W ósmym miesiącu ciąży Claire Morel odkryła, że jej mąż poświęcił 14 stron kobiecie, której nigdy nie przestał kochać, mimo że przez trzy lata małżeństwa ani razu nie wspomniał, że ma alergię na róże.
Notatnik leżał na dnie zamkniętej szuflady w biurze Antoine’a de Villiers, w ich kamienicy w Saint-Cloud. Claire go nie szukała. Chciała po prostu znaleźć teczkę z łóżeczkiem zamówionym do pokoju dziecięcego, ponieważ dekorator twierdził, że został dostarczony, a nikt w tym osiemnastopokojowym domu zdawał się nie wiedzieć, gdzie się znajduje.
Wyciągając pudełko z papierami, dostrzegła czarną, skórzaną okładkę ze zniszczonymi brzegami. Przedmiot, który często się otwiera, chroni i pielęgnuje na tyle, by starzeć się w dłoniach.
Na pierwszej stronie imię napisane było z delikatnością, która nie przypominała imienia Antoine’a.
Éléonore.
A potem data, dziewięć lat temu.
Claire powoli usiadła w fotelu przy regale z książkami, podpierając się jedną ręką ociężałym brzuchem. Czytała.
Éléonore pije mrożoną kawę z mlekiem owsianym i odrobiną syropu fiołkowego.
Éléonore nienawidzi burz, ale udaje, że się nie boi.
Kiedy płacze, okręca pierścionek na palcu, aż go boli.
Uwielbia zapach czystej bielizny, białych piwonii i starych piosenek Barbary.
Czternaście stron drobnych szczegółów.
Czternaście stron czułości.
Czternaście stron dowodzących, że Antoine potrafił obserwować kobietę, zapamiętywać jej lęki, uczyć się jej gestów i doceniać jej gust.
Po prostu nigdy nie zdobył się na taki wysiłek dla Claire.
W noc poślubną, w hotelu Bristol, był już szczery. Po przyjęciu zorganizowanym przez babcię, po fotografach, szampanie i przemówieniach o połączeniu dwóch rodzin, Antoine zdjął krawat przy oknie apartamentu i powiedział spokojnie:
„Nie jestem w tobie zakochany”.
Claire miała wtedy 26 lat. Pochodziła z rodziny z Tours, która posiadała cztery sklepy z artykułami wyposażenia wnętrz. Jej rodzice traktowali to małżeństwo jako formę zabezpieczenia. Ojciec obiecał jej, że niczego jej nie zabraknie.
„Rozumiem” – odpowiedziała.
Uważała, że szanowana kobieta nie żebrze. Dlatego dowiedziała się, jaka jest dokładna temperatura kawy Antoine’a, zagniecenie na jego koszuli, którego nienawidził, i lampa, którą lubił widzieć zapaloną po północy.
Antoine przyjmował te uwagi tak, jak przyjmuje się ogrzewanie w domu: nie zastanawiając się, kto je włącza.
Kiedy jego babcia, Béatrice de Villiers, zaczęła mówić o spadkobiercy, wypełnił swój obowiązek z chłodem człowieka podpisującego akt u notariusza. Claire zaszła w ciążę. Potem wrócił do podróży, spotkań zarządu i prywatnych kolacji.
Nie był na żadnym USG i zaplanował seminarium w Genewie na tydzień, w którym spodziewano się dziecka.
Claire myślała, że małżeństwa w tym kręgu towarzyskim tak właśnie wyglądają: elegancja w miejscach publicznych, samotność w zaciszu domowym. Dziennik ujawnił jej, że Antoine nie był niezdolny do miłości. Po prostu zarezerwował swoją miłość dla kogoś innego.
Tej nocy, w deszczu, Claire postawiła starą różową walizkę w garderobie. Brzuch utrudniał jej każdy ruch. Spakowała trzy sukienki, dokumentację medyczną i pierwsze ubranka dziecka.
Martine, gospodyni, pojawiła się w drzwiach z ziołową herbatą.
„Proszę pani, wychodzi pani?”
Claire złożyła kardigan, nie patrząc na nią.
„Tak.”
„Czy pan de Villiers wie?”