„Beaumont?” – mruknął Étienne. „Dlaczego nazwał cię Beaumont?”
Claire wstała.
„Bo Morel to imię mojej matki. Antoine Beaumont to mój biologiczny ojciec. Ten, którego nigdy nie raczyłeś poznać, bo myślałeś, że moja rodzina nie ma ci nic do zaoferowania.”
Apolline zbladła. Nawet ona znała Beaumont Aéronautique, francuską grupę produkującą systemy nawigacyjne, cywilne drony, sprzęt satelitarny i niektóre komponenty wykorzystywane w międzynarodowych kontraktach Vasseur Logistique.
Nad morzem rozległ się głęboki grzmot. Szyby zadrżały. Za sosnami pojawił się pierwszy czarny helikopter, a potem drugi. Powiew wiatru z łopatek wiatraka zmiażdżył białe krzewy przed tarasem.
Étienne gwałtownie wstał.
„Claire, co robisz?”
„Idę do domu.”
„Do domu? Ta willa jest twoim domem.”
Spojrzała na Apolline siedzącą na krześle, a potem na skopiowaną obrączkę na jej palcu.
„Nie. To tutaj czekałam na mężczyznę, którego już nie było.”
Kiedy wróciła na dół, w przedpokoju stała Hélène Vasseur, matka Étienne’a. Przez trzy lata Claire spała w fotelu przy szpitalnym łóżku, przyjmując leki i…
Opowiedział prasie o swoich długach hazardowych. Jednak Hélène unikała jego wzroku.
„Wiedziałeś” – powiedziała Claire.
„Chciałam chronić rodzinę”.
„Chciałeś chronić swojego syna”.
Étienne podszedł.
„Jesteś zrozpaczony. Znajdziemy rozsądne rozwiązanie. Twój styl życia się nie zmieni”.
„Mój styl życia?”
„Nie zmuszaj mnie, żebym stała się okrutna”.
Claire uśmiechnęła się bez radości.
„Stałeś się okrutny, zanim przekroczyłeś próg”.
Drzwi się otworzyły. Weszło czterech ochroniarzy, a za nimi Paul Vernet, szef sztabu rodziny Beaumont.
„Panno Beaumont, pani ojciec czeka na panią w Rambouillet”.
Étienne wpatrywał się w Paula, jakby czekał na niego wyrok śmierci.
Claire zwróciła się do męża.
„Mój ojciec kieruje Beaumont Aeronautics”. Moja matka prowadzi naszą spółkę holdingową. Jestem ich jedynym dzieckiem i większościowym spadkobiercą. Wybrałam proste życie, żeby sprawdzić, czy mężczyzna może mnie pokochać, nie pożądając mojego nazwiska. Wziąłeś mnie za zwykłą kobietę, a potem stwierdziłeś, że zwykłą kobietę można bezkarnie upokarzać.
Étienne złapał ją za nadgarstek.
Agenci podeszli bliżej, ale Claire uniosła rękę.
„Nie możesz tak odejść” – powiedział.
„Wróciłaś z inną żoną i poprosiłaś mnie, żebym zajęła się obowiązkami domowymi. Zobacz, co się stanie, kiedy przestanę zajmować się wszystkim innym”.
Odsunęła się i przeszła przez trawnik. Gdy helikopter wzbił się w powietrze, zobaczyła Étienne’a na schodach, Apolline’a trzymającego się jego ramienia i Hélène osuniętą w fotelu. Willa skurczyła się pod nią, aż stała się niczym więcej niż białym tłem nad wodą.
W Rambouillet Antoine Beaumont czekał w pobliżu pasa startowego z żoną Marianne i dwoma przyrodnimi braćmi Claire, Gabrielem i Louisem. Gabriel rozłożył ramiona. Claire schroniła się w nich i w końcu cicho zapłakała, opierając twarz o jego ramię.
Ojciec położył na niej dłoń.
„Czego chcesz?”
„Chcę, żeby Étienne zrozumiał, kogo upokorzył”.
„Więc najpierw zjesz” – odpowiedział Antoine. „Podejmujemy lepsze decyzje, gdy gniew nie jest głodny”.
Telefon Claire zawibrował. Dzwonił Étienne. Przy czwartym połączeniu odebrała, przełączając na tryb głośnomówiący.
„Claire, nareszcie. To zaszło za daleko. Nigdy nie rozmawiałaś ze mną otwarcie o swojej rodzinie”.
„Nigdy nie zadałaś mi pytania, które nie dotyczyłoby tego, co mogłabym dla ciebie zrobić”.
„Apolline jest w ciąży”. Dlatego wszystko potoczyło się tak szybko. Moja matka myślała, że musimy chronić dziecko.
Claire spojrzała na zamgloną twarz Marianne.
„Więc twoja matka wiedziała”.
Étienne zamilkł.
„Możemy jeszcze zbudować coś sensownego” – kontynuował. „Pozostaniesz moją żoną we Francji. Apolline może zamieszkać gdzie indziej po porodzie. Rodziny w naszym otoczeniu zawsze znajdują rozwiązania”.
„Nie ze mną”.
„Nie rób ze mnie swojego wroga”.
Antoine prawie się uśmiechnął.
„Stałeś się jej wrogiem, kiedy pomyliłeś jej milczenie ze słabością” – odpowiedziała Claire.
Rozłączyła się, a potem spojrzała na Gabriela.
„Anuluj wszystkie umowy związane z Vasseur Logistique, bezpośrednio lub za pośrednictwem naszych spółek zależnych”.
„Zrobimy to przed północą”.
„Louis, poinformuj naszych partnerów, że każdy przewoźnik, który ma z nimi strategiczne umowy, straci dostęp do naszej sieci”.
„To ich zdławi”.
„Właśnie o to chodzi”.