Rozdział 1: Konsultacja Narcyza
„Chcę wyglądać lepiej niż ta jędza, z którą ożenił się mój chłopak”.
Słowa zawisły w sterylnym powietrzu mojej kliniki, ostre i zimne jak skalpel. Nie wiedziała, że twarz, z której kpiła, to ta sama, ukryta za moją maską chirurgiczną, i że zanim skończę, nie tylko będzie wyglądać jak jędza – stanie się nią.
Instytut Vance’a w Beverly Hills był świątynią białego marmuru i przyciszonych szeptów. Pachniał eukaliptusem i pieniędzmi, zapachem stworzonym po to, by zapomnieć o krwi, która za niego zapłaciła. Siedziałam za szklanym biurkiem, kompletnie wyszorowana – niebieski czepek zakrywał włosy, maska N95 zasłaniała nos i usta, a chirurgiczne pętle powiększały moje oczy. Dla świata byłam dr Evelyn Vance, „Rzeźbiarką Gwiazd”. Dla dziewczyny siedzącej naprzeciwko mnie byłam tylko parą rąk trzymających klucze do jej toaletki.
Chloe miała dwadzieścia dwa lata, była blondynką i emanowała poczuciem wyższości, jakie zazwyczaj niesie ze sobą fundusz powierniczy, choć jej tanie buty mówiły co innego. Rzuciła telefon z brzękiem na biurko.
Ekran się rozświetlił. Wyświetliło się spontaniczne zdjęcie kobiety w ogrodzie. Nie miała makijażu, włosy miała spięte w niedbały kok i wyglądała na wyczerpaną.
To ja.
To było zdjęcie zrobione trzy tygodnie temu, na moim własnym podwórku, kiedy ścinałam przekwitłe róże po czternastogodzinnej zmianie.
„To ona” – zadrwiła Chloe, żując gumę. „Mój chłopak mówi, że jest nudna. Wiedźma. Mówi, że zostaje tylko dla dzieci, ale ma już dość patrzenia na nią. Chcę wyglądać jak młodsza, seksowniejsza wersja… cokolwiek to jest. Chcę wejść do pokoju i sprawić, żeby zapomniał, że ona w ogóle istniała”.
Serce waliło mi w piersiach jak szalony ptak w klatce. Richard. Mój mąż. Mężczyzna, który pożegnał mnie pocałunkiem dziś rano i powiedział, że jestem piękna.
Spojrzałam na swoje zdjęcie – bezbronne, bezbronne. Potem spojrzałam na drapieżnika siedzącego naprzeciwko mnie.
Wzięłam głęboki oddech, maska filtrowała powietrze. Zmrużyłam oczy w profesjonalnym uśmiechu, którego nie mogła dostrzec.
„Rozumiem doskonale” – powiedziałam głosem gładkim jak stal. „Z pewnością uda nam się osiągnąć… uderzające podobieństwo. Zrobię z ciebie arcydzieło”.
Chloe promieniała, niczym rekin wyczuwający krew. „Dobrze. Pieniądze nie grają roli. Dał mi swoją wizytówkę”.
Przesunęła po szkle elegancką, czarną wizytówkę. Richard Vance. Vance Corp.
Mój mąż płacił za to, żeby jego kochanka mnie zastąpiła. Finansował własne nawiedzenie.
„Doskonale” – wyszeptałam, podnosząc wizytówkę. Była ciężka, jak broń. „Pielęgniarka zaprowadzi cię do sali przygotowawczej. Zobaczymy się na sali operacyjnej”.
Chloe podpisała formularze zgody, nie czytając ani słowa. Wstała, patrząc na swoje odbicie w oknie i strojąc się w piórka.
Kiedy pielęgniarka ją prowadziła, siedziałam sama w ciszy. Wściekłość nie płonęła; zamarzła. Skrystalizowała się w plan tak idealny, tak symetryczny, że wydawał się przeznaczeniem.
Rozdział 2: Znieczulenie ignorancji