„Nie.”
Martine zbladła. Wiedziała o notatniku. Jej milczenie to potwierdziło.
Claire zdjęła obrączkę i położyła ją na toaletce obok koperty przygotowanej przez prawnika z Paryża. Nie domagała się alimentów dla siebie, udziału w rodzinnym biznesie, mieszkania ani biżuterii. Żądała jedynie rozwodu, wyłącznej opieki nad dzieckiem i prawa do nadania mu swojego nazwiska.
„Louise Morel”.
„Nie Louise de Villiers”.
Na dole schodów Martine ponownie próbowała ją powstrzymać.
„Pozwól chociaż kierowcy cię zawieźć”.
„Nie. Wezwij mi taksówkę”.
Potem Claire odwróciła się do niej.
„Powiedz Antoine’owi, że nie musi już ukrywać swojego czarnego notesu”.
Taksówka podjechała pod werandę. Claire wsiadła sama, położyła obie ręce na brzuchu i podała adres Gare de Lyon. Jej telefon zawibrował, zanim samochód dotarł do Pont de Sèvres.
Wiadomość od Antoine’a.
Nie będzie mnie dziś w domu.
Żadnych przeprosin. Ani słowa o dziecku. Nie miałam pojęcia, że jego żona już znika z jego życia.
Claire wyjęła kartę SIM, złamała ją i wrzuciła kawałki do popielniczki w taksówce.
„Proszę pani, wszystko w porządku?” zapytał kierowca w lusterku wstecznym.
Poczuła, że jej córka się poruszyła.
„Tak. Po raz pierwszy od dawna”.
Na stacji Claire kupiła bilet na panieńskie nazwisko na ostatni pociąg do Lyonu.
Sophie, jej przyjaciółka ze studiów,
Zmierzała w stronę Perrache, jej gniew był widoczny z odległości 20 metrów. Podniosła walizkę i przyjrzała się jej wychudłej twarzy.
„Wyglądasz jak ktoś, kto uciekł z nawiedzonego muzeum”.
Claire zaśmiała się krótko.
„Właśnie o to chodzi”.
Sophie wynajęła małe dwupokojowe mieszkanie w Croix-Rousse na nazwisko siostry. Sofa była z drugiej ręki, a kaloryfer trzeszczał, ale pościel pachniała mydłem i nikt nie szeptał za drzwiami.
Claire usiadła i westchnęła:
„Wyszłam”.
Sophie uklękła przed nią.
„A teraz?”
„Teraz rodzę. Potem pracuję. Potem buduję coś, czego on nigdy nie będzie mógł przejąć”.
Antoine wrócił do Saint-Cloud o 2:20 w nocy. Najpierw zauważył, że światło w przedpokoju jest zgaszone. Przez trzy lata Claire zawsze zostawiała je zapalone. Zaczął wierzyć, że światło jest częścią domu.
W sypialni łóżko stało nietknięte. Garderoba wydawała się większa. Na toaletce czekały na niego obrączka i koperta.
Zadzwonił do Claire. Numer niedostępny.
Zadzwonił do Martine.
„Gdzie jest moja żona?”
„Poszła, proszę pana”.
„Gdzie?”
„Nie wiem”.
Potem powtórzyła wiadomość z czarnego notesu.
Antoine otworzył notes. Po raz pierwszy te zdania nie wydały mu się romantyczne, lecz obsceniczne: pielęgnował wspomnienie pod jednym dachem z kobietą w ciąży, do której nie chciał się przyznać.
Pojechał na Gare de Lyon, za późno. W ciągu 24 godzin zmobilizował kierowców, ochroniarzy i znajomych. Pieniądze otwierały wiele drzwi, ale nie te, które zamknęła Claire.
Zadzwonił do Sophie.
„Czy Claire jest z tobą?”
„Naprawdę śmiesz do mnie dzwonić?”
„Muszę z nią porozmawiać”.
„Miałaś trzy lata, żeby z nią porozmawiać”.
„Mogę jej dać wszystko, czego zapragnie”.
Sophie wybuchnęła ponurym śmiechem.
„Ona nie chce twoich pieniędzy. Chciała, żebyś poznał kobietę, która spała obok ciebie. Nawet tego ci się nie udało”.
„Jestem ojcem tego dziecka”.
„Może biologicznie. A co do reszty, byłeś nieobecny jeszcze przed jego narodzinami”.
Rozłączyła się i zmieniła numer.