Przez kilka sekund Claire Morel nie czuła już morskiej bryzy ani wrześniowego słońca na tarasie willi. Czarny SUV właśnie wjechał przez bramę ich posiadłości w Saint-Jean-Cap-Ferrat, po trzech latach, podczas których Étienne Vasseur zarządzał azjatycką ekspansją swojej grupy z Singapuru. Claire kazała wymienić kwiaty w głównym salonie, ponownie otworzyć piwniczkę z winami, oddzwonić do swojego ulubionego szefa kuchni i przygotować sypialnię tak, jakby wracał z wojny.
Étienne okrążył samochód, wyciągnął rękę do blondynki w czerwonej sukience i uśmiechnął się do niej z czułością, której nie okazywał Claire od dawna.
„Claire, to jest Apolline Delcourt”.
Apolline uniosła lewą rękę. Wewnątrz platynowej obrączki błyszczały trzy maleńkie szafiry, sekretny detal, który Étienne kiedyś wybrał na obrączkę ślubną Claire.
„Tak bardzo się cieszyłam na spotkanie z tobą” – powiedziała Apolline.
Nie wydawała się ani zawstydzona, ani zmartwiona. Jej wzrok ogarniał już fasadę, obsługę ustawioną w kolejce przy schodach i widok na Morze Śródziemne, jakby wyceniała nieruchomość przed podpisaniem umowy.
Étienne nie wziął Claire w ramiona. Minął ją i wszedł do willi z Apolline pod rękę.
W jadalni posadził młodą kobietę na miejscu Claire, na końcu długiego orzechowego stołu. Claire zajmowała to krzesło od trzech lat, przyjmując bankierów, uspokajając dostawców, uspokajając matkę Étienne’a i chroniąc reputację grupy Vasseur, gdy pochopna decyzja groziła zrujnowaniem wszystkiego.
Étienne sam nalał Apolline wody, po czym założył ręce.
„Musimy porozmawiać o organizacji domu”.
„O organizacji domu?” – powtórzyła Claire.
„Pobraliśmy się z Apolline w Monako sześć miesięcy temu”. Sytuacja prawna jest nietypowa, ale nasi prawnicy zapewnili mnie, że umowa może być uznana w kilku krajach, w których pracujemy.
Gosposia wydała z siebie stłumiony dźwięk.
„Byłaś już mężatką” – powiedziała Claire.
„Nie rób scen. Tutaj nadal jesteś moją żoną. Nie musisz odchodzić. Znasz willę, finanse domowe, zwyczaje mojej matki, prywatne spotkania. Apolline zajmie się galami, podróżami, kolacjami biznesowymi. Lepiej pasuje do świata, w którym teraz się znajduję”.
Apolline położyła swoje czerwone paznokcie na stole.
„Étienne nie chce cię porzucić. Masz tu swoje prawdziwe miejsce. Dobrze radzisz sobie z organizacją personelu, posiłków, obowiązków rodzinnych… wszystkich codziennych spraw”.
Słowo „sprawy” uderzyło Claire mocniej niż obrączka.
Przez trzy lata opiekowała się matką Étienne’a po operacji serca, wynegocjowała moratorium z dwoma bankami, zapobiegła spórowi pracowniczemu w magazynie w Fos-sur-Mer i przekonała ministra do utrzymania porządku. A jednak jej mąż ograniczył to wszystko do posiłków i schludnie złożonego prania.
Spojrzała na Étienne’a.
„Zanim obiecałeś jej moje stanowisko, zadałeś sobie trud, żeby dowiedzieć się, kto utrzymuje twój zespół pod twoją nieobecność?”
„Doskonale wiem, kim jesteś” – odpowiedział ze zmęczeniem. „Claire Morel, córka drobnego przemysłowca z Limoges. Zawsze wolałaś się nie rzucać w oczy. Nie zaczynaj nagle zachowywać się jak księżniczka”.
Apolline się roześmiała.
„Mogłaby ogłosić, że jest właścicielką połowy Francji”.
Claire wyjęła telefon i zadzwoniła pod numer, którego nie wybierała od trzech lat.
Od razu odezwał się męski głos.
„Panna Beaumont?”
Twarz Étienne’a zamarła.
„Wyślij samolot” – powiedziała Claire. „Saint-Jean-Cap-Ferrat. Pełna załoga.”
„Przylot za 14 minut.”
Rozłączyła się.