum. Teraz cała nasza rodzina skupiła na sobie niepodzielną uwagę podczas tego, co miało być naszym wspólnym kamieniem milowym.
Patrzyłam, jak nasza matka, Lydia Thorne, podchodzi do mnie, a jej oczy wypełniają się sztucznymi łzami. Otworzyła aksamitne pudełko i podała Seraphinie ciężką, antyczną, diamentową grzechotkę. Odbiła światło żyrandola, rzucając ostre pryzmaty na ściany.
„Dla spadkobiercy, na którego wszyscy czekaliśmy” – rozpromieniła się Lydia, całkowicie mnie ignorując.
Spadł na mnie cień. Evelyn Vance, moja teściowa, zmaterializowała się u mojego boku. Była matriarchą, która działała wyłącznie w oparciu o walutę dziedzictwa, z wyprostowanym kręgosłupem i uśmiechem uzbrojonym w broń.
„Wyglądasz na zmęczoną, Eleno” – mruknęła Evelyn, a jej głos stanowił ostry, syczący kontrast z radosnym kwartetem smyczkowym grającym w tle. „Szkoda, że twoja ciąża przebiegła tak… bezproblemowo. Zmagania Seraphiny są o wiele bardziej poruszające. To sprawia, że jej dziecko czuje się cenniejsze, prawda?”
Zimny strach ścisnął mi żołądek, obniżając temperaturę w żyłach. „Moje dziecko jest równie cenne, Evelyn”.