CZĘŚĆ 2
„Kto ci to dał?” zapytałam. Uniosła kartkę papieru. „Test DNA. Adrien mi pomógł. Jego matka też. Znaleźli tatę. Zgodził się porozmawiać”. W tym momencie zrozumiałam. Étienne. Wrócił. Nie z miłości. Nigdy z miłości. Wrócił, bo ktoś otworzył mu drzwi. A w tych drzwiach unosił się zapach drogich perfum Madame Vasseur.
Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu zapytałam: „Czy on tu jest?”. Lina odwróciła wzrok. Odpowiedź dobiegła zza moich pleców. „Tak, Marianne. Jestem tutaj”. Odwróciłam się. Étienne stał przy wejściu. Starszy. Cięższy. Ale z tym samym przenikliwym spojrzeniem. Spojrzeniem człowieka, który może zniszczyć dom, a potem narzekać na odgłosy ruin. Lina podbiegła do niego. Przytulił ją. Niezręcznie. Zbyt mocno. Jak aktor, który nie zna swojej roli, ale chce przekonać publiczność. „Moja córko” – mruknął.
Poczułam, jak moja siostra Claire podchodzi bliżej. „Marianne, powiedz coś”. Ale co mogłam powiedzieć? Że test jest prawdziwy? Owszem. Étienne nie był biologicznym ojcem Liny. Ale on zawsze o tym wiedział. I nie dlatego odszedł. Zrobiłam krok w stronę córki. „Lino, posłuchaj mnie”. Cofnęła się. Ten krok zranił mnie bardziej niż wszystkie jej słowa. „Nie. Wystarczająco długo słuchałam twoich kłamstw. Pozbawiłaś mnie ojca. Wmówiłaś mi, że nas porzucił”. Étienne spuścił głowę z udawanym bólem. Madame Vasseur w końcu wstała. „Marianne, może to nie jest odpowiednie miejsce. Lina już wystarczająco dużo wycierpiała”. Spojrzałam na nią. „Masz rację. To nie jest odpowiednie miejsce”. „Ale skoro wybrałaś ten program, dokończmy go”. Jej uśmiech zamigotał. Bardzo nieznacznie. Ale dość. Położyłam mikrofon na stole panny młodej i pana młodego. Potem otworzyłam torbę. Wyjęłam stary skórzany portfel. W środku było zdjęcie, złożone przez dwadzieścia dwa lata. Maleńka Lina, śpiąca w ramionach mężczyzny. Nie Étienne. Inny mężczyzna. Thomas.